- Nie może pan tam teraz wejść, pacjentka musi odpoczywać! - obudził mnie podniesiony głos pielęgniarki. Powoli otworzyłam oczy i lekko się przeciągnęłam. W drzwiach zobaczyłam Jamiego i pielęgniarkę, trzymającą go za ramiona.
- Niech wejdzie - powiedziałam w stronę kobiety. Ta zdjęła dłonie za ramion chłopaka, na co on poprawił swoją koszulę.
- Dziękuję - burknął w jej stronę, po czym uśmiechnął się w moją stronę i usiadł na krześle obok. - Kochanie, jak się czujesz?
- Możesz tak do mnie nie mówić? - warknęłam.
- Ale przecież jestem twoim chłopakiem. O co ci chodzi? - złapał moją dłoń, ale szybko ją wyrwałam. - Dlaczego taka jesteś?
- Zrozum, ja nie pamiętam nasze związku... Nie ma sensu ciągnąć czegoś, czego...
- Ale przecież możemy na nowo odbudować tą relację, proszę daj nam, daj mi szansę. Ja cię kocham - powiedział nie odrywając ode mnie swoich niebieskich tęczówek. - Możemy spróbować, poznać się na nowo. Ty też mnie kochałaś.
- No właśnie - przerwałam mu. - kochałam, a nie kocham. Zrozum, to nie ma sensu. Nie chcę cię ranić, ja kocham kogoś innego. Przepraszam - spuściłam wzrok na swoje dłonie i usłyszałam jak nerwowo wciąga powietrze.
- Kim on jest? Jak długo chciałaś to przede mną ukrywać? Jak długo mnie zdradzałaś? - jego podniesiony ton trochę mnie przestraszył.
- Nie, to nie tak. Źle zrozumiałeś, ja...
- Rocky? To Rocky, prawda? To on? - przerwał mi, a jego oczy trochę pociemniały.
- Ja nie znam żadnego Rocky'go - jąkałam się.
- Ta rozmowa nie ma sensu. - wstał i nawet się nie żegnając opuścił pomieszczenie. Do mojej kolekcji pytań dołączam kolejne: Kim jest Rocky?
~*~
- Dzień dobry, jak się czujesz? - do sali wszedł wysoki, szczupły mężczyzna z blond włosami i zielonymi tęczówkami, trzymający w ręku teczkę.
- Trochę zdezorientowana - przyznałam, a mężczyzna lekko się zaśmiał.
- Nic dziwnego skoro spałaś ponad pół roku. Boli cię coś?
- Głowa. Cz ty normalne, że podczas mojej śpiączki miałam taki dziwny sen? - zapytałam, uciskając w dłoniach pościel.
- Tak, to jak najbardziej prawdopodobne. Możesz ruszać nogami? - zapytał, zapisując coś.
- Tak, tak mogę.
- To dobrze, zaraz przyjdzie do ciebie pielęgniarka i da ci lekki przeciwbólowe - oznajmił, po czym skierował się do wyjścia.
- Proszę pana - zatrzymałam go zanim opuścił pomieszczenie.
- Słucham? - obrócił się w moją stronę.
- Ja... nie pamiętam nic, co się stało zanim tu trafiłam - powiedziałam, na co mężczyzna zmarszczył brwi i zamyślił się na chwilę.
- Dziwne - odparł i opuścił moją salę, pozostawiając mnie bez odpowiedzi.
~*~
Kurka, mam tak dużo pytań, a tak mało odpowiedzi. Muszę się czegoś koniecznie dowiedzieć. Tylko od kogo? Mój pobyt w szpitalu w tej chwili jest bardzo uciążliwy. Jeżeli byłabym w domu, może znalazłabym coś. Ja nawet nie wiem, co zrobiłam, że trafiłam do szpitala. Chciałam się zabić, ale dlaczego? To życie zupełnie różni się od tamtego. Owszem tam też miałam problemy, ale przynajmniej byli przy mnie Rose i Charlie.
- Hej - w progu stała Marta, tym samym wyrywając mnie z rozmyślań. - Jak się czujesz?
- Dobrze - uśmiechnęłam się słabo.
- A... jak się trzymasz po spotkaniu z Charliem? - zapytała niepewnie i usiadła na krześle obok mojego łóżka.
- Tak sobie - zaśmiałam się sztucznie, na co prychnęła.
- Nie rozumiem po co kazałaś mi go tu ściągnąć. Przecież wy się nienawidzicie. - uniosła brew.
- Ja nie pamiętam nic, co się wydarzyło zanim tu trafiłam, rozumiesz? Nie wiedziałam, że tak zareaguje, że będzie taki... niemiły, arogancki. - przerwałam, żeby spojrzeń na jej twarz, która wyrażała szok. Przełknęłam ślinę. - Kiedy byłam w śpiączce, miałam sen... Charlie w nim był moim chłopakiem. Stąd te wszystkie pytania o niego.
- Teraz rozumiem - powiedziała po chwili ciszy. - A Rose? Kim była?
- Ona była moją siostrą...
- Przepraszam, że wam przerywam, ale godziny odwiedzin się już skończyły. Niestety musi pani wyjść - przerwała nam pielęgniarka.
- Dobrze - Marta skinęła głową. - Przyjdę jutro, trzymaj się - złapała moją dłoń i lekko ją ścisnęła. Po chwili brunetka opuściła pomieszczenie, a pielęgniarka zapisała coś z maszyn stojących obok, poprawiła kroplówkę i życząc mi dobrej nocy wyszła. Jestem w tym szpitalu świadomie dwa dni, a już mam dość.
_________
No hej,
Jak tam nastrój przed świętami? Macie już zapowiedziane sprawdziany na nowy rok? Bo ja tak eh...
Mam nadzieję, że Wam się podoba, czekam na komentarze,
Dobrej nocy :*
~Natalka~
ZAMKNIĘTY Jeżeli czytałaś/łeś tego bloga, kontynuację znajdziesz na wattpadzie. Link w zakładce "Kontakt i social media"
wtorek, 20 grudnia 2016
środa, 14 grudnia 2016
|01| "- Co tutaj się dzieje?!"
- Kochanie! Nareszcie się obudziłaś! - Gdzie ja jestem?! - Pójdę po twoją mamę - powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową, będąc nadal w lekkim szoku. Co się stało? Dlaczego on mówi do mnie "kochanie"? Po chwili do sali weszła kobieta, która na pewno nie była moją mamą. Widziałam jej czerwone od płaczu oczy. Tylko... ja nie znam tej kobiety.
- Kim pani jest? - zapytałam słabym głosem, a kobieta pobladła.
- Jestem twoją mamą - szepnęła, głaszcząc mnie po głowie. - Nie pamiętasz? - pokręciłam głową, a po jej policzku spłynęła łza, którą szybko starła, uśmiechając się smutno.
- Co się stało? - obca kobieta, to znaczy mama, ścisnęła moją dłoń.
- Kochanie, chciałaś popełnić samobójstwo - odpowiedziała, a ja zamarłam. Jak to? Przecież my mieliśmy wypadek. Gdzie ja jestem?! Chwila. Co z Rose i chłopakami?
- Gdzie oni są? Wszystko z nimi w porządku? - kobieta spojrzała na mnie niezrozumiale. - Rose, chłopaki. Co z nimi? - zapytałam wstrzymując oddech, a ona zmarszczyła brwi. Czułam, że moje oczy zaczynają się szklić. Patrzyłam na nią zniecierpliwiona, a moje serce z każdą kolejną sekundą przyspieszało swój rytm.
- Kto? - odpowiedziała pytaniem. Wtedy drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Marta, dziewczyna, która pomagała odbić nam Rose od Emily i Jess. Kiedy spojrzała na mnie, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Obudziłaś się - ucieszyła się.
- Marta, gdzie jest Rose? - zapytałam szeptem, a moje łzy uwolniły się i zaczęły spływać po policzkach. Ta również zmarszczyła brwi.
- Kto? Sarah, o kim ty mówisz? - nic z tego nie rozumiem. Najpierw jakaś obca kobieta mówi mi, że jest moją mamą, teraz Marta udaje, że nie zna Rose. To jakiś żart? - Nie znam żadnej Rose - powiedziała i patrzyła prosto w moje oczy.
- Pójdę po lekarza - oznajmiła moja mama i wyszła z pomieszczenia.
- Gdzie jest Charlie? - dziewczyna spuściła wzrok i nabrała nerwowo powietrze.
- Charlie? - zmarszczyła brwi. - Że Lenehan? - zapłonęła we mnie iskierka nadziei, pokiwałam energicznie głową, po czym się skrzywiłam, bo trochę zabolało. - Co ty od niego chcesz, przecież wy...
- Powiesz mi gdzie jest mój chłopak?! - podniosłam głos.
- Jamie? Stoi na korytarzu, zawołać go? - zapytała, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Co? Nie. Gdzie jest Charlie? Charlie to mój chłopak! - zdenerwowałam się. Dlaczego oni wmawiają mi jakieś bujdy?
- Co?! - zaśmiała się głośno. - Przecież ty z Charliem się nienawidzicie. - Co tutaj się dzieje?!
- Mogłabyś po niego zadzwonić? - zmarszczyła brwi, ale wyciągnęła telefon z kieszeni i po chwili trzymała telefon przy uchu.
~*~
Leżałam z założonymi rękami na piersi i nie odzywałam się do nikogo. Oddychałam nerwowo, czekając na blondyna. Charlie mi wszystko wytłumaczy, wszystko będzie dobrze. Za chwilę się obudzę w moim łóżku w Yorku i wszystko będzie normalne. Na korytarzu słychać czyjeś kroki, a po chwili głośną wymianę zdań. Nagle drzwi od pomieszczenia się otwierają, a przez nie zostaje wepchnięty Charls. Jednak nie jest uśmiechnięty na mój widok, co mnie trochę zaniepokoiło. Posyłam mu niepewny uśmiech i skanuję jego ciało. Włosy ułożone trochę niechlujnie, lekko opadające na oczy, które wyrażają jedynie obojętność. Czarna koszulka lekko podkreśla jego mięśnie, a jego chude nogi opinają białe rurki z dziurami na kolanach. Na stopach ma zwykłe, białe, lekko przybrudzone vansy. Niepokoi mnie jedynie jego wyraz twarzy i postawa. Obojętność, znudzenie, lekkie zdenerwowanie i pogarda. Gdzie jest mój Charlie, wiecznie uśmiechnięty, wesoły Charlie? Co się z nim stało?
- Hej - szepnęłam.
- Po co mnie tu ściągnęłaś? - zapytał zirytowany i usiadł na krzesło obok mojego szpitalnego łóżka. - Chociaż mi to w sumie na rękę, nie muszę siedzieć na biologi.
- To źle, że chciałam cię zobaczyć? - na moje słowa zmarszczył brwi i prychnął pod nosem.
- Te tabletki serio ci nieźle w głowie namieszały - na jego twarzy zagościł chamski uśmieszek, posłałam mu niezrozumiałe spojrzenie. - Ehh... pół roku miałem spokój, a teraz znowu będę musiał się z tobą męczyć - westchnął.
- C-co? - jąkałam się.
- No pół roku byłaś nieprzytomna. Wszyscy byli tacy smutni, martwili się, tracili już nadzieję, tęsknili za tobą. Mi nawet nie było przykro, cieszyłem się, że będę miał chociaż trochę spokoju. - zrobił teatralną przerwę, a w moich oczach powoli zaczęły zbierać się łzy. - A tu nagle... Bach! Obudziłaś się i wszystkie moje plany legły w gruzach. - auć, usłyszeć coś takiego od osoby, którą się kocha, to boli, bardzo boli.
- Czyli co? To wszystko, co miedzy nami było, po prostu przekreślisz? Przekreślisz nas? - po moim policzku spłynęła łza, którą szybko starłam.
- Jakich nas? Między nami nic nie było i nie będzie! Nie wiem, co ty sobie ubzdurałaś, ale mnie w to nie mieszaj!
- Ale kochanie... - złapałam go za dłoń.
- Jakie "kochanie" - wyrwał dłoń z mojego uścisku i gwałtownie wstał. - Boże, dziewczynko, radzę zmienić dilera, bo to, co ci dał Rocky, miesza ci tylko w głowie. Nara.
- Charlie - powiedziałam łamiącym się głosem, dusząc się łzami, ale on już wyszedł z sali. Moje serce właśnie pękło. Ja go, do cholery kocham, a on udaje jakby między nami nic się nie wydarzyło. Miałam nadzieję, że uzyskam odpowiedzi na moje pytanie, a mam jeszcze więcej pytań.
____________________________
Tak się prezentuje jedyneczka! Jak Wam się podoba cały pomysł, jak i ten rozdział? Piszcie swoje opinie.
Do następnego,
Natalka <3
- Kim pani jest? - zapytałam słabym głosem, a kobieta pobladła.
- Jestem twoją mamą - szepnęła, głaszcząc mnie po głowie. - Nie pamiętasz? - pokręciłam głową, a po jej policzku spłynęła łza, którą szybko starła, uśmiechając się smutno.
- Co się stało? - obca kobieta, to znaczy mama, ścisnęła moją dłoń.
- Kochanie, chciałaś popełnić samobójstwo - odpowiedziała, a ja zamarłam. Jak to? Przecież my mieliśmy wypadek. Gdzie ja jestem?! Chwila. Co z Rose i chłopakami?
- Gdzie oni są? Wszystko z nimi w porządku? - kobieta spojrzała na mnie niezrozumiale. - Rose, chłopaki. Co z nimi? - zapytałam wstrzymując oddech, a ona zmarszczyła brwi. Czułam, że moje oczy zaczynają się szklić. Patrzyłam na nią zniecierpliwiona, a moje serce z każdą kolejną sekundą przyspieszało swój rytm.
- Kto? - odpowiedziała pytaniem. Wtedy drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Marta, dziewczyna, która pomagała odbić nam Rose od Emily i Jess. Kiedy spojrzała na mnie, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Obudziłaś się - ucieszyła się.
- Marta, gdzie jest Rose? - zapytałam szeptem, a moje łzy uwolniły się i zaczęły spływać po policzkach. Ta również zmarszczyła brwi.
- Kto? Sarah, o kim ty mówisz? - nic z tego nie rozumiem. Najpierw jakaś obca kobieta mówi mi, że jest moją mamą, teraz Marta udaje, że nie zna Rose. To jakiś żart? - Nie znam żadnej Rose - powiedziała i patrzyła prosto w moje oczy.
- Pójdę po lekarza - oznajmiła moja mama i wyszła z pomieszczenia.
- Gdzie jest Charlie? - dziewczyna spuściła wzrok i nabrała nerwowo powietrze.
- Charlie? - zmarszczyła brwi. - Że Lenehan? - zapłonęła we mnie iskierka nadziei, pokiwałam energicznie głową, po czym się skrzywiłam, bo trochę zabolało. - Co ty od niego chcesz, przecież wy...
- Powiesz mi gdzie jest mój chłopak?! - podniosłam głos.
- Jamie? Stoi na korytarzu, zawołać go? - zapytała, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Co? Nie. Gdzie jest Charlie? Charlie to mój chłopak! - zdenerwowałam się. Dlaczego oni wmawiają mi jakieś bujdy?
- Co?! - zaśmiała się głośno. - Przecież ty z Charliem się nienawidzicie. - Co tutaj się dzieje?!
- Mogłabyś po niego zadzwonić? - zmarszczyła brwi, ale wyciągnęła telefon z kieszeni i po chwili trzymała telefon przy uchu.
~*~
Leżałam z założonymi rękami na piersi i nie odzywałam się do nikogo. Oddychałam nerwowo, czekając na blondyna. Charlie mi wszystko wytłumaczy, wszystko będzie dobrze. Za chwilę się obudzę w moim łóżku w Yorku i wszystko będzie normalne. Na korytarzu słychać czyjeś kroki, a po chwili głośną wymianę zdań. Nagle drzwi od pomieszczenia się otwierają, a przez nie zostaje wepchnięty Charls. Jednak nie jest uśmiechnięty na mój widok, co mnie trochę zaniepokoiło. Posyłam mu niepewny uśmiech i skanuję jego ciało. Włosy ułożone trochę niechlujnie, lekko opadające na oczy, które wyrażają jedynie obojętność. Czarna koszulka lekko podkreśla jego mięśnie, a jego chude nogi opinają białe rurki z dziurami na kolanach. Na stopach ma zwykłe, białe, lekko przybrudzone vansy. Niepokoi mnie jedynie jego wyraz twarzy i postawa. Obojętność, znudzenie, lekkie zdenerwowanie i pogarda. Gdzie jest mój Charlie, wiecznie uśmiechnięty, wesoły Charlie? Co się z nim stało?
- Hej - szepnęłam.
- Po co mnie tu ściągnęłaś? - zapytał zirytowany i usiadł na krzesło obok mojego szpitalnego łóżka. - Chociaż mi to w sumie na rękę, nie muszę siedzieć na biologi.
- To źle, że chciałam cię zobaczyć? - na moje słowa zmarszczył brwi i prychnął pod nosem.
- Te tabletki serio ci nieźle w głowie namieszały - na jego twarzy zagościł chamski uśmieszek, posłałam mu niezrozumiałe spojrzenie. - Ehh... pół roku miałem spokój, a teraz znowu będę musiał się z tobą męczyć - westchnął.
- C-co? - jąkałam się.
- No pół roku byłaś nieprzytomna. Wszyscy byli tacy smutni, martwili się, tracili już nadzieję, tęsknili za tobą. Mi nawet nie było przykro, cieszyłem się, że będę miał chociaż trochę spokoju. - zrobił teatralną przerwę, a w moich oczach powoli zaczęły zbierać się łzy. - A tu nagle... Bach! Obudziłaś się i wszystkie moje plany legły w gruzach. - auć, usłyszeć coś takiego od osoby, którą się kocha, to boli, bardzo boli.
- Czyli co? To wszystko, co miedzy nami było, po prostu przekreślisz? Przekreślisz nas? - po moim policzku spłynęła łza, którą szybko starłam.
- Jakich nas? Między nami nic nie było i nie będzie! Nie wiem, co ty sobie ubzdurałaś, ale mnie w to nie mieszaj!
- Ale kochanie... - złapałam go za dłoń.
- Jakie "kochanie" - wyrwał dłoń z mojego uścisku i gwałtownie wstał. - Boże, dziewczynko, radzę zmienić dilera, bo to, co ci dał Rocky, miesza ci tylko w głowie. Nara.
- Charlie - powiedziałam łamiącym się głosem, dusząc się łzami, ale on już wyszedł z sali. Moje serce właśnie pękło. Ja go, do cholery kocham, a on udaje jakby między nami nic się nie wydarzyło. Miałam nadzieję, że uzyskam odpowiedzi na moje pytanie, a mam jeszcze więcej pytań.
____________________________
Tak się prezentuje jedyneczka! Jak Wam się podoba cały pomysł, jak i ten rozdział? Piszcie swoje opinie.
Do następnego,
Natalka <3
wtorek, 6 grudnia 2016
II Prolog: Who am I?
Masz wypadek.
Giną Twoi przyjaciele.
Ty nie czujesz nic.
Budzisz się i... jesteś w innym świecie.
Wszystko jest inaczej.
Nie wiesz kim jesteś.
Nie wiesz gdzie jesteś.
Nie wiesz co się stało.
Co zrobisz?
__________________
O mój Boże! Jeszcze niedawno pisałam, że druga część pojawi się 6 grudnia i nawet nie wiem kiedy to minęło. Na razie rozdziały będą pojawiały się co wtorek (nie zawsze) potem zmienię na niedzielę lub sobotę, zobaczymy ;)
Mam nadzieję, że ten jakże krótki prolog Wam się podoba i zaciekawił Was do dalszego czytania <3
Widzimy się za tydzień ;)
|Natalka|
niedziela, 16 października 2016
Epilog: Just a dream + podziękowania
~Sarah~
- Charlie! - krzyknęła Rose.
Spojrzałam na drogę. Prosto na nas jechał samochód, Charlie nie zdążył wykonać żadnego ruchu. Rozpędzone auto uderzyło w nas z ogromną siłą. Każdy z nas wyleciał w inną stronę. wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Ciała moich przyjaciół i siostry uderzyły o ziemię, patrzyłam na ich zakrwawione, nieruchome ciała. Upadłam, ale nic nie poczułam.Nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała.
Wszystko wokół mnie zaczęło się kręcić, nastawała na zmianę jasność i ciemność. Po chwili poczułam, że leżę na czymś miękkim, a ktoś trzyma moją dłoń. Powoli otworzyłam oczy. Byłam w szpitalu, obok mojego łóżka siedział... Jamie?
- Kochanie! Nareszcie się obudziłaś. - Gdzie ja jestem?!
____________________
- Charlie! - krzyknęła Rose.
Spojrzałam na drogę. Prosto na nas jechał samochód, Charlie nie zdążył wykonać żadnego ruchu. Rozpędzone auto uderzyło w nas z ogromną siłą. Każdy z nas wyleciał w inną stronę. wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Ciała moich przyjaciół i siostry uderzyły o ziemię, patrzyłam na ich zakrwawione, nieruchome ciała. Upadłam, ale nic nie poczułam.Nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała.
Wszystko wokół mnie zaczęło się kręcić, nastawała na zmianę jasność i ciemność. Po chwili poczułam, że leżę na czymś miękkim, a ktoś trzyma moją dłoń. Powoli otworzyłam oczy. Byłam w szpitalu, obok mojego łóżka siedział... Jamie?
- Kochanie! Nareszcie się obudziłaś. - Gdzie ja jestem?!
____________________
Db db wiem, że nikt nie lubi długich podziękowań, więc będę się streszczać xd
Więc tak:
Na dzień dzisiejszy (16 października 2016 r.) TMYDEA ma prawie 19k i 226 komentarzy.
Zaczęłam pisać: 4 stycznia 2016 r.
Skończyłam dziś.
Dziękuję wszystkim za komentarze i po prostu za czytanie. Mam nadzieję, że podobała Wam się ta historia. Mimo, że to NIE koniec! Druga część pojawi się... *werble* 6 grudnia!
Trochę sobie poczekacie, ale musicie zrozumieć, że chcę dobrze zaplanować tę część i napisać kilka rozdziałów na zapas.
Dobra teraz podziękowania:
Dziękuję Tobie za to, że dotrwałeś do końca tej książki. Za każdy komentarz. Mimo, że nie zawsze (lub wcale) komentowałeś, to dziękuję Ci za obecność.
Dziękuję mojej przyjaciółce za pomoc w wymyślaniu fabuły. Babcie "Barszcz end Mielony", pamiętasz? Hahaha
Dziękuję chłopcom, mimo, że na pewno tego nie zobaczą. Jak wiecie to jest moje pierwsze opowiadanie i gdyby nie oni, gdybym nie została Bambino, prawdopodobnie nigdy nie zaczęłabym pisać i teraz nie czytalibyście tej historii.
Dziękuję, po prostu.
Kocham Was bardzo :*
Do zobaczenia, w nowej części, z nową fabułą, na tym samym blogu.
Buziaki:*
Po raz ostatni tutaj,
Natalka
Nie wiem czy wiecie, ale możecie znaleźć mnie na Wattpad, gdzie są jeszcze inne moje historie. Serdecznie zapraszam :* Link macie w zakładce "Kontakt i Social Media"
Oczekuję długich komentarzy :D
Oczekuję długich komentarzy :D
#28 "- Tęskniłem..."
~dwa miesiące później~
~Rosalie~
- Rose, wstawaj. - ktoś potrząsnął moje ramię, jednak ja nie zamierzałam jeszcze się budzić, więc przekręciłam się a drugi bok. - Rosalie, słoneczko. - Słoneczko? Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że nade mną stoi we własnej osobie Leondre Devries.
- Leo?! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tu...? W Yorku? Jak? Ale... Co? Jejku jak się cieszę!
- Spokojnie - zaśmiał się. - Przyjechałam z Charlsem was odwiedzić i zabrać do nowego mieszkania Charliego.
- Na ile zostajesz? - to mnie w tej chwili najbardziej interesowało.
- Tydzień - uśmiechnął się. Z jednej strony to aż tydzień, a z drugiej to tylko tydzień. Ale lepiej tyle, niż nic. - Ubieraj się i wychodzimy.
~Sarah~
Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy otworzyłam drzwi, a za nimi stali chłopcy. Niespodzianka zdecydowanie im się udała. Leo poszedł na górę obudzić moją siostrę, a ja zostałam z blondynem. Niesamowicie się cieszę, że będzie mieszkał w moim mieście i będę mogła go widywać codziennie.
- Tęskniłem - wyznał, przytulając mnie.
- Na pewno nie bardziej niż ja - zaśmiałam się.
- Właśnie, że bardziej - droczył się ze mną.
- Nie.
- Tak.
- N... - nie pozwolił mi dokończyć, pocałował mnie.
- Tak - zaśmiał się i po raz kolejny mnie przytulił. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - usłyszeliśmy z góry pisk Rose, na co się zaśmialiśmy.
~*~
- Jedziemy? - zapytał mój chłopak. Wszyscy przytaknęliśmy, założyliśmy ubrania wierzchnie i buty. W samochodzie siedziałam z przodu obok Charliego, a nasze brunetki z tyłu. Podczas drogi chłopaki opowiadali nam jak było w trasie i po niej, gdy wrócili do Port Talbot. Emily i Jessica trafiły do więzienia i prędko z niego nie wyjdą. Chociaż tyle dobrego.
- Charlie! - krzyknęła Rose.
____________________
~Rosalie~
- Rose, wstawaj. - ktoś potrząsnął moje ramię, jednak ja nie zamierzałam jeszcze się budzić, więc przekręciłam się a drugi bok. - Rosalie, słoneczko. - Słoneczko? Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że nade mną stoi we własnej osobie Leondre Devries.
- Leo?! - krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję. - Co ty tu...? W Yorku? Jak? Ale... Co? Jejku jak się cieszę!
- Spokojnie - zaśmiał się. - Przyjechałam z Charlsem was odwiedzić i zabrać do nowego mieszkania Charliego.
- Na ile zostajesz? - to mnie w tej chwili najbardziej interesowało.
- Tydzień - uśmiechnął się. Z jednej strony to aż tydzień, a z drugiej to tylko tydzień. Ale lepiej tyle, niż nic. - Ubieraj się i wychodzimy.
~Sarah~
Wyobraźcie sobie moją minę, kiedy otworzyłam drzwi, a za nimi stali chłopcy. Niespodzianka zdecydowanie im się udała. Leo poszedł na górę obudzić moją siostrę, a ja zostałam z blondynem. Niesamowicie się cieszę, że będzie mieszkał w moim mieście i będę mogła go widywać codziennie.
- Tęskniłem - wyznał, przytulając mnie.
- Na pewno nie bardziej niż ja - zaśmiałam się.
- Właśnie, że bardziej - droczył się ze mną.
- Nie.
- Tak.
- N... - nie pozwolił mi dokończyć, pocałował mnie.
- Tak - zaśmiał się i po raz kolejny mnie przytulił. - Kocham cię.
- Ja ciebie też. - usłyszeliśmy z góry pisk Rose, na co się zaśmialiśmy.
~*~
- Jedziemy? - zapytał mój chłopak. Wszyscy przytaknęliśmy, założyliśmy ubrania wierzchnie i buty. W samochodzie siedziałam z przodu obok Charliego, a nasze brunetki z tyłu. Podczas drogi chłopaki opowiadali nam jak było w trasie i po niej, gdy wrócili do Port Talbot. Emily i Jessica trafiły do więzienia i prędko z niego nie wyjdą. Chociaż tyle dobrego.
- Charlie! - krzyknęła Rose.
____________________
Ahh... wiecie co? Wieczorem epilog! Jejku cieszę się jak głupia :P Db nie będę się długo rozpisywać. Chyba każdy wie co się teraz stanie...
Żegnaj Rose...
Żegnaj Sarah...
Żegnajcie Chłopcy...
Buziaki :*
~Natalia~
środa, 12 października 2016
#27 "Always and forever until death do us part"
~Rosalie~
Dziś dzień wyjazdu chłopaków. Wczoraj się ze mną pożegnali, gdyż dzisiaj nie zdążyliby. Bardzo za nimi tęsknię. Przeżyłam z nimi najlepsze chwile mojego życia. Leo, mój kochany, Leo. Zawdzięczam mu dużo, dzięki niemu na nowo zaufałam chłopakowi. Pokazał mi, że są chwile, dla których warto żyć i mimo to, że znaliśmy się bardzo krótko, zakochałam się w nim. Charlie, on jest zdecydowanie najlepszym przyjacielem na ziemi. Umie pocieszyć, rozśmieszyć, rozumie wszystko. Jest jak starszy brat. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy i nie zapomną o nas.
- Hej, siostrzyczko. - do pomieszczenia weszła Sarah, tryskająca energią.
- Hej - mruknęłam. - Co ty taka szczęśliwa?
- Wczoraj Charlie powiedział mi, że będzie studiował w Yorku, no i zostaliśmy parą! - pisnęła.
- Cieszę się - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. - Gratuluję.
- Nie martw się. - złapała moja dłoń. - Leo na pewno będzie nas odwiedzał, wasz związek przetrwa. - posłała mi pocieszające spojrzenie, a po moim policzku spłynęła łza. Jedna, a potem kolejna i kolejna. - Ej, misiek, co jest?
- Nic - mruknęłam, ocierając łzy.
- Płaczesz bez powodu, tak? Dobra, nie będę naciskać, nie chcesz to nie mów. - patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Ugh dobrze wie, że jak będzie się tak na mnie patrzeć to jej ulegnę.
- Zostaliśmy przyjaciółmi, okej? - blondynka się zdziwiła i przez kilka minut siedziałyśmy w ciszy.
- Pojechali już? - szepnęłam, przerywając ciszę.
- Tak. Teraz już wiem, dlaczego Leo był taki smutny. A zapomniałabym - powiedziała i wyjęła z torebki kopertę. Podała mi ją i wyszła. W środku był list.
Na zawsze pozostaniesz w moim sercu. Tę piosenkę napisałem dla ciebie za nim byliśmy razem. Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał.
I know this girl/Znam Tą dziewczynę
She's got a beautiful smile,/Ma piękny uśmiech
I think she already known/Myślę, że ona już wie
That I loved her for a while/że od jakiegoś czasu ją kocham
If only she knew how happy she made me/ Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo mnie uszczęśliwia
Into to unknown don't be afraid to be/w nieznanym nie bój się być
Who you are will you be my bae/Kim jesteś, będziesz moim kochaniem?
You are my number one flying high like a plane/Jesteś moim numerem jeden, lecisz wysoko jak samolot
Not a care in the world,/nic mnie na świecie nie obchodzi
Just me and my girl/tylko ja i moja dziewczyna
Only taking one step like me to break./robiąc tylko jeden krok to jak mnie złamać.
We are settling down/Osiedliśmy
Always on the move/zawsze w ruchu
And the best part is it's just me and you,/i najlepsza część to po prostu ja i ty
I don't care girl what we do/Nie dbam o to co robimy, dziewczyno
We can travel the wordl as long as I'm with you./możemy podróżować po świecie, tak długo, jak jestem z tobą
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
But anyway I could talk about you all day,/ale tak czy siak mógłbym mówić o tobie cały dzień
In your own light of the sun light fades,/w Twoim własnym zanika światło słoneczne
She got them eyes that cut me right through,/jej oczy tną mnie na wylot
Couldn't say whether they were brown or blue,/nie mogłem powiedzieć czy są brązowe czy niebieskie
And your hair was beautiful every way it fell/a twoje włosy były piękne w każdy sposób w jaki się układały
What colour it was too stunning to tell/jakiego kolory były, to były zbyt olśniewające, żeby powiedzieć
We walked all night and talked all day/spacerowaliśmy całą noc i rozmawialiśmy cały dzień
She wanna watch the stars then sleep right away/chciała oglądać gwiazdy, potem zasnęła od razu.
All night we laid there till the dawn/Całą noc leżeliśmy tam, aż do świtu
All night we talked till the early morn,/ całą noc rozmawialiśmy, aż do wczesnego ranka
I'd never let her go she would always have my heart/nigdy nie pozwoliłbym jej odejść, ona zawsze miałaby moje serce
Always and forever until death do us part/zawsze i na zawsze dopóki śmierć nas nie rozłączy
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
She's the one/Ona jest tą jedyną
I think about at night/myślę o tym w nocy
I don't know how/nie wiem jak
Made me see the light/sprawia, że widzę światło
What she doesn't realise/z czego ona nie zdaje sobie sprawy
If he only took the time/jeśli on tylko wziął czas
If I ever had the chance/jeśli kiedykolwiek miałbym szansę
That I would make her mine/to bym uczynił ją moją.
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
Wpatrywałam się w słowa piosenki cała zapłakana. On napisał piosenkę, dla mnie.
___________________________
Dziś dzień wyjazdu chłopaków. Wczoraj się ze mną pożegnali, gdyż dzisiaj nie zdążyliby. Bardzo za nimi tęsknię. Przeżyłam z nimi najlepsze chwile mojego życia. Leo, mój kochany, Leo. Zawdzięczam mu dużo, dzięki niemu na nowo zaufałam chłopakowi. Pokazał mi, że są chwile, dla których warto żyć i mimo to, że znaliśmy się bardzo krótko, zakochałam się w nim. Charlie, on jest zdecydowanie najlepszym przyjacielem na ziemi. Umie pocieszyć, rozśmieszyć, rozumie wszystko. Jest jak starszy brat. Mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy i nie zapomną o nas.
- Hej, siostrzyczko. - do pomieszczenia weszła Sarah, tryskająca energią.
- Hej - mruknęłam. - Co ty taka szczęśliwa?
- Wczoraj Charlie powiedział mi, że będzie studiował w Yorku, no i zostaliśmy parą! - pisnęła.
- Cieszę się - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem. - Gratuluję.
- Nie martw się. - złapała moja dłoń. - Leo na pewno będzie nas odwiedzał, wasz związek przetrwa. - posłała mi pocieszające spojrzenie, a po moim policzku spłynęła łza. Jedna, a potem kolejna i kolejna. - Ej, misiek, co jest?
- Nic - mruknęłam, ocierając łzy.
- Płaczesz bez powodu, tak? Dobra, nie będę naciskać, nie chcesz to nie mów. - patrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami. Ugh dobrze wie, że jak będzie się tak na mnie patrzeć to jej ulegnę.
- Zostaliśmy przyjaciółmi, okej? - blondynka się zdziwiła i przez kilka minut siedziałyśmy w ciszy.
- Pojechali już? - szepnęłam, przerywając ciszę.
- Tak. Teraz już wiem, dlaczego Leo był taki smutny. A zapomniałabym - powiedziała i wyjęła z torebki kopertę. Podała mi ją i wyszła. W środku był list.
Na zawsze pozostaniesz w moim sercu. Tę piosenkę napisałem dla ciebie za nim byliśmy razem. Pamiętaj, że zawsze będę cię kochał.
I know this girl/Znam Tą dziewczynę
She's got a beautiful smile,/Ma piękny uśmiech
I think she already known/Myślę, że ona już wie
That I loved her for a while/że od jakiegoś czasu ją kocham
If only she knew how happy she made me/ Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo mnie uszczęśliwia
Into to unknown don't be afraid to be/w nieznanym nie bój się być
Who you are will you be my bae/Kim jesteś, będziesz moim kochaniem?
You are my number one flying high like a plane/Jesteś moim numerem jeden, lecisz wysoko jak samolot
Not a care in the world,/nic mnie na świecie nie obchodzi
Just me and my girl/tylko ja i moja dziewczyna
Only taking one step like me to break./robiąc tylko jeden krok to jak mnie złamać.
We are settling down/Osiedliśmy
Always on the move/zawsze w ruchu
And the best part is it's just me and you,/i najlepsza część to po prostu ja i ty
I don't care girl what we do/Nie dbam o to co robimy, dziewczyno
We can travel the wordl as long as I'm with you./możemy podróżować po świecie, tak długo, jak jestem z tobą
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
But anyway I could talk about you all day,/ale tak czy siak mógłbym mówić o tobie cały dzień
In your own light of the sun light fades,/w Twoim własnym zanika światło słoneczne
She got them eyes that cut me right through,/jej oczy tną mnie na wylot
Couldn't say whether they were brown or blue,/nie mogłem powiedzieć czy są brązowe czy niebieskie
And your hair was beautiful every way it fell/a twoje włosy były piękne w każdy sposób w jaki się układały
What colour it was too stunning to tell/jakiego kolory były, to były zbyt olśniewające, żeby powiedzieć
We walked all night and talked all day/spacerowaliśmy całą noc i rozmawialiśmy cały dzień
She wanna watch the stars then sleep right away/chciała oglądać gwiazdy, potem zasnęła od razu.
All night we laid there till the dawn/Całą noc leżeliśmy tam, aż do świtu
All night we talked till the early morn,/ całą noc rozmawialiśmy, aż do wczesnego ranka
I'd never let her go she would always have my heart/nigdy nie pozwoliłbym jej odejść, ona zawsze miałaby moje serce
Always and forever until death do us part/zawsze i na zawsze dopóki śmierć nas nie rozłączy
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
She's the one/Ona jest tą jedyną
I think about at night/myślę o tym w nocy
I don't know how/nie wiem jak
Made me see the light/sprawia, że widzę światło
What she doesn't realise/z czego ona nie zdaje sobie sprawy
If he only took the time/jeśli on tylko wziął czas
If I ever had the chance/jeśli kiedykolwiek miałbym szansę
That I would make her mine/to bym uczynił ją moją.
That girl is running circles in my mind,/Ta dziewczyna ciągle chodzi mi po głowie
She's amazing/jest niesamowita
That girl I think about her all the time,/Ta dziewczyna, myślę o niej cały czas
But that don't phase me,/ale to nie wprowadza mnie w fazę
That girl makes me feel like she's the one,/ta dziewczyna sprawia, że czuję, że jest tą jedyną
But it's just startinh out,/ale to dopiero początek
That girl,
That girl
She drives me crazy/ona sprawia, że szaleję
Wpatrywałam się w słowa piosenki cała zapłakana. On napisał piosenkę, dla mnie.
___________________________
Ojej jak słodko... Leondre buziii xD Mam nadzieję, że Wam się podoba ;) Jeśli myśleliście, że zapomniałam, że on ją napisał i miał ją zaśpiewać, to się myliliście cnie xD Mam, nwm czy dobrą czy złą, wiadomość. Jeszcze... 1 rozdział i epilog! Jejku jak się cieszę, to sb nie wyobrażacie xDDDD Db zaczynam gadać bez sensu.
Buziaki :*
~Natalka~
niedziela, 9 października 2016
#26 "- Na pewno tego chcesz?"
~Sarah~
Rano obudziłam się ze złym humorem. Nadal nie wierzę, że Emily tak postąpiła w stosunku do mojej siostry i mnie. Jak mogła wpakować swoją siostrę do szpitala? Ona zdecydowanie potrzebuje lekarza i to dobrego. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to, że chłopacy już jutro wyjeżdżają w trasę. Nasza przygoda tak szybko się kończy, nie chcę tego. Najchętniej w ogóle nie wyjeżdżałabym z Port Talbot i zamieszkała z dziadkami, ale niestety nie mogę tak zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się z krzesła i podeszłam do drzwi, za którymi stał Charlie. Nareszcie nie muszę się martwić, że coś się stanie, jeżeli będę się z nim spotykać. Przywitałam się z nim buziakiem w policzek i wpuściłam go do środka.
- To co cię do mnie sprowadza? - zapytałam, prowadząc go do mojego pokoju na piętrze.
- Muszę z tobą porozmawiać - powiedział dość poważnie. - O nas.
- O nas? - przytaknął. - No to słucham. - usiadłam na łóżku, a blondyn obok.
- Jutro wyjeżdżamy w trasę, jak już wiesz. Wiesz też, że po wakacjach idę na studia, prawda? - przytaknęłam. - Miałem do wyboru dwie uczelnie, jedną w Port Talbot i drugą w Yorku i... - moje serce zabiło kilkakrotnie szybciej. - Wybrałem tą w Yorku. - zapiszczałam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak podniósł mnie i okręcił się kilka razy wokół własnej osi. - Cieszysz się?
- Jeszcze się pytasz? - zaśmiałam się. - Oczywiście, że tak. - spojrzałam w jego oczy i od razu w nich zatonęłam. Wpatrywaliśmy się w siebie nic nie mówiąc. Charlie zniżył się trochę i złączył nasze usta w pocałunku.
- Ja też cię kocham, Charlie - szepnęłam, kiedy się od siebie oderwaliśmy. Chłopak uśmiechnął się szeroko i znów mnie pocałował. Teraz jestem szczęśliwa.
- Zostaniesz moją księżniczką? - zapytał, na co pokiwałam głową z szerokim uśmiechem. Poprawka, teraz jestem szczęśliwa.
~Leondre~
-Hej, kochanie - przywitałem się, wchodząc do sali, w której znajdowała się moja księżniczka. - Czemu płaczesz?
- Wyjeżdżasz - wyjąkała, na co mocno ją przytuliłem. Trwaliśmy w mocnym uścisku w ciszy. - A to oznacza... - spojrzała na mnie zaszklonymi oczami. Doskonale wiedziałem co, to oznacza. Bałem się to powiedzieć, ona też.
- Czyli... - odchrząknąłem. - To koniec? - powiedziałem łamiącym się głosem.
- Na to wygląda. - przymknęła powieki, spod których wypłynęły pojedyncze łzy.
- Rosie, na pewno tego chcesz? - złapałem jej dłoń.
- Nie, ale... nie chcę związku na odległość, to nie przetrwa. Zostańmy przyjaciółmi. Tak będzie lepiej i dla mnie, i dla ciebie. - kiwnąłem głową, będąc lekko rozczarowany jej decyzją.
- Mogę coś zrobić ten ostatni raz? - bez zawahania się zgodziła. Nachyliłem się, wpijając się w jej wargi po raz ostatni. Pocałunek trwał dopóki nie zabrakło nam powietrza. Z niechęcią oderwałem się od niej i oparłem swoje czoło o jej.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Leondre.
________________________
Rano obudziłam się ze złym humorem. Nadal nie wierzę, że Emily tak postąpiła w stosunku do mojej siostry i mnie. Jak mogła wpakować swoją siostrę do szpitala? Ona zdecydowanie potrzebuje lekarza i to dobrego. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze to, że chłopacy już jutro wyjeżdżają w trasę. Nasza przygoda tak szybko się kończy, nie chcę tego. Najchętniej w ogóle nie wyjeżdżałabym z Port Talbot i zamieszkała z dziadkami, ale niestety nie mogę tak zrobić. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi. Niechętnie podniosłam się z krzesła i podeszłam do drzwi, za którymi stał Charlie. Nareszcie nie muszę się martwić, że coś się stanie, jeżeli będę się z nim spotykać. Przywitałam się z nim buziakiem w policzek i wpuściłam go do środka.
- To co cię do mnie sprowadza? - zapytałam, prowadząc go do mojego pokoju na piętrze.
- Muszę z tobą porozmawiać - powiedział dość poważnie. - O nas.
- O nas? - przytaknął. - No to słucham. - usiadłam na łóżku, a blondyn obok.
- Jutro wyjeżdżamy w trasę, jak już wiesz. Wiesz też, że po wakacjach idę na studia, prawda? - przytaknęłam. - Miałem do wyboru dwie uczelnie, jedną w Port Talbot i drugą w Yorku i... - moje serce zabiło kilkakrotnie szybciej. - Wybrałem tą w Yorku. - zapiszczałam i rzuciłam mu się na szyję. Chłopak podniósł mnie i okręcił się kilka razy wokół własnej osi. - Cieszysz się?
- Jeszcze się pytasz? - zaśmiałam się. - Oczywiście, że tak. - spojrzałam w jego oczy i od razu w nich zatonęłam. Wpatrywaliśmy się w siebie nic nie mówiąc. Charlie zniżył się trochę i złączył nasze usta w pocałunku.
- Ja też cię kocham, Charlie - szepnęłam, kiedy się od siebie oderwaliśmy. Chłopak uśmiechnął się szeroko i znów mnie pocałował. Teraz jestem szczęśliwa.
- Zostaniesz moją księżniczką? - zapytał, na co pokiwałam głową z szerokim uśmiechem. Poprawka, teraz jestem szczęśliwa.
~Leondre~
-Hej, kochanie - przywitałem się, wchodząc do sali, w której znajdowała się moja księżniczka. - Czemu płaczesz?
- Wyjeżdżasz - wyjąkała, na co mocno ją przytuliłem. Trwaliśmy w mocnym uścisku w ciszy. - A to oznacza... - spojrzała na mnie zaszklonymi oczami. Doskonale wiedziałem co, to oznacza. Bałem się to powiedzieć, ona też.
- Czyli... - odchrząknąłem. - To koniec? - powiedziałem łamiącym się głosem.
- Na to wygląda. - przymknęła powieki, spod których wypłynęły pojedyncze łzy.
- Rosie, na pewno tego chcesz? - złapałem jej dłoń.
- Nie, ale... nie chcę związku na odległość, to nie przetrwa. Zostańmy przyjaciółmi. Tak będzie lepiej i dla mnie, i dla ciebie. - kiwnąłem głową, będąc lekko rozczarowany jej decyzją.
- Mogę coś zrobić ten ostatni raz? - bez zawahania się zgodziła. Nachyliłem się, wpijając się w jej wargi po raz ostatni. Pocałunek trwał dopóki nie zabrakło nam powietrza. Z niechęcią oderwałem się od niej i oparłem swoje czoło o jej.
- Kocham cię.
- Ja ciebie też kocham, Leondre.
________________________
Wiem, wiem, krótki. Jeszcze jakieś 2 rozdziały tylko i nowa część? Cieszycie się? Ja bardzo xD Jak widzicie jedna para się w końcu zeszła, druga rozstała. No trudno.
Buziaki :*
~Natalka~
piątek, 7 października 2016
#25 "- Kocham cię..."
~Leondre~
- Rosalie! - krzyknąłem, gdy dziewczyna upadła na ziemię, a jej koszulka powoli zmieniała kolor na czerwony od krwi.
- Ani się waż do nie podchodzić, bo cię zabiję - syknęła Jess, kiedy chciałem wykonać ruch w stronę dziewczyny. - Jesteś taki głupi, przychodząc tu z jednym policjantem. Na prawdę, Leondre? Zero innego wsparcia?
- Nie wierzę, że to zrobiłaś - odezwał się Charlie, który teraz stał za brunetką.
- Charlie? Ja... ja ci wszystko wytłumaczę - powiedziała, odwracając się do mnie tyłem. I to był jej błąd. Szybko wyrwałem jej pistolet z dłoni, a Charlie w tym czasie złapał ją w tali, by nie mogła wykonać, żadnego ruchu przeciw nam. Greg, czyli policjant, zakuł Emily w kajdanki i zadzwonił po pogotowie i posiłki, po czym zajął się także brunetką. Podbiegła do nas Sarah, była cała roztrzęsiona, płakała i powtarzała, że to wszystko jej wina. Ukucnęła przy ciele swojej siostry i przytulała ją.
- Ona nie może umrzeć! - wykrzyknęła w niebo. - Boże, nie zabieraj mi siostry! - kiedy przyjechała karetka, odciągnęli blondynkę od Rose i natychmiast się nią zajęli. Nie mogłem na to patrzeć, na jej nie ruchome ciało, które powoli się wykrwawiało. Jednak najgorsze jest to, że nie mogłem nic zrobić. Ona mnie nienawidzi, mimo to poświęciła się dla mnie. Ten plan nie był dobrym pomysłem. Gdybym posłuchał Marty i nie wciągał w to policji, jej nic by się nie stało. To wszystko moja wina.
~Rosalie~ kilka godzin później
Z trudem otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą biały sufit. Gdzie ja jestem? Lekko uniosłam głowę, rozejrzałam się po pomieszczeniu i stwierdziłam, że jestem w szpitalu. Ugh, nienawidzę szpitali. Starałam się delikatnie podnieść, aby usiąść, jednak ból w okolicach brzucha uniemożliwił mi to i przypomniał o ostatnich wydarzeniach. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Widzę, że już się obudziłaś. To dobrze. - zapisał coś w swoich papierkach. - Zostaniesz tutaj tydzień...
- Ile?! - przerwałam mu. - Tydzień? - dodałam trochę ciszej.
- Tak, tydzień. Rana po kuli musi się zagoić, więc nie ma opcji, że wyjdzie pani stąd wcześniej. Zawołać kogoś? - zapytał.
- Proszę zawołać moją siostrę, tą blondynkę. - kiwnął głową i opuścił pomieszczenie. Do sali weszła Sarah. Tęskniłam za nią.
- Rose, słoneczko - wyszeptała, podchodząc do mnie. - Jak dobrze, że jesteś. Strasznie się o ciebie martwiłam. - przytuliła mnie, na co cicho syknęłam. - Przepraszam. - odsunęła się.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się słabo. - Co się stało po tym... no?
- Jeżeli chodzi ci o Emily i Jessicę, to są w areszcie i czekają na rozprawę sądową. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Emily to zrobiła. - złapała moją dłoń, kręcąc głową. - Leo się o ciebie bardzo martwił. To wszystko, co powiedział to był plan. On cię kocha. - uśmiechnęłam się lekko.
- Tęskniłam - wyszeptałam, nie hamując łez.
- Wszyscy tęskniliśmy. - posmutniała. - Chłopaki wyjeżdżają pojutrze.
- Żartujesz? - pokręciła głową. - Tak długo mnie nie było? Nie wierzę... Zawołasz go? - przytaknęła. Po chwili na jej miejsce przyszedł mój kochany chłopak.
- Rosalie, ja przepraszam. To wszystko moja wina, gdybym posłuchał Marty, ty byś teraz tutaj nie leżała. - po jego policzkach spływały łzy.
- Shh, kochanie. To nie twoja wina. - złapałam jego dłoń. Spojrzał na mnie tymi załzawionymi czekoladowymi oczami. Płaczący Devries to najgorszy widok na świecie. Potarłam dłonią jego policzek. - Kocham cię. - lekko się uśmiechnął i otarł łzy. Nachylił się i lekko musnął moje wargi, jakby bał się, że pod jego dotykiem się rozpadnę. Tęskniłam za tym, za całym nim. On jest moim narkotykiem. Nie chcę, żeby wyjeżdżał, ja nie chcę wyjeżdżać.
___________________
- Rosalie! - krzyknąłem, gdy dziewczyna upadła na ziemię, a jej koszulka powoli zmieniała kolor na czerwony od krwi.
- Ani się waż do nie podchodzić, bo cię zabiję - syknęła Jess, kiedy chciałem wykonać ruch w stronę dziewczyny. - Jesteś taki głupi, przychodząc tu z jednym policjantem. Na prawdę, Leondre? Zero innego wsparcia?
- Nie wierzę, że to zrobiłaś - odezwał się Charlie, który teraz stał za brunetką.
- Charlie? Ja... ja ci wszystko wytłumaczę - powiedziała, odwracając się do mnie tyłem. I to był jej błąd. Szybko wyrwałem jej pistolet z dłoni, a Charlie w tym czasie złapał ją w tali, by nie mogła wykonać, żadnego ruchu przeciw nam. Greg, czyli policjant, zakuł Emily w kajdanki i zadzwonił po pogotowie i posiłki, po czym zajął się także brunetką. Podbiegła do nas Sarah, była cała roztrzęsiona, płakała i powtarzała, że to wszystko jej wina. Ukucnęła przy ciele swojej siostry i przytulała ją.
- Ona nie może umrzeć! - wykrzyknęła w niebo. - Boże, nie zabieraj mi siostry! - kiedy przyjechała karetka, odciągnęli blondynkę od Rose i natychmiast się nią zajęli. Nie mogłem na to patrzeć, na jej nie ruchome ciało, które powoli się wykrwawiało. Jednak najgorsze jest to, że nie mogłem nic zrobić. Ona mnie nienawidzi, mimo to poświęciła się dla mnie. Ten plan nie był dobrym pomysłem. Gdybym posłuchał Marty i nie wciągał w to policji, jej nic by się nie stało. To wszystko moja wina.
~Rosalie~ kilka godzin później
Z trudem otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą biały sufit. Gdzie ja jestem? Lekko uniosłam głowę, rozejrzałam się po pomieszczeniu i stwierdziłam, że jestem w szpitalu. Ugh, nienawidzę szpitali. Starałam się delikatnie podnieść, aby usiąść, jednak ból w okolicach brzucha uniemożliwił mi to i przypomniał o ostatnich wydarzeniach. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Widzę, że już się obudziłaś. To dobrze. - zapisał coś w swoich papierkach. - Zostaniesz tutaj tydzień...
- Ile?! - przerwałam mu. - Tydzień? - dodałam trochę ciszej.
- Tak, tydzień. Rana po kuli musi się zagoić, więc nie ma opcji, że wyjdzie pani stąd wcześniej. Zawołać kogoś? - zapytał.
- Proszę zawołać moją siostrę, tą blondynkę. - kiwnął głową i opuścił pomieszczenie. Do sali weszła Sarah. Tęskniłam za nią.
- Rose, słoneczko - wyszeptała, podchodząc do mnie. - Jak dobrze, że jesteś. Strasznie się o ciebie martwiłam. - przytuliła mnie, na co cicho syknęłam. - Przepraszam. - odsunęła się.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się słabo. - Co się stało po tym... no?
- Jeżeli chodzi ci o Emily i Jessicę, to są w areszcie i czekają na rozprawę sądową. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Emily to zrobiła. - złapała moją dłoń, kręcąc głową. - Leo się o ciebie bardzo martwił. To wszystko, co powiedział to był plan. On cię kocha. - uśmiechnęłam się lekko.
- Tęskniłam - wyszeptałam, nie hamując łez.
- Wszyscy tęskniliśmy. - posmutniała. - Chłopaki wyjeżdżają pojutrze.
- Żartujesz? - pokręciła głową. - Tak długo mnie nie było? Nie wierzę... Zawołasz go? - przytaknęła. Po chwili na jej miejsce przyszedł mój kochany chłopak.
- Rosalie, ja przepraszam. To wszystko moja wina, gdybym posłuchał Marty, ty byś teraz tutaj nie leżała. - po jego policzkach spływały łzy.
- Shh, kochanie. To nie twoja wina. - złapałam jego dłoń. Spojrzał na mnie tymi załzawionymi czekoladowymi oczami. Płaczący Devries to najgorszy widok na świecie. Potarłam dłonią jego policzek. - Kocham cię. - lekko się uśmiechnął i otarł łzy. Nachylił się i lekko musnął moje wargi, jakby bał się, że pod jego dotykiem się rozpadnę. Tęskniłam za tym, za całym nim. On jest moim narkotykiem. Nie chcę, żeby wyjeżdżał, ja nie chcę wyjeżdżać.
Rose żyje! Nie mogłabym jej zabić, za bardzo się przywiązałam xD Przepraszam, że ten rozdział jest beznadziejny, nie umiałam opisać całego tego planu i wgl :/ Db nieważne.
Buziaki :*
~Natalka~
niedziela, 2 października 2016
#24 "-Leondre, to me, you don't exist anymore..."
~Leondre~
Dziś dzień, w którym odzyskam moją księżniczkę. Według planu miałem przyjechać sam do opuszczonego domu siedemdziesiąt kilometrów od Port Talbot. Miałem być sam, jednak bez wiedzy Marty zawiadomiłem policję, wtajemniczyłem ich w plan. Z policją przyjadą Charlie i Sarah, gdyż blondynka tak się uprała, że nie mogliśmy jej zatrzymać w domu. Radiowóz jest kilka metrów od umówionego miejsca. Przyszedłem na plac przed domem, wszędzie było pusto. Po chwili jednak usłyszałem szelest.
- No kogo my tu mamy... Leondre we własnej osobie - usłyszałem za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłem blondynkę, na którą wpadłem wczoraj, i Martę, trzymająca pistolet przy głowie Rosalie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, patrzyła na mnie z bólem w oczach. Wiedziałem jednak, że jeszcze większy ból sprawi jej to, co powiem potem.
~Rosalie~ godzinę wcześniej
Obudziły mnie głosy dobiegające zza drzwi. Po chwili do pomieszczenia weszła Marta.
- Słuchaj - szepnęła, zerkając w stronę drzwi czy aby na pewno nikt za nią nie przyszedł. - dzisiaj przyjdzie po ciebie Leondre. Pamiętaj, kiedy przyjdę po ciebie, musisz udawać, że się mnie boisz. Nie możesz pokazać, że mnie znasz i ci pomagam, jasne? Przepraszam za to, co teraz powiem. - odchrząknęła. - Słuchaj suko, nie interesuje mnie to, że jesteś głodna. I tak nikt cię nie potrzebuję, więc zamknij się wreszcie i przestań płakać! - krzyknęła, jednak w jej oczach widziałam, że nie chce tego robić.
- Oj, Marta. Nie umiesz grozić. - w drzwiach stanęła Emily, a za nią przyszła jeszcze jakaś brunetka, jak mniemam Jessica. Dziewczyny się zaśmiały i znów zostawiły mnie samą. Marta wychodząc ułożyła usta, mówić nieme "Przepraszam" po czym zamknęła drzwi.
~Sarah~
Z samochodu doskonale widzieliśmy, co dzieje się na placu. Leondre nie wtajemniczył nas w plan, więc bardzo się bałam. Żeby wszystko słyszeć postanowiliśmy bezszelestnie podejść trochę bliżej. Stojąc w krzakach i widzieliśmy, i słyszeliśmy wszystko.
- Emily - zaczął spokojnie Leo. - Po co to wszystko?
- Dla ciebie. W końcu będziemy mogli być razem. - odpowiedziała blondynka. Emily? Ona porwała moją siostrę? Jeżeli to ona, to i ona wpakowała Jeniffer do szpitala.
- Przecież mogliśmy być razem. Jesteś taką piękną, delikatną dziewczyną. Nie pasuje do ciebie broń.
- Nie gadaj głupot. Nigdy nie był byś ze mną. To wszystko jej wina. - blond sucz wskazała na moją siostrę.
- Spójrz, ona za niedługo wyjeżdża. Ona nic dla mnie nie znaczy. Możemy być razem. - zamurowało mnie.
- Co on pieprzy? - szepnęłam.
- To plan. - również szepnął Charlie. - To jest właśnie ten plan.
- Oczywiście, że tak. Tylko wypuść ją, nie będzie nam potrzebna - mówił do dziewczyny, powoli się do niej zbliżając. Emily kiwnęła głową do swojej towarzyszki, na co ta puściła Rose.
~Rosalie~
Kiedy Marta mnie puściła, byłam załamana. Nie mogłam uwierzyć, że on to powiedział. Nic dla niego nie znaczę. Zabolało? Jak cholera. Powoli do niego podeszłam i szepnęłam.
- Nienawidzę cię.
- Nie obchodzi mnie to - powiedział z niewzruszonym wyrazem twarzy, a moje serce z tymi czterema słowami pękło na milion kawałeczków.
Łzy popłynęły po moich policzkach, więc odbiegłam jak najdalej mogłam. Leondre, ty dla mnie już nie istniejesz...
- Oj Emily, jesteś taka głupia. - usłyszałam głoś Jessici, więc się zatrzymałam, żeby zobaczyć, co wydarzy się dalej. - Mają plan. On nie będzie z tobą nigdy. Za tobą stoi policjant, idiotko - powiedziała, wyjmując broń. Wszystko działo się bardzo szybko. Marta, gdy tylko usłyszała o policji gdzieś zniknęła. Policjant stojący za Emily, celował w nią, natomiast Jessica celowała swoją w Leo. Jeżeli policjant odda strzał, ona zabije Leo. Podbiegłam do niej, gdy już prawie naciskała spust. Stanęłam przed nią, łapiąc jej rękę, przez co strzeliła prosto w mój brzuch. Jedyne, co dalej pamiętam, to ciemność.
_______________________
Nie wiem jak mam skomentować ten rozdział. Powiem tylko, że to jeszcze nie jest ostatni rozdział. Pojawią się jeszcze dwa może trzy, nie jestem pewna, i epilog, a potem lecimy z drugą częścią! Juhu!
Buziaki :*
~Natalka~
Dziś dzień, w którym odzyskam moją księżniczkę. Według planu miałem przyjechać sam do opuszczonego domu siedemdziesiąt kilometrów od Port Talbot. Miałem być sam, jednak bez wiedzy Marty zawiadomiłem policję, wtajemniczyłem ich w plan. Z policją przyjadą Charlie i Sarah, gdyż blondynka tak się uprała, że nie mogliśmy jej zatrzymać w domu. Radiowóz jest kilka metrów od umówionego miejsca. Przyszedłem na plac przed domem, wszędzie było pusto. Po chwili jednak usłyszałem szelest.
- No kogo my tu mamy... Leondre we własnej osobie - usłyszałem za sobą. Odwróciłam się i zobaczyłem blondynkę, na którą wpadłem wczoraj, i Martę, trzymająca pistolet przy głowie Rosalie. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, patrzyła na mnie z bólem w oczach. Wiedziałem jednak, że jeszcze większy ból sprawi jej to, co powiem potem.
~Rosalie~ godzinę wcześniej
Obudziły mnie głosy dobiegające zza drzwi. Po chwili do pomieszczenia weszła Marta.
- Słuchaj - szepnęła, zerkając w stronę drzwi czy aby na pewno nikt za nią nie przyszedł. - dzisiaj przyjdzie po ciebie Leondre. Pamiętaj, kiedy przyjdę po ciebie, musisz udawać, że się mnie boisz. Nie możesz pokazać, że mnie znasz i ci pomagam, jasne? Przepraszam za to, co teraz powiem. - odchrząknęła. - Słuchaj suko, nie interesuje mnie to, że jesteś głodna. I tak nikt cię nie potrzebuję, więc zamknij się wreszcie i przestań płakać! - krzyknęła, jednak w jej oczach widziałam, że nie chce tego robić.
- Oj, Marta. Nie umiesz grozić. - w drzwiach stanęła Emily, a za nią przyszła jeszcze jakaś brunetka, jak mniemam Jessica. Dziewczyny się zaśmiały i znów zostawiły mnie samą. Marta wychodząc ułożyła usta, mówić nieme "Przepraszam" po czym zamknęła drzwi.
~Sarah~
Z samochodu doskonale widzieliśmy, co dzieje się na placu. Leondre nie wtajemniczył nas w plan, więc bardzo się bałam. Żeby wszystko słyszeć postanowiliśmy bezszelestnie podejść trochę bliżej. Stojąc w krzakach i widzieliśmy, i słyszeliśmy wszystko.
- Emily - zaczął spokojnie Leo. - Po co to wszystko?
- Dla ciebie. W końcu będziemy mogli być razem. - odpowiedziała blondynka. Emily? Ona porwała moją siostrę? Jeżeli to ona, to i ona wpakowała Jeniffer do szpitala.
- Przecież mogliśmy być razem. Jesteś taką piękną, delikatną dziewczyną. Nie pasuje do ciebie broń.
- Nie gadaj głupot. Nigdy nie był byś ze mną. To wszystko jej wina. - blond sucz wskazała na moją siostrę.
- Spójrz, ona za niedługo wyjeżdża. Ona nic dla mnie nie znaczy. Możemy być razem. - zamurowało mnie.
- Co on pieprzy? - szepnęłam.
- To plan. - również szepnął Charlie. - To jest właśnie ten plan.
- Oczywiście, że tak. Tylko wypuść ją, nie będzie nam potrzebna - mówił do dziewczyny, powoli się do niej zbliżając. Emily kiwnęła głową do swojej towarzyszki, na co ta puściła Rose.
~Rosalie~
Kiedy Marta mnie puściła, byłam załamana. Nie mogłam uwierzyć, że on to powiedział. Nic dla niego nie znaczę. Zabolało? Jak cholera. Powoli do niego podeszłam i szepnęłam.
- Nienawidzę cię.
- Nie obchodzi mnie to - powiedział z niewzruszonym wyrazem twarzy, a moje serce z tymi czterema słowami pękło na milion kawałeczków.
Łzy popłynęły po moich policzkach, więc odbiegłam jak najdalej mogłam. Leondre, ty dla mnie już nie istniejesz...
- Oj Emily, jesteś taka głupia. - usłyszałam głoś Jessici, więc się zatrzymałam, żeby zobaczyć, co wydarzy się dalej. - Mają plan. On nie będzie z tobą nigdy. Za tobą stoi policjant, idiotko - powiedziała, wyjmując broń. Wszystko działo się bardzo szybko. Marta, gdy tylko usłyszała o policji gdzieś zniknęła. Policjant stojący za Emily, celował w nią, natomiast Jessica celowała swoją w Leo. Jeżeli policjant odda strzał, ona zabije Leo. Podbiegłam do niej, gdy już prawie naciskała spust. Stanęłam przed nią, łapiąc jej rękę, przez co strzeliła prosto w mój brzuch. Jedyne, co dalej pamiętam, to ciemność.
_______________________
Nie wiem jak mam skomentować ten rozdział. Powiem tylko, że to jeszcze nie jest ostatni rozdział. Pojawią się jeszcze dwa może trzy, nie jestem pewna, i epilog, a potem lecimy z drugą częścią! Juhu!
Buziaki :*
~Natalka~
środa, 28 września 2016
#23 "- Emily?!"
~Leondre~
Kiedy już prawie udało mi się zasnąć, zadzwonił mój telefon. Przekląłem w myślach. Kto normalny dzwoni do ludzi o 4 nad ranem? Gdy uświadomiłem sobie, że to może być ktoś z policji, zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do biurka, na którym leżał dzwoniący przedmiot. Rozczarowałem się, widząc na ekranie nieznany numer. Jednak odebrałem.
- Halo?
- Leondre? Słuchaj, musimy się spotkać. Chodzi o Rose. - słysząc imię brunetki, natychmiast się ożywiłem.
- Co z nią? Kim jesteś?
- Dowiesz się za chwilę. Ubieraj tą koszulkę i złaź na dół.
- Skąd ty to...
- Widzę cię, Devries. Czekam pod drzewem, ruchy. - dziewczyna rozłączyła się. To było co najmniej dziwne. Ubrałem na siebie koszulkę i po cichu wyszedłem przez okno. Rzeczywiście pod drzewem stała jakaś dziewczyna. Podszedłem bliżej. Dziewczyna była niską brunetką w okularach.
- Jestem Marta - przedstawiła się. - Słuchaj, wiem gdzie jest Rosalie i mam plan, jak ja stamtąd wydostać. Nie ukrywam, że pomagałam przy jej porwaniu. Obserwowałam ją, ciebie, wasze rodziny. Wszystkich. Wiem dokładnie, co robicie o różnych porach dnia. Ale w tym momencie to nieważne. Zdecydowałam się pomóc tobie, bo po porwaniu wciąż was obserwowałam i nie mogłam patrzeć, na to jak cierpicie.
- Dlaczego w ogóle pomagałaś w tym? - przerwałem jej.
- Pieniądze. Potrzebowałam pieniędzy, a JR ma ich pod dostatkiem, więc cały plan był z korzyścią dla obu stron. Jednak nie jestem osobą uodpornioną na cierpienie innych. Nie chcę zgłaszać tego bezpośrednio na policję, tylko tak, żebym miała jak najmniej problemów. Wiem, że nie ominie mnie kara.
- Skąd mam mieć pewność, że to nie jest pułapka?
- Myślisz, że przyszłabym tu w nocy, by mówić ci, że mam plan, gdyby to była pułapka? - uniosłem jedną brew. - Dobra, to nie był dobry przykład. Po prostu musisz mi uwierzyć na słowo. Mam plan, w którym musisz mi pomóc i wtedy zobaczysz swoją dziewczynę przed trasą. Ostrzegam, że...
- Zgadzam się. Co mam zrobić?
~*~
Plan Marty jest bardzo dobry, ale zmienię odrobinę niektóre punkty. Dziewczyna nie chciała angażować w to policji, ale moim zdaniem jest to zbyt poważna sprawa i nawet ona musi ponieść konsekwencje. Jutro rozpoczniemy akcję. Jutro zobaczę moją gwiazdkę.
~Rosalie~
Od przyjścia Marty nikt mnie, można powiedzieć, nie odwiedzał. Ja nie wiem, ci porywacze o mnie zapomnieli czy jak? Nie to, żeby mi to jakoś przeszkadzało. Lepiej siedzieć samej niż z jakimś obleśnym typem. Po raz kolejny dzisiejszego dnia, to znaczy chyba, bo nadal nie wiem, która godzina, usłyszałam kroki za drzwiami. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stała... Emily?! Znaleźli mnie!
- Emily! Jak dobrze, że tu jesteś! Zabierz mnie...
- Zamknij się, suko. Nie przyszłam cię ratować. Ja cię porwałam, debilko. - patrzyłam na nią zdezorientowana. Nie mogę w to uwierzyć...
- Dlaczego? - wyszeptałam.
- Dlaczego, dlaczego, dlaczego. - zaśmiała się. - Mieszkam tutaj od zawsze i wiesz co? Jeszcze nigdy nie spotkałam Charliego i Leondre. Nigdy. A ty nagle przyjeżdżasz tutaj i od razu jesteś dziewczyną jednego z nich. Powiedz, gdzie tu jest sprawiedliwość? Spójrz, Charlie ma dziewczynę, ale wcale jej nie kocha. Natomiast zakochuje się w twojej siostrze. Jak myślisz, jak się czuje Jessica kiedy się o tym dowiaduje? Zawala jej się świat. Postanawia zrobić wszystko, by twoja siostra oddaliła się od Charliego. Prawie jej się to udaje.
- A gdzie w tym wszystkim jestem ja?
- Ty. No właśnie. Ty jesteś osobą, na której Sarze najbardziej zależy. Jeżeli ty znikniesz, ona zacznie się bać i w końcu zostawi Charliego w spokoju. Proste i logiczne. A wiesz jaką ja mam w tym korzyść? Nie ma ciebie, Leondre jest smutny. A kto może pocieszyć? Jak widać szybko o tobie zapomniał. - uśmiechnęła się szyderczo, pokazując mi zdjęcie, na którym przytula się z Leondre. Momentalnie zaszkliły mi się oczy. - Widzisz? Nie jesteś już mu potrzebna. - zaśmiała się i wyszła, zostawiając mnie zalewającą się łzami.
_______________________________
Uhuhuhu co tu się porobiło? Emily? Kto by pomyślał? Mam nadzieję, że się podoba. Coraz bliżej końca :) Na prawdę nie mogę się już doczekać, kiedy skończę to opowiadanie. Nie mam weny na notkę, więc nie będę gadać bez sensu.
Buziaki :*
~Natalka~
Kiedy już prawie udało mi się zasnąć, zadzwonił mój telefon. Przekląłem w myślach. Kto normalny dzwoni do ludzi o 4 nad ranem? Gdy uświadomiłem sobie, że to może być ktoś z policji, zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do biurka, na którym leżał dzwoniący przedmiot. Rozczarowałem się, widząc na ekranie nieznany numer. Jednak odebrałem.
- Halo?
- Leondre? Słuchaj, musimy się spotkać. Chodzi o Rose. - słysząc imię brunetki, natychmiast się ożywiłem.
- Co z nią? Kim jesteś?
- Dowiesz się za chwilę. Ubieraj tą koszulkę i złaź na dół.
- Skąd ty to...
- Widzę cię, Devries. Czekam pod drzewem, ruchy. - dziewczyna rozłączyła się. To było co najmniej dziwne. Ubrałem na siebie koszulkę i po cichu wyszedłem przez okno. Rzeczywiście pod drzewem stała jakaś dziewczyna. Podszedłem bliżej. Dziewczyna była niską brunetką w okularach.
- Jestem Marta - przedstawiła się. - Słuchaj, wiem gdzie jest Rosalie i mam plan, jak ja stamtąd wydostać. Nie ukrywam, że pomagałam przy jej porwaniu. Obserwowałam ją, ciebie, wasze rodziny. Wszystkich. Wiem dokładnie, co robicie o różnych porach dnia. Ale w tym momencie to nieważne. Zdecydowałam się pomóc tobie, bo po porwaniu wciąż was obserwowałam i nie mogłam patrzeć, na to jak cierpicie.
- Dlaczego w ogóle pomagałaś w tym? - przerwałem jej.
- Pieniądze. Potrzebowałam pieniędzy, a JR ma ich pod dostatkiem, więc cały plan był z korzyścią dla obu stron. Jednak nie jestem osobą uodpornioną na cierpienie innych. Nie chcę zgłaszać tego bezpośrednio na policję, tylko tak, żebym miała jak najmniej problemów. Wiem, że nie ominie mnie kara.
- Skąd mam mieć pewność, że to nie jest pułapka?
- Myślisz, że przyszłabym tu w nocy, by mówić ci, że mam plan, gdyby to była pułapka? - uniosłem jedną brew. - Dobra, to nie był dobry przykład. Po prostu musisz mi uwierzyć na słowo. Mam plan, w którym musisz mi pomóc i wtedy zobaczysz swoją dziewczynę przed trasą. Ostrzegam, że...
- Zgadzam się. Co mam zrobić?
~*~
Plan Marty jest bardzo dobry, ale zmienię odrobinę niektóre punkty. Dziewczyna nie chciała angażować w to policji, ale moim zdaniem jest to zbyt poważna sprawa i nawet ona musi ponieść konsekwencje. Jutro rozpoczniemy akcję. Jutro zobaczę moją gwiazdkę.
~Rosalie~
Od przyjścia Marty nikt mnie, można powiedzieć, nie odwiedzał. Ja nie wiem, ci porywacze o mnie zapomnieli czy jak? Nie to, żeby mi to jakoś przeszkadzało. Lepiej siedzieć samej niż z jakimś obleśnym typem. Po raz kolejny dzisiejszego dnia, to znaczy chyba, bo nadal nie wiem, która godzina, usłyszałam kroki za drzwiami. Po chwili drzwi się otworzyły, a w nich stała... Emily?! Znaleźli mnie!
- Emily! Jak dobrze, że tu jesteś! Zabierz mnie...
- Zamknij się, suko. Nie przyszłam cię ratować. Ja cię porwałam, debilko. - patrzyłam na nią zdezorientowana. Nie mogę w to uwierzyć...
- Dlaczego? - wyszeptałam.
- Dlaczego, dlaczego, dlaczego. - zaśmiała się. - Mieszkam tutaj od zawsze i wiesz co? Jeszcze nigdy nie spotkałam Charliego i Leondre. Nigdy. A ty nagle przyjeżdżasz tutaj i od razu jesteś dziewczyną jednego z nich. Powiedz, gdzie tu jest sprawiedliwość? Spójrz, Charlie ma dziewczynę, ale wcale jej nie kocha. Natomiast zakochuje się w twojej siostrze. Jak myślisz, jak się czuje Jessica kiedy się o tym dowiaduje? Zawala jej się świat. Postanawia zrobić wszystko, by twoja siostra oddaliła się od Charliego. Prawie jej się to udaje.
- A gdzie w tym wszystkim jestem ja?
- Ty. No właśnie. Ty jesteś osobą, na której Sarze najbardziej zależy. Jeżeli ty znikniesz, ona zacznie się bać i w końcu zostawi Charliego w spokoju. Proste i logiczne. A wiesz jaką ja mam w tym korzyść? Nie ma ciebie, Leondre jest smutny. A kto może pocieszyć? Jak widać szybko o tobie zapomniał. - uśmiechnęła się szyderczo, pokazując mi zdjęcie, na którym przytula się z Leondre. Momentalnie zaszkliły mi się oczy. - Widzisz? Nie jesteś już mu potrzebna. - zaśmiała się i wyszła, zostawiając mnie zalewającą się łzami.
_______________________________
Uhuhuhu co tu się porobiło? Emily? Kto by pomyślał? Mam nadzieję, że się podoba. Coraz bliżej końca :) Na prawdę nie mogę się już doczekać, kiedy skończę to opowiadanie. Nie mam weny na notkę, więc nie będę gadać bez sensu.
Buziaki :*
~Natalka~
niedziela, 25 września 2016
#22 "- Gdzie ja jestem?"
~trzy dni później~
~Leondre~
Do trasy zostało kilka dni. Tylko kilka cholernych dni, a policja nadal nic nie wie. Nie chcę jechać dopóki nie znajdziemy mojej księżniczki. Cały czas jestem kłębkiem nerwów. Charlie i Sarah postanowili się nie widywać, żeby sytuacja jeszcze bardziej się nie pogorszyła. Bez przerwy czekam na telefon z policji z informacją, że ją znaleźli. Niestety za każdym razem, gdy dzwonią, mówią, że nadal nic nie wiadomo. Mam tego dość. Zszedłem do kuchni, gdzie znajdowała się moja mama i siostra.
- Synku, znajdą ją - szepnęła kobieta, przytulając mnie. Byłem w strasznym stanie, podkrążone oczy, rozczochrane włosy, nie mówiąc już o stanie psychicznym. Kiedy jej nie ma, czuję jakby nie było części mnie. Mimo, że jestem jeszcze dzieckiem, czuję, że to co czuję do tej małej brunetki jest prawdziwe. Cholernie za nią tęsknię.
- Idę do Charliego - oznajmiłem cicho i wyszedłem z domu. Przeszedłem kawałek i na kogoś wpadłem. - Przepraszam - mruknąłem cicho i odszedłem kawałek.
- Leondre Devries?! - usłyszałem za sobą piskliwy głosik. Odwróciłem się w stronę niskiej blondynki. - Hej, jestem Emily.
- Cześć. - uśmiechnąłem się lekko. - Bambino? - dziewczyna przytaknęła, a ja delikatnie ją przytuliłem.
- Masz może ochotę na kawę? - zapytała, patrząc na mnie swoimi wielkimi zielonymi oczami.
- Przykro mi, ale się spieszę. - blondynka przytaknęła. Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę.
~Rosalie~
Siedzę na jakimś kocu w pomieszczeniu bez okien. Nie dostaję jedzenia, nic. Nawet nie wiem skąd się tu wzięłam i kto mnie tu przywlókł. Nikt tu do mnie nie przychodzi. To nawet lepiej niż miałby przyjść tu jakiś typ i mnie bić czy zgwałcić. Tęsknię za rodzicami, Sarą, babcią i Leo. Chcę, żeby teraz tu był, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Nie wiem, ile tu jestem, ale boję się, że nawet jeżeli kiedykolwiek stąd wyjdę, to on już będzie w trasie i się nie zobaczymy. Dlaczego akurat ja? Co ja zrobiłam?
Usłyszałam czyjeś kroki po drugiej stronie drzwi. Czy to ten moment w którym mnie zabiją? Po chwili drzwi się delikatnie otworzyły, a do pomieszczenia weszła niska brunetka w okularach. Spojrzała się na mnie i lekko uśmiechnęła,
- Żyjesz, to dobrze. Jestem Marta - podała mi bułkę, którą przyjęłam i od razu zaczęłam jeść. - Przepraszam, ale nie mam tu nic innego. Pamiętaj tylko, że jeżeli ktoś tu przyjdzie nie możesz mówić, że tu byłam albo dałam jedzenie. - przytaknęłam.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam, gryząc bułkę.
- Kilkadziesiąt kilometrów za Port Talbot. - usiadła obok mnie, na co delikatnie się odsunęłam. - Boisz się mnie. Spokojnie, jestem tu by ci pomóc. Mam twój telefon, ale nie mogę go włączyć, bo inaczej namierzy nas policja. Chcę załatwić to tak, żebym najmniej na tym ucierpiała, więc mam plan. Pamiętasz numer do swojego chłopaka? - spojrzałam na nią zdezorientowana. - Wiem o tobie więcej niż myślisz. Ktoś cię musiał obserwować. To jak z tym numerem? - przełknęłam głośno ślinę.
- Po co ci numer do Leo?
- Ktoś musi po ciebie przyjechać, prawda? Ja cie nie odwiozę, bo JR mnie udusi. - nieufnie podałam jej numer telefonu bruneta. - Super, za niedługo będzie wolna, maleńka. - nie zdążyłam jej wypytać o resztę rzeczy, gdyż dziewczyna zniknęła za drzwiami, zostawiając mnie samą. Teraz pytanie... kto to do jasnej cholery jest JR? [czyt. dżej er (nie jot er xD)].
______________________
Hej, hej, hej.
Postanowiłam, że rozdziały będą mniej więcej takiej długości. Spokojnie, jeżeli będzie wena i czas, no i poprawi się aktywność, rozdziały będą pojawiały się też częściej. Dlaczego taka decyzja? Chcę szybko rozkręcić akcję i zakończyć tą część. Tak, tak dobrze czytacie. TĄ CZĘŚĆ. Otóż planuję drugą część tego opowiadania. Wydaje mi się, że będzie dużo ciekawsza niż ta i chyba takiego czegoś jeszcze nie było. Nic nie zdradzam. Na razie mam tylko zarys, nie mam jeszcze konkretnej fabuły, ale myślę, że będzie całkiem fajnie. Db ja już nie przedłużam.
Buziaki :*
~Natalka~
~Leondre~
Do trasy zostało kilka dni. Tylko kilka cholernych dni, a policja nadal nic nie wie. Nie chcę jechać dopóki nie znajdziemy mojej księżniczki. Cały czas jestem kłębkiem nerwów. Charlie i Sarah postanowili się nie widywać, żeby sytuacja jeszcze bardziej się nie pogorszyła. Bez przerwy czekam na telefon z policji z informacją, że ją znaleźli. Niestety za każdym razem, gdy dzwonią, mówią, że nadal nic nie wiadomo. Mam tego dość. Zszedłem do kuchni, gdzie znajdowała się moja mama i siostra.
- Synku, znajdą ją - szepnęła kobieta, przytulając mnie. Byłem w strasznym stanie, podkrążone oczy, rozczochrane włosy, nie mówiąc już o stanie psychicznym. Kiedy jej nie ma, czuję jakby nie było części mnie. Mimo, że jestem jeszcze dzieckiem, czuję, że to co czuję do tej małej brunetki jest prawdziwe. Cholernie za nią tęsknię.
- Idę do Charliego - oznajmiłem cicho i wyszedłem z domu. Przeszedłem kawałek i na kogoś wpadłem. - Przepraszam - mruknąłem cicho i odszedłem kawałek.
- Leondre Devries?! - usłyszałem za sobą piskliwy głosik. Odwróciłem się w stronę niskiej blondynki. - Hej, jestem Emily.
- Cześć. - uśmiechnąłem się lekko. - Bambino? - dziewczyna przytaknęła, a ja delikatnie ją przytuliłem.
- Masz może ochotę na kawę? - zapytała, patrząc na mnie swoimi wielkimi zielonymi oczami.
- Przykro mi, ale się spieszę. - blondynka przytaknęła. Pożegnaliśmy się i każdy ruszył w swoją stronę.
~Rosalie~
Siedzę na jakimś kocu w pomieszczeniu bez okien. Nie dostaję jedzenia, nic. Nawet nie wiem skąd się tu wzięłam i kto mnie tu przywlókł. Nikt tu do mnie nie przychodzi. To nawet lepiej niż miałby przyjść tu jakiś typ i mnie bić czy zgwałcić. Tęsknię za rodzicami, Sarą, babcią i Leo. Chcę, żeby teraz tu był, przytulił mnie i powiedział, że wszystko będzie dobrze. Nie wiem, ile tu jestem, ale boję się, że nawet jeżeli kiedykolwiek stąd wyjdę, to on już będzie w trasie i się nie zobaczymy. Dlaczego akurat ja? Co ja zrobiłam?
Usłyszałam czyjeś kroki po drugiej stronie drzwi. Czy to ten moment w którym mnie zabiją? Po chwili drzwi się delikatnie otworzyły, a do pomieszczenia weszła niska brunetka w okularach. Spojrzała się na mnie i lekko uśmiechnęła,
- Żyjesz, to dobrze. Jestem Marta - podała mi bułkę, którą przyjęłam i od razu zaczęłam jeść. - Przepraszam, ale nie mam tu nic innego. Pamiętaj tylko, że jeżeli ktoś tu przyjdzie nie możesz mówić, że tu byłam albo dałam jedzenie. - przytaknęłam.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam, gryząc bułkę.
- Kilkadziesiąt kilometrów za Port Talbot. - usiadła obok mnie, na co delikatnie się odsunęłam. - Boisz się mnie. Spokojnie, jestem tu by ci pomóc. Mam twój telefon, ale nie mogę go włączyć, bo inaczej namierzy nas policja. Chcę załatwić to tak, żebym najmniej na tym ucierpiała, więc mam plan. Pamiętasz numer do swojego chłopaka? - spojrzałam na nią zdezorientowana. - Wiem o tobie więcej niż myślisz. Ktoś cię musiał obserwować. To jak z tym numerem? - przełknęłam głośno ślinę.
- Po co ci numer do Leo?
- Ktoś musi po ciebie przyjechać, prawda? Ja cie nie odwiozę, bo JR mnie udusi. - nieufnie podałam jej numer telefonu bruneta. - Super, za niedługo będzie wolna, maleńka. - nie zdążyłam jej wypytać o resztę rzeczy, gdyż dziewczyna zniknęła za drzwiami, zostawiając mnie samą. Teraz pytanie... kto to do jasnej cholery jest JR? [czyt. dżej er (nie jot er xD)].
______________________
Hej, hej, hej.
Postanowiłam, że rozdziały będą mniej więcej takiej długości. Spokojnie, jeżeli będzie wena i czas, no i poprawi się aktywność, rozdziały będą pojawiały się też częściej. Dlaczego taka decyzja? Chcę szybko rozkręcić akcję i zakończyć tą część. Tak, tak dobrze czytacie. TĄ CZĘŚĆ. Otóż planuję drugą część tego opowiadania. Wydaje mi się, że będzie dużo ciekawsza niż ta i chyba takiego czegoś jeszcze nie było. Nic nie zdradzam. Na razie mam tylko zarys, nie mam jeszcze konkretnej fabuły, ale myślę, że będzie całkiem fajnie. Db ja już nie przedłużam.
Buziaki :*
~Natalka~
czwartek, 22 września 2016
#21 "Znajdziemy ją..."
~Leondre~
Siedziałem na kanapie w salonie i z uwagą wysłuchiwałem opowieści blondynki.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? - zapytałem w końcu.
- Doszłam do w wniosku, że to mój problem i sama muszę sobie z nim poradzić. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Charlie...
- Gdyby Charlie co? Czy ty siebie słyszysz? - wybuchnąłem. - W tej chwili idziemy na policję, to już nie są żarty.
Blondynka nic nie mówiąc, wstała i poszła do korytarza założyć buty. Poszedłem za nią, dzwoniąc do mamy, żeby po nas przyjechała.
****
- A teraz ostatnie pytanie. Czy podejrzewacie kogoś, kto mógł porwać dziewczynę? - zapytał policjant. Sarah pokręciła głową na "nie".
- Tak - powiedziałem. - Maya Libster.
~Sarah~
- A teraz idziemy do Charliego - powiedział brunet, gdy wyszliśmy z komisariatu. - Musisz mu to wszystko wytłumaczyć.
- Ale ja nie mogę - mój głos zadrżał.
Mimo moich błagań, pojechaliśmy do blondyna. Drżącymi dłońmi otworzyłam drzwi auta. Wiem, że przez to, iż tu przyjechałam możemy mieć jeszcze większe problemy. Boję się kto będzie następny. Drzwi otworzyła nam pani Karen, powiedziała, że blondyn jest w swoim pokoju, więc ruszyliśmy w tamtym kierunku. Chłopak siedział na łóżku, słuchając muzyki. Gdy nas zauważył, zdjął słuchawki z uszu.
- Sarah? Leo? Czemu macie takie miny? - zapytał zdezorientowany. - Co ty tu w ogóle robisz? - spojrzał na mnie. Rozumiem jak musi się teraz czuć, dzisiaj powiedziałam mu, żeby o mnie zapomniał, a teraz do niego przyszłam.
- Ktoś porwał Rose - powiedział brunet nie owijając w bawełnę.
- Co? - jego oczy zdecydowanie się powiększyły. Leo spojrzał na mnie wymownie, dając do zrozumienia, że mam mu opowiedzieć ostatnie zdarzenia.
Kiedy skończyłam mówić, byłam cała zapłakana, a Charlie mocno mnie przytulił.
- Znajdziemy ją - szepnął wprost do mojego ucha. Po chwili w tylnej kieszeni moich jeansów poczułam wibracje mojej komórki. Wiedziałam, co to oznacza. Nie myliłam się, na wyświetlaczu widniała wiadomość od zastrzeżonego numeru.
Od Nieznany:
Oj Sarah... jesteś taka głupiutka...
Pokazałam ją chłopakom. Tak bardzo się teraz bałam, cała się trzęsłam, a Charlie na marne próbował mnie uspakajać. Kilka minut później zadzwonił telefon Leondre.
- Policja - szepnął. - Halo?
- ...
- Tak, to ja. Coś nowego? - przez kilka minut nic nie mówił, tylko wsłuchiwał się w słowa policjanta. - Jak to? - jego mina ze skupionej diametralnie zmieniła się na zdenerwowaną. - To kto?
- ...
- Dobrze, rozumiem. Dziękuję - rozłączył się. - To nie Maya ją porwała - powiedział, a z jego oczu można było wyczytać bezsilność.
_________________________
To zdecydowanie najkrótszy rozdział w historii tego opowiadania :( Ale z racji tego, że dawno nie dodawałam żadnego, to postanowiłam dodać taki krótki. Masło maślane xD Aktywność ostatnio bardzo spadła, nie mówię teraz tylko o komentarzach, gdyż wyświetlenia też są bardzo małe. Rozważałam już całkowite przeniesie się na Wattpada, bo pewnie wiecie (lub nie) więcej mnie możecie znaleźć też właśnie tam, gdzie prowadzę kilka książek. To zależy od Was, jeżeli aktywność się poprawi - zostanę tutaj, jeżeli nie - odchodzę od Bloggera. Dobra już nie przynudzam, przepraszam za to, że dawno mnie tu nie było. Miałam małe problemy z weną, bo się trochę pokłóciłyśmy no i nie chciała mi pomóc. No db nieważne (tak jestem całkowicie zdrowa umysłowo xD). Db idę, bo ta notka będzie dłuższa niż rozdział.
Buziaki :*
~Natalka~
Siedziałem na kanapie w salonie i z uwagą wysłuchiwałem opowieści blondynki.
- Dlaczego nic nie powiedziałaś? - zapytałem w końcu.
- Doszłam do w wniosku, że to mój problem i sama muszę sobie z nim poradzić. Wszystko byłoby dobrze, gdyby Charlie...
- Gdyby Charlie co? Czy ty siebie słyszysz? - wybuchnąłem. - W tej chwili idziemy na policję, to już nie są żarty.
Blondynka nic nie mówiąc, wstała i poszła do korytarza założyć buty. Poszedłem za nią, dzwoniąc do mamy, żeby po nas przyjechała.
****
- A teraz ostatnie pytanie. Czy podejrzewacie kogoś, kto mógł porwać dziewczynę? - zapytał policjant. Sarah pokręciła głową na "nie".
- Tak - powiedziałem. - Maya Libster.
~Sarah~
- A teraz idziemy do Charliego - powiedział brunet, gdy wyszliśmy z komisariatu. - Musisz mu to wszystko wytłumaczyć.
- Ale ja nie mogę - mój głos zadrżał.
Mimo moich błagań, pojechaliśmy do blondyna. Drżącymi dłońmi otworzyłam drzwi auta. Wiem, że przez to, iż tu przyjechałam możemy mieć jeszcze większe problemy. Boję się kto będzie następny. Drzwi otworzyła nam pani Karen, powiedziała, że blondyn jest w swoim pokoju, więc ruszyliśmy w tamtym kierunku. Chłopak siedział na łóżku, słuchając muzyki. Gdy nas zauważył, zdjął słuchawki z uszu.
- Sarah? Leo? Czemu macie takie miny? - zapytał zdezorientowany. - Co ty tu w ogóle robisz? - spojrzał na mnie. Rozumiem jak musi się teraz czuć, dzisiaj powiedziałam mu, żeby o mnie zapomniał, a teraz do niego przyszłam.
- Ktoś porwał Rose - powiedział brunet nie owijając w bawełnę.
- Co? - jego oczy zdecydowanie się powiększyły. Leo spojrzał na mnie wymownie, dając do zrozumienia, że mam mu opowiedzieć ostatnie zdarzenia.
Kiedy skończyłam mówić, byłam cała zapłakana, a Charlie mocno mnie przytulił.
- Znajdziemy ją - szepnął wprost do mojego ucha. Po chwili w tylnej kieszeni moich jeansów poczułam wibracje mojej komórki. Wiedziałam, co to oznacza. Nie myliłam się, na wyświetlaczu widniała wiadomość od zastrzeżonego numeru.
Od Nieznany:
Oj Sarah... jesteś taka głupiutka...
Pokazałam ją chłopakom. Tak bardzo się teraz bałam, cała się trzęsłam, a Charlie na marne próbował mnie uspakajać. Kilka minut później zadzwonił telefon Leondre.
- Policja - szepnął. - Halo?
- ...
- Tak, to ja. Coś nowego? - przez kilka minut nic nie mówił, tylko wsłuchiwał się w słowa policjanta. - Jak to? - jego mina ze skupionej diametralnie zmieniła się na zdenerwowaną. - To kto?
- ...
- Dobrze, rozumiem. Dziękuję - rozłączył się. - To nie Maya ją porwała - powiedział, a z jego oczu można było wyczytać bezsilność.
_________________________
To zdecydowanie najkrótszy rozdział w historii tego opowiadania :( Ale z racji tego, że dawno nie dodawałam żadnego, to postanowiłam dodać taki krótki. Masło maślane xD Aktywność ostatnio bardzo spadła, nie mówię teraz tylko o komentarzach, gdyż wyświetlenia też są bardzo małe. Rozważałam już całkowite przeniesie się na Wattpada, bo pewnie wiecie (lub nie) więcej mnie możecie znaleźć też właśnie tam, gdzie prowadzę kilka książek. To zależy od Was, jeżeli aktywność się poprawi - zostanę tutaj, jeżeli nie - odchodzę od Bloggera. Dobra już nie przynudzam, przepraszam za to, że dawno mnie tu nie było. Miałam małe problemy z weną, bo się trochę pokłóciłyśmy no i nie chciała mi pomóc. No db nieważne (tak jestem całkowicie zdrowa umysłowo xD). Db idę, bo ta notka będzie dłuższa niż rozdział.
Buziaki :*
~Natalka~
sobota, 23 lipca 2016
#20 "Pilnuj jej..."
*tydzień później*
~Rosalie~
Nie mogę uwierzyć, że za tydzień chłopaki wyjeżdżają w trasę. Możliwe, że już nigdy więcej nie zobaczę Leo. Mimo, że sama jestem przybita, pocieszam Sarę. Cały tydzień chodzimy na zakupy, do kina lub po prostu rozmawiamy. Blondynka nie chce mi powiedzieć o co chodzi, ale widzę, że bardzo jest zestresowana, przestraszona. Naprawdę się o nią martwię. W międzyczasie spotykałam się z Leondre. Mam nadzieję, że kiedy już wyjadę, spotka dziewczynę, która naprawdę będzie go kochała. On jest wspaniałym chłopakiem, zasługuje na szczęście. Kocham go, na prawdę go kocham. Moje przemyślenia przerywa pukanie do drzwi, po chwili pojawia się w nich brunet. Od razu wstaję, podbiegam do niego i rzucam mu się na szyję.
- Aż tak się stęskniłaś? - zapytał ze śmiechem. Przytaknęłam głową, a on jeszcze bardziej mnie do siebie przytulił.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał - szepnęłam.
- Ja też - westchnął i usiadł na łóżku, ciągnąc mnie na swoje kolana. - Ale teraz nie smućmy się, mamy jeszcze tydzień. Uśmiechnij się, kochanie. - delikatnie mnie pocałował.
- Kocham cię tak bardzo, że aż boli. - wtuliłam się w niego mocniej.
~Sarah~
Odkąd dowiedziałam się, że Jennifer jest w szpitalu, nie spotykałam się z Charliem. Jest mi bardzo ciężko, bo naprawdę go kocham. Ale jeżeli będę się z nim spotykać, ktoś z mojej rodziny lub przyjaciół na tym ucierpi. Muszę o nim zapomnieć. Żeby to było takie proste... Kiedy słyszę dzwonek do drzwi, wstaję z kanapy, na której właśnie leżałam, i otwieram. W progu zobaczyłam Charliego.
- Charlie... - westchnęłam. - Prosiłam cię o coś... - nie zdążyłam dokończyć, bo blondyn mnie pocałował.
- Sarah... - zaczął.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
- Bo cię do jasnej cholery kocham! - również krzyknął.
- Nie możesz, Charlie. Nie możesz mnie kochać. Odejdź stąd, zostaw mnie, zapomnij. Błagam.
- Ale...
- Charlie, proszę. Jeśli mnie kochasz, zostaw mnie. - blondyn pokiwał głową, a ja ostatni raz go przytuliłam. - Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość. - chłopak odszedł, a ja zsunęłam się plecami po drzwiach.
Po chwili otrzymałam wiadomość. Drżącą dłonią wyjęłam komórkę z kieszeni i otworzyłam ją.
Od Nieznany:
Nie posłuchałaś mnie...
- Sarah, co jest? - znikąd pojawiła się obok mnie Rose.
- Wszystko w porządku - uśmiechnęłam się sztucznie.
- My z Leo wychodzimy do skateparku. Idziesz z nami czy zostać z tobą? - zapytała z troską.
- Ja się prześpię, idźcie sami. - posłałam jej słaby uśmiech i weszłam po schodach. U szczytu spotkałam Leondre.
- Leo, błagam cię. Pilnuj jej - szepnęłam mu do ucha, po czym weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, zalewając się łzami.
~Leondre~
Nie wiem o co jej chodziło, ale brzmiało poważnie. Schodzę po schodach i przy drzwiach zauważam moją księżniczkę.
- Martwię się o nią - powiedziała, wtulając się w mój tors.
- Chcesz z nią zostać?
- Nie, powiedziała, że pójdzie spać. Idziemy?
- Tak. - ująłem jej dłoń i ruszyliśmy w stronę skateparku.
Droga minęła nam w ciszy. Rose się zamyśliła i nie zauważyła, że już jesteśmy.
- Kochanie? - machnąłem jej ręką przed twarzą.
- Mówiłeś coś? - spojrzała na mnie, a ja się zaśmiałem.
Ustawiłem na ziemi deskę.
- Chodź - wystawiłem w jej stronę ręce. Po chwili dziewczyna stała na deskorolce, trzymając mnie za ramiona. - Powoli się odepchnij. Bardzo dobrze.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz - "Mama". Odszedłem kawałek od Rose i odebrałem.
- Tak, mamo?
- Przyjdziesz z Rosalie na obiad? - zapytała. Odwróciłem się w stronę, gdzie powinna stać Rose. No właśnie... powinna. Nerwowo zacząłem się rozglądać. Na ziemi pozostała deskorolka i jej torebka. - Halo, Leo? Coś się stało?
- Rose zniknęła - powiedziałem łamiącym się głosem i złapałem się za głowę. Gdzie ona do cholery jest?!
- Jak to zniknęła?!
- No odwróciłem się dosłownie na chwilę, bo zadzwoniłaś, a teraz jej nie ma. Sarah mówiła, że mam ją pilnować. Cholera!
- Synku, spokojnie... - nie słuchałem już dalej. Wziąłem deskę i torebkę mojej dziewczyny, i szybko pobiegłem do jej domu. Zadzwoniłem do drzwi, które otworzyła mi Sarah.
- Leo? Gdzie jest Rose? - zapytała drżącym głosem.
- Zniknęła. - blondynka spojrzała na mnie przestraszona. Po chwili jej telefon zabrzęczał, informując o przyjściu wiadomości. Odczytała ją i bardzo pobladła.
- Sarah, co się stało? - dziewczyna pokazała mi telefon. - Mam nadzieję, że pożegnałaś się z siostrą - przeczytałem na głos. - Sarah, o co tu, kurwa, chodzi?!
_____________________________
Pozdrawiam Natalkę Stoszko <3 Masz tego fejma xD
Przechodząc do rozdziału... Hmm, dreszczyk emocji. Jak myślicie, co się stało z Rosalie? Ja nic nie zdradzę. Nie mam pomysłu na notkę, także no. Dziękuję za ponad 17k wowoowowoow nie spodziewałam się tak wielkiej liczby! Dziękuję z całego mojego małego serduszka!
Ja się żegnam i do zobaczenia w następnym!
Pa :*
Ostatnio jest bardzo mało komentarzy i smutno mi z tego powodu :(
~Natalka~
~Rosalie~
Nie mogę uwierzyć, że za tydzień chłopaki wyjeżdżają w trasę. Możliwe, że już nigdy więcej nie zobaczę Leo. Mimo, że sama jestem przybita, pocieszam Sarę. Cały tydzień chodzimy na zakupy, do kina lub po prostu rozmawiamy. Blondynka nie chce mi powiedzieć o co chodzi, ale widzę, że bardzo jest zestresowana, przestraszona. Naprawdę się o nią martwię. W międzyczasie spotykałam się z Leondre. Mam nadzieję, że kiedy już wyjadę, spotka dziewczynę, która naprawdę będzie go kochała. On jest wspaniałym chłopakiem, zasługuje na szczęście. Kocham go, na prawdę go kocham. Moje przemyślenia przerywa pukanie do drzwi, po chwili pojawia się w nich brunet. Od razu wstaję, podbiegam do niego i rzucam mu się na szyję.
- Aż tak się stęskniłaś? - zapytał ze śmiechem. Przytaknęłam głową, a on jeszcze bardziej mnie do siebie przytulił.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał - szepnęłam.
- Ja też - westchnął i usiadł na łóżku, ciągnąc mnie na swoje kolana. - Ale teraz nie smućmy się, mamy jeszcze tydzień. Uśmiechnij się, kochanie. - delikatnie mnie pocałował.
- Kocham cię tak bardzo, że aż boli. - wtuliłam się w niego mocniej.
~Sarah~
Odkąd dowiedziałam się, że Jennifer jest w szpitalu, nie spotykałam się z Charliem. Jest mi bardzo ciężko, bo naprawdę go kocham. Ale jeżeli będę się z nim spotykać, ktoś z mojej rodziny lub przyjaciół na tym ucierpi. Muszę o nim zapomnieć. Żeby to było takie proste... Kiedy słyszę dzwonek do drzwi, wstaję z kanapy, na której właśnie leżałam, i otwieram. W progu zobaczyłam Charliego.
- Charlie... - westchnęłam. - Prosiłam cię o coś... - nie zdążyłam dokończyć, bo blondyn mnie pocałował.
- Sarah... - zaczął.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
- Bo cię do jasnej cholery kocham! - również krzyknął.
- Nie możesz, Charlie. Nie możesz mnie kochać. Odejdź stąd, zostaw mnie, zapomnij. Błagam.
- Ale...
- Charlie, proszę. Jeśli mnie kochasz, zostaw mnie. - blondyn pokiwał głową, a ja ostatni raz go przytuliłam. - Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość. - chłopak odszedł, a ja zsunęłam się plecami po drzwiach.
Po chwili otrzymałam wiadomość. Drżącą dłonią wyjęłam komórkę z kieszeni i otworzyłam ją.
Od Nieznany:
Nie posłuchałaś mnie...
- Sarah, co jest? - znikąd pojawiła się obok mnie Rose.
- Wszystko w porządku - uśmiechnęłam się sztucznie.
- My z Leo wychodzimy do skateparku. Idziesz z nami czy zostać z tobą? - zapytała z troską.
- Ja się prześpię, idźcie sami. - posłałam jej słaby uśmiech i weszłam po schodach. U szczytu spotkałam Leondre.
- Leo, błagam cię. Pilnuj jej - szepnęłam mu do ucha, po czym weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, zalewając się łzami.
~Leondre~
Nie wiem o co jej chodziło, ale brzmiało poważnie. Schodzę po schodach i przy drzwiach zauważam moją księżniczkę.
- Martwię się o nią - powiedziała, wtulając się w mój tors.
- Chcesz z nią zostać?
- Nie, powiedziała, że pójdzie spać. Idziemy?
- Tak. - ująłem jej dłoń i ruszyliśmy w stronę skateparku.
Droga minęła nam w ciszy. Rose się zamyśliła i nie zauważyła, że już jesteśmy.
- Kochanie? - machnąłem jej ręką przed twarzą.
- Mówiłeś coś? - spojrzała na mnie, a ja się zaśmiałem.
Ustawiłem na ziemi deskę.
- Chodź - wystawiłem w jej stronę ręce. Po chwili dziewczyna stała na deskorolce, trzymając mnie za ramiona. - Powoli się odepchnij. Bardzo dobrze.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz - "Mama". Odszedłem kawałek od Rose i odebrałem.
- Tak, mamo?
- Przyjdziesz z Rosalie na obiad? - zapytała. Odwróciłem się w stronę, gdzie powinna stać Rose. No właśnie... powinna. Nerwowo zacząłem się rozglądać. Na ziemi pozostała deskorolka i jej torebka. - Halo, Leo? Coś się stało?
- Rose zniknęła - powiedziałem łamiącym się głosem i złapałem się za głowę. Gdzie ona do cholery jest?!
- Jak to zniknęła?!
- No odwróciłem się dosłownie na chwilę, bo zadzwoniłaś, a teraz jej nie ma. Sarah mówiła, że mam ją pilnować. Cholera!
- Synku, spokojnie... - nie słuchałem już dalej. Wziąłem deskę i torebkę mojej dziewczyny, i szybko pobiegłem do jej domu. Zadzwoniłem do drzwi, które otworzyła mi Sarah.
- Leo? Gdzie jest Rose? - zapytała drżącym głosem.
- Zniknęła. - blondynka spojrzała na mnie przestraszona. Po chwili jej telefon zabrzęczał, informując o przyjściu wiadomości. Odczytała ją i bardzo pobladła.
- Sarah, co się stało? - dziewczyna pokazała mi telefon. - Mam nadzieję, że pożegnałaś się z siostrą - przeczytałem na głos. - Sarah, o co tu, kurwa, chodzi?!
_____________________________
Pozdrawiam Natalkę Stoszko <3 Masz tego fejma xD
Przechodząc do rozdziału... Hmm, dreszczyk emocji. Jak myślicie, co się stało z Rosalie? Ja nic nie zdradzę. Nie mam pomysłu na notkę, także no. Dziękuję za ponad 17k wowoowowoow nie spodziewałam się tak wielkiej liczby! Dziękuję z całego mojego małego serduszka!
Ja się żegnam i do zobaczenia w następnym!
Pa :*
Ostatnio jest bardzo mało komentarzy i smutno mi z tego powodu :(
~Natalka~
sobota, 16 lipca 2016
#19 "Żegnaj, Charlie..."
~Rosalie~
Zostaję obudzona przez brunet pocałunkiem, który od razu oddaję.
- Dzień dobry, kochanie - mruczę, kiedy się od siebie odrywamy.
- Hej, słońce. Wstawaj.
- Ale mi jest tak wygodnie... - odwracam się od niego i przytulam do poduszki. Chłopak zaczyna mnie łaskotać.
- Le-o... prze-e-sta-ań, pro-oszę - mówię przez śmiech, ale on nie ma zamiaru przestać. Z całej swojej siły przewracam nas tak, że siedzę na jego biodrach i sama zaczynam go łaskotać. Jednak on jest sprytniejszy i szybko złącza nasze wargi.
- Potrafisz wykorzystać każdą sytuację - śmieję się. Po chwili obrywam poduszką.
- Ałł - jęknęłam, a Leo natychmiast mnie przytulił.
- Przepraszam, kochanie - powiedział i po raz kolejny dzisiejszego ranka, pocałował mnie. Oderwałam się od niego i wstałam, ciągnąc go za rękę. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na śniadanie. Kiedy byliśmy już przy schodach, chłopak złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię, niczym worek ziemniaków, na co cicho pisnęłam.
~Leo~
- Leondre, postaw mnie - powiedziała moja księżniczka, zanim wszedłem do kuchni.
- Momencik, skarbie - zaśmiałem się. - Dzień dobry - przywitałem się z rodziną brunetki.
- Ekhem - odchrząknął tata dziewczyny, dając mi do zrozumienia, że mam ją postawić. Ze skruchą to zrobiłem. Prawie zamordował mnie wzrokiem! Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść śniadanie. Na początku czułem się trochę skrępowany tym, jak pan Johnson na mnie patrzył, ale po tym Rosalie ujęła moją dłoń pod stołem, na co posłałem jej uśmiech.
- Dziękuję za śniadanie - powiedziałem, wstając od stołu.- Ja już się będę zbierał...
- Już? - Rose spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem i złapała moją dłoń. Kiwnąłem głową. - Ehh oprowadzę cię do drzwi. - Wstała i pokierowaliśmy się do korytarza, gdzie założyłem buty.
- Potem się odezwę - przyciągnąłem ją do siebie i musnąłem jej wargi, a brunetka zarzuciła mi ręce na szyję. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - cmoknęła moje usta, po czym opuściłem posiadłość jej dziadków.
~Sarah~
Aww oni są tacy słodcy. Wiedziałam, że będą razem. Kiedy Leo już poszedł, pociągnęłam Rose do mojego pokoju.
- Opowiadaj - powiedziałam, siadając na łóżku i przytulając poduszkę.
- Ale co? - no nie udawaj.
- No jak to się stało, że jesteście razem? - zapytałam podekscytowana.
- Ale my nie jesteśmy razem...
- Nie?! A myślałam, że...
- Żartuję - zaśmiała się. - No wczoraj zabrał mnie na kolację i powiedział mi coś pięknego...
- Jaki on jest romantyczny - westchnęłam, kiedy skończyła opowiadać. - Emm, muszę ci coś powiedzieć. Charlie mnie pocałował... - wydusiłam, na co dziewczyna pisnęła. - Ale wiem, że to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Szkoda, że on nie czuje tego, co ja...
- No nie smuć się. - przytuliła mnie.
- I jest coś jeszcze... - zawahałam się. - A nie. To wszystko - uśmiechnęłam się sztucznie. Nie będę jej martwić, to mój problem i nie będę jej narażać. Gdy Rose miała coś powiedzieć, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię "Emily", przeprosiłam siostrę i odebrałam.
- Co tam, misiek?
- Jennifer jest w szpitalu - powiedziała łamiącym się głosem. - Wyślę ci adres. - rozłączyła się.
- Sarah, wszystko okej? - zapytała z troską Rose.
- Jen jest w szpitalu - powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.
Po chwili na mój telefon przyszły dwie wiadomości. Jedna od Em, a druga od nieznanego numeru.
Od Emily x:
*adres*
Od Nieznany:
To było ostrzeżenie. Radzę się trzymać z dala od Charliego, bo nie wiadomo kto będzie następny.
Love, twój koszmar.
~Charlie~
Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zadzwonić do Sary i zaproponować jej spotkanie. Wybrałem numer blondynki, ale nie odebrała, więc spróbowałem ponownie - znów to samo. Za trzecim razem odebrała.
- Charlie, nie możesz do mnie dzwonić.
- Co? Ale... Co? Dlaczego? Czy to przez wczoraj?
- Ni... Tak. To nie powinno się wydarzyć. Najlepiej zapomnijmy o sobie i niech każdy żyje swoim życiem. Dzięki za wszystko. Żegnaj, Charlie. - rozłączyła się. Spierdoliłem...
_______________________
W prawdzie nie dobiliście 10 komentarzy, ale rozdział napisałam. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Zaczęłam trochę mieszać. Myślicie, że Charlie się podda i tak po prostu zapomni? Zobaczymy...
Tata dziewczyn taki "zazdrosny" *-* Wasi tatusiowie też są tacy troskliwi? Mój nie, aż tak, ale w małym stopniu tak xD.
Jak Wam mijają wakacje? Wybieracie się gdzieś? A może już byliście? Opowiadać! Chętnie poczytam.
Dobra, koniec tej gadaniny. Do następnego!
Pa :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Zostaję obudzona przez brunet pocałunkiem, który od razu oddaję.
- Dzień dobry, kochanie - mruczę, kiedy się od siebie odrywamy.
- Hej, słońce. Wstawaj.
- Ale mi jest tak wygodnie... - odwracam się od niego i przytulam do poduszki. Chłopak zaczyna mnie łaskotać.
- Le-o... prze-e-sta-ań, pro-oszę - mówię przez śmiech, ale on nie ma zamiaru przestać. Z całej swojej siły przewracam nas tak, że siedzę na jego biodrach i sama zaczynam go łaskotać. Jednak on jest sprytniejszy i szybko złącza nasze wargi.
- Potrafisz wykorzystać każdą sytuację - śmieję się. Po chwili obrywam poduszką.
- Ałł - jęknęłam, a Leo natychmiast mnie przytulił.
- Przepraszam, kochanie - powiedział i po raz kolejny dzisiejszego ranka, pocałował mnie. Oderwałam się od niego i wstałam, ciągnąc go za rękę. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na śniadanie. Kiedy byliśmy już przy schodach, chłopak złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię, niczym worek ziemniaków, na co cicho pisnęłam.
~Leo~
- Leondre, postaw mnie - powiedziała moja księżniczka, zanim wszedłem do kuchni.
- Momencik, skarbie - zaśmiałem się. - Dzień dobry - przywitałem się z rodziną brunetki.
- Ekhem - odchrząknął tata dziewczyny, dając mi do zrozumienia, że mam ją postawić. Ze skruchą to zrobiłem. Prawie zamordował mnie wzrokiem! Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść śniadanie. Na początku czułem się trochę skrępowany tym, jak pan Johnson na mnie patrzył, ale po tym Rosalie ujęła moją dłoń pod stołem, na co posłałem jej uśmiech.
- Dziękuję za śniadanie - powiedziałem, wstając od stołu.- Ja już się będę zbierał...
- Już? - Rose spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem i złapała moją dłoń. Kiwnąłem głową. - Ehh oprowadzę cię do drzwi. - Wstała i pokierowaliśmy się do korytarza, gdzie założyłem buty.
- Potem się odezwę - przyciągnąłem ją do siebie i musnąłem jej wargi, a brunetka zarzuciła mi ręce na szyję. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - cmoknęła moje usta, po czym opuściłem posiadłość jej dziadków.
~Sarah~
Aww oni są tacy słodcy. Wiedziałam, że będą razem. Kiedy Leo już poszedł, pociągnęłam Rose do mojego pokoju.
- Opowiadaj - powiedziałam, siadając na łóżku i przytulając poduszkę.
- Ale co? - no nie udawaj.
- No jak to się stało, że jesteście razem? - zapytałam podekscytowana.
- Ale my nie jesteśmy razem...
- Nie?! A myślałam, że...
- Żartuję - zaśmiała się. - No wczoraj zabrał mnie na kolację i powiedział mi coś pięknego...
- Jaki on jest romantyczny - westchnęłam, kiedy skończyła opowiadać. - Emm, muszę ci coś powiedzieć. Charlie mnie pocałował... - wydusiłam, na co dziewczyna pisnęła. - Ale wiem, że to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Szkoda, że on nie czuje tego, co ja...
- No nie smuć się. - przytuliła mnie.
- Co tam, misiek?
- Jennifer jest w szpitalu - powiedziała łamiącym się głosem. - Wyślę ci adres. - rozłączyła się.
- Sarah, wszystko okej? - zapytała z troską Rose.
- Jen jest w szpitalu - powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.
Po chwili na mój telefon przyszły dwie wiadomości. Jedna od Em, a druga od nieznanego numeru.
Od Emily x:
*adres*
Od Nieznany:
To było ostrzeżenie. Radzę się trzymać z dala od Charliego, bo nie wiadomo kto będzie następny.
Love, twój koszmar.
~Charlie~
Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zadzwonić do Sary i zaproponować jej spotkanie. Wybrałem numer blondynki, ale nie odebrała, więc spróbowałem ponownie - znów to samo. Za trzecim razem odebrała.
- Charlie, nie możesz do mnie dzwonić.
- Co? Ale... Co? Dlaczego? Czy to przez wczoraj?
- Ni... Tak. To nie powinno się wydarzyć. Najlepiej zapomnijmy o sobie i niech każdy żyje swoim życiem. Dzięki za wszystko. Żegnaj, Charlie. - rozłączyła się. Spierdoliłem...
_______________________
W prawdzie nie dobiliście 10 komentarzy, ale rozdział napisałam. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Zaczęłam trochę mieszać. Myślicie, że Charlie się podda i tak po prostu zapomni? Zobaczymy...
Tata dziewczyn taki "zazdrosny" *-* Wasi tatusiowie też są tacy troskliwi? Mój nie, aż tak, ale w małym stopniu tak xD.
Jak Wam mijają wakacje? Wybieracie się gdzieś? A może już byliście? Opowiadać! Chętnie poczytam.
Dobra, koniec tej gadaniny. Do następnego!
Pa :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
sobota, 25 czerwca 2016
#18 cz. 2 "Po prostu uwierz w nas..."
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
~Leo~
- Rose, muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Chcę ci powiedzieć, że bardzo cię kocham i jesteś moim życiem. Tak bardzo potrzebuję ciebie, tutaj jak najbliżej, przy mnie, obok, bo inaczej nie przeżyję. Wiesz, że tak wspaniale jest mieć kogoś, kto jest przy tobie, kto cię wspiera, pomaga przejść przez trudne chwile. Dziękuję ci, że jesteś przy mnie. Jesteś życiem, szczęściem, wiecznością, słowem i oddechem. Nie umiem słowami wyrazić szczęścia jakie mnie spotkało, gdy pojawiłaś się na mojej drodze. Mógłbym nie spać, tylko po to, aby słuchać jak oddychasz... i patrzeć jak się uśmiechasz, kiedy śpisz. - gdy skończyłem mówić, po policzku dziewczyny spłynęła łza. - Przepraszam, powiedziałem coś nie tak?
- Nie... Jeszcze nikt nie powiedział mi tak pięknych rzeczy - uśmiechnęła się, a ja starłem jej łzy z policzka, jednocześnie zbliżając swoje usta do jej. - Ale... nie powinniśmy być razem.
- Dlaczego? Przecież...
- Leondre, spójrz. Ja nie mieszkam tutaj, za miesiąc stąd wyjeżdżam, ty za niedługo jedziesz w trasę. Możliwe, że już się więcej nie spotkamy. Na prawdę chciałabym z tobą być, ale nie mogę.
- I właśnie dlatego, że możemy się już więcej nie zobaczyć, powinniśmy spróbować. Przeżyjmy te ostatnie dwa tygodnie przed trasą jak najlepiej. Tak, żebyśmy zapamiętali je na całe życie. Cieszmy się, a kiedy wyjedziesz będziemy się starać utrzymać kontakt. Może na początku będzie ciężko, ale damy radę - złapałem jej dłoń. - Spróbujemy?
Dziewczyna przez chwilę nic nie mówiła, tylko patrzyła się w moje oczy. Po chwili jednak wbiła się w moje usta. Pocałunek był delikatny, przepełniony miłością. Nie wiem ile to trwało, ale mogłoby trwać wiecznie. Rose oderwała się ode mnie i nieśmiało uśmiechnęła.
- Wystarczy taka odpowiedź? - przygryzła wargę, a ja znów ją pocałowałem.
- Jestem najszczęśliwszym chłopakiem na świecie - uśmiechnąłem się, a ona we mnie wtuliła. Ehh... tak bardzo ją kocham.
~Sarah~
Nie wiem, co mam myśleć o tym pocałunku. Charlie nie powinien tego robić, bo w końcu ma dziewczynę. Może po prostu się zapomniał? Nie ważne. Wracam do domu dość ciemną ulicą. Blondyn chciał mnie odprowadzić, ale odmówiłam. Nagle czuję mocne szarpnięcie, przez które odwracam się. Przede mną stoi wysoka, szczupła postać z naciągniętym na głowę kapturem, z pod którego wystają długie, brązowe włosy.
- Słuchaj, laluniu. Odpieprz się od Charliego. On jest mój. Wiem, że go pocałowałaś. Masz go zostawić w spokoju, bo inaczej zajmę się twoją siostrzyczką. - dziewczyna szybko odbiegła i zniknęła za zakrętem. Stałam osłupiała. Skąd wiedziała o tym pocałunku? Nie mam pojęcia, ale wiem, że muszę przestać zadawać się z blondynem, dla dobra Rose.
~Rose~
Szliśmy z Leo trzymając się za ręce w stronę mojego domu. Byłam szczęśliwa i jednocześnie pełna obaw. Czy damy radę?
- Skarbie, wszystko okej? - zapytał z troską.
- Tak. Brrr... - zatrzęsłam się.
- Masz - nałożył na moje ramiona marynarkę i pocałował w skroń.
Po kilkunastu minutach staliśmy już na werandzie przed moim domem.
- Wejdziesz na chwilkę? - złapałam jego dłoń i uśmiechnęłam się.
- Jest już późno. - w tym momencie zagrzmiało.
- Proszę, proszę, proszę. Zostaniesz na noc, błagam. - zrobiłam oczy niczym kot ze Shreka.
- Moje słońce, boi się burzy? - zaśmiał się. - Zostanę. - pocałował moje czoło.
Weszliśmy do środka. Na korytarzu przywitała nas moja mama. Ogłosiliśmy jej jakże wspaniałą nowinę i poszliśmy na górę. Dałam brunetowi jakąś koszulkę kuzyna i pokierowałam go do łazienki. Gdy wrócił, poszłam ja. Wykąpałam się ekspresowo, bo zaczęło się błyskać. Wróciłam do pokoju, chłopak leżał już w łóżku. Położyłam się obok niego i przytuliłam się do jego torsu.
- Dobranoc, kochanie - brunet musnął moje usta. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - zasnęłam wtulona w chłopaka z uśmiechem na ustach.
__________________________
Oooo... so cute.
Rose i Leo nareszcie razem. Hmm... ciekawe na jak długo...
Długo mnie nie było, wiecie brak weny, czasu i te sprawy.
Nareszcie mamy WAKACJE! Jaka średnia? Ja mam 5.29
No krabiki, dziękuję z całego serduszka za ponad 16k wyświetleń! Wowoow
No to co? Do następnego!
Ily :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
~Leo~
- Rose, muszę ci coś powiedzieć...
- Tak?
- Chcę ci powiedzieć, że bardzo cię kocham i jesteś moim życiem. Tak bardzo potrzebuję ciebie, tutaj jak najbliżej, przy mnie, obok, bo inaczej nie przeżyję. Wiesz, że tak wspaniale jest mieć kogoś, kto jest przy tobie, kto cię wspiera, pomaga przejść przez trudne chwile. Dziękuję ci, że jesteś przy mnie. Jesteś życiem, szczęściem, wiecznością, słowem i oddechem. Nie umiem słowami wyrazić szczęścia jakie mnie spotkało, gdy pojawiłaś się na mojej drodze. Mógłbym nie spać, tylko po to, aby słuchać jak oddychasz... i patrzeć jak się uśmiechasz, kiedy śpisz. - gdy skończyłem mówić, po policzku dziewczyny spłynęła łza. - Przepraszam, powiedziałem coś nie tak?
- Nie... Jeszcze nikt nie powiedział mi tak pięknych rzeczy - uśmiechnęła się, a ja starłem jej łzy z policzka, jednocześnie zbliżając swoje usta do jej. - Ale... nie powinniśmy być razem.
- Dlaczego? Przecież...
- Leondre, spójrz. Ja nie mieszkam tutaj, za miesiąc stąd wyjeżdżam, ty za niedługo jedziesz w trasę. Możliwe, że już się więcej nie spotkamy. Na prawdę chciałabym z tobą być, ale nie mogę.
- I właśnie dlatego, że możemy się już więcej nie zobaczyć, powinniśmy spróbować. Przeżyjmy te ostatnie dwa tygodnie przed trasą jak najlepiej. Tak, żebyśmy zapamiętali je na całe życie. Cieszmy się, a kiedy wyjedziesz będziemy się starać utrzymać kontakt. Może na początku będzie ciężko, ale damy radę - złapałem jej dłoń. - Spróbujemy?
Dziewczyna przez chwilę nic nie mówiła, tylko patrzyła się w moje oczy. Po chwili jednak wbiła się w moje usta. Pocałunek był delikatny, przepełniony miłością. Nie wiem ile to trwało, ale mogłoby trwać wiecznie. Rose oderwała się ode mnie i nieśmiało uśmiechnęła.
- Wystarczy taka odpowiedź? - przygryzła wargę, a ja znów ją pocałowałem.
Nie wiem, co mam myśleć o tym pocałunku. Charlie nie powinien tego robić, bo w końcu ma dziewczynę. Może po prostu się zapomniał? Nie ważne. Wracam do domu dość ciemną ulicą. Blondyn chciał mnie odprowadzić, ale odmówiłam. Nagle czuję mocne szarpnięcie, przez które odwracam się. Przede mną stoi wysoka, szczupła postać z naciągniętym na głowę kapturem, z pod którego wystają długie, brązowe włosy.
- Słuchaj, laluniu. Odpieprz się od Charliego. On jest mój. Wiem, że go pocałowałaś. Masz go zostawić w spokoju, bo inaczej zajmę się twoją siostrzyczką. - dziewczyna szybko odbiegła i zniknęła za zakrętem. Stałam osłupiała. Skąd wiedziała o tym pocałunku? Nie mam pojęcia, ale wiem, że muszę przestać zadawać się z blondynem, dla dobra Rose.
~Rose~
Szliśmy z Leo trzymając się za ręce w stronę mojego domu. Byłam szczęśliwa i jednocześnie pełna obaw. Czy damy radę?
- Skarbie, wszystko okej? - zapytał z troską.
- Tak. Brrr... - zatrzęsłam się.
- Masz - nałożył na moje ramiona marynarkę i pocałował w skroń.
Po kilkunastu minutach staliśmy już na werandzie przed moim domem.
- Wejdziesz na chwilkę? - złapałam jego dłoń i uśmiechnęłam się.
- Jest już późno. - w tym momencie zagrzmiało.
- Proszę, proszę, proszę. Zostaniesz na noc, błagam. - zrobiłam oczy niczym kot ze Shreka.
- Moje słońce, boi się burzy? - zaśmiał się. - Zostanę. - pocałował moje czoło.
Weszliśmy do środka. Na korytarzu przywitała nas moja mama. Ogłosiliśmy jej jakże wspaniałą nowinę i poszliśmy na górę. Dałam brunetowi jakąś koszulkę kuzyna i pokierowałam go do łazienki. Gdy wrócił, poszłam ja. Wykąpałam się ekspresowo, bo zaczęło się błyskać. Wróciłam do pokoju, chłopak leżał już w łóżku. Położyłam się obok niego i przytuliłam się do jego torsu.
- Dobranoc, kochanie - brunet musnął moje usta. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - zasnęłam wtulona w chłopaka z uśmiechem na ustach.
__________________________
Oooo... so cute.
Rose i Leo nareszcie razem. Hmm... ciekawe na jak długo...
Długo mnie nie było, wiecie brak weny, czasu i te sprawy.
Nareszcie mamy WAKACJE! Jaka średnia? Ja mam 5.29
No krabiki, dziękuję z całego serduszka za ponad 16k wyświetleń! Wowoow
No to co? Do następnego!
Ily :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
poniedziałek, 6 czerwca 2016
#18 cz.1 "Jesteśmy tylko przyjaciółmi."
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
- Deklu, ona mi powiedziała, że...
- Że jestem debilem i nie ma szans, żeby kiedykolwiek mnie pokochała. Wiem, Charlie - powiedziałem i wybiegłem z pokoju. Muszę się pogodzić z tym, że to tylko przyjaciółka... Nagle dostałem sms od...
Od Mama x:
Pojechałam na zakupy. Charlie poszedł do domu, a klucze masz pod wycieraczką, kocham cię <3
A potem kolejnego.
Od Tilly x:
Deklu, wracaj do domu i mnie nie wkurzaj!
Heh milutka. Postanowiłem się jej nie narażać i powoli ruszyłem w stronę domu.
- Jestem! - krzyknąłem po wejściu do domu.
- Ty jesteś głupi czy głupi? - wrzasnęła na mnie Tilly.
- Emm, młoda o co ci chodzi? - zapytałem zmieszany.
- Natychmiast idź do Charliego i z nim pogadaj. On będzie wiedział o czym. No nie patrz tak na mnie, tylko biegnij. - stałem w miejscu i nie wiedziałem co mam zrobić. - Leondre, nie wkurzaj mnie, tylko szoruj do Charliego!
- Jeju, młoda spokojnie.
Nie wiem o co chodzi, ale dobra.
~Rosalie~
Od trzech dni nie rozmawiam z Leondre. Wiem, że powinnam przy nim być i pomóc coś przypomnieć, ale to jest dla mnie zbyt trudne. Nie potrafię przebywać w jego towarzystwie ze świadomością, że on nas nie pamięta. Wcieliłam swój plan w życie i postanowiłam wyeliminować się z jego życia. Tak będzie lepiej. Siedzę na łóżku w moim pokoju i śpiewam. Tak, śpiewam. Nie ma nikogo w domu, więc nie krępuję się. Śpiewam piosenkę, która jest jedną z moich ulubionych - "I hate you I love you".
- Feeling used
But I'm
Still missing you
And I can't
See the end of this
Just wanna feel your kiss
Against my lips
And now all this time
Is passing by
But I still can't seem to tell you why
It hurts me every time I see you
Realize how much I need you - śpiewam z zamkniętymi oczami.
- I hate you I love you
I hate that I love you
Don't want to, but I can't put
Nobody else above you
I hate you I love you
I hate that I want you
You want her, you need her
And I'll never be her.
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
- Deklu, ona mi powiedziała, że...
- Że jestem debilem i nie ma szans, żeby kiedykolwiek mnie pokochała. Wiem, Charlie - powiedziałem i wybiegłem z pokoju. Muszę się pogodzić z tym, że to tylko przyjaciółka... Nagle dostałem sms od...
Od Mama x:
Pojechałam na zakupy. Charlie poszedł do domu, a klucze masz pod wycieraczką, kocham cię <3
A potem kolejnego.
Od Tilly x:
Deklu, wracaj do domu i mnie nie wkurzaj!
Heh milutka. Postanowiłem się jej nie narażać i powoli ruszyłem w stronę domu.
- Jestem! - krzyknąłem po wejściu do domu.
- Ty jesteś głupi czy głupi? - wrzasnęła na mnie Tilly.
- Emm, młoda o co ci chodzi? - zapytałem zmieszany.
- Natychmiast idź do Charliego i z nim pogadaj. On będzie wiedział o czym. No nie patrz tak na mnie, tylko biegnij. - stałem w miejscu i nie wiedziałem co mam zrobić. - Leondre, nie wkurzaj mnie, tylko szoruj do Charliego!
- Jeju, młoda spokojnie.
Nie wiem o co chodzi, ale dobra.
~Rosalie~
Od trzech dni nie rozmawiam z Leondre. Wiem, że powinnam przy nim być i pomóc coś przypomnieć, ale to jest dla mnie zbyt trudne. Nie potrafię przebywać w jego towarzystwie ze świadomością, że on nas nie pamięta. Wcieliłam swój plan w życie i postanowiłam wyeliminować się z jego życia. Tak będzie lepiej. Siedzę na łóżku w moim pokoju i śpiewam. Tak, śpiewam. Nie ma nikogo w domu, więc nie krępuję się. Śpiewam piosenkę, która jest jedną z moich ulubionych - "I hate you I love you".
- Feeling used
But I'm
Still missing you
And I can't
See the end of this
Just wanna feel your kiss
Against my lips
And now all this time
Is passing by
But I still can't seem to tell you why
It hurts me every time I see you
Realize how much I need you - śpiewam z zamkniętymi oczami.
- I hate you I love you
I hate that I love you
Don't want to, but I can't put
Nobody else above you
I hate you I love you
I hate that I want you
You want her, you need her
And I'll never be her.
- I miss you when I can't sleep - słyszę jak ktoś, a raczej Leondre rapuje kolejną zwrotkę. - Or right after coffee
Or right when I can't eat
I miss you in my front seat
Still got sand in my sweaters
From nights we don't remember
Do you miss me like I miss you?
Fucked around and got attached to you
Friends can break your heart too, and
I'm always tired but never of you
If I pulled a you on you, you wouldn't like that shit
I put this real out, but you wouldn't bite that shit
I type a text but then I never mind that shit
I got these feelings but you never mind that shit
Oh oh, keep it on the low
You're still in love with me but your friends don't know
If you wanted me you would just say so
And if I were you, I would never let me go
I don't mean no harm
I just miss you on my arm
Wedding bells were just alarms
Caution tape around my heart
You ever wonder what we coulda been?
You said you wouldn't and you fucking did
Lie to me, lie with me, get your fucking fix
Now all my drinks and all my feelings are all fucking mixed
Always missing people that I shouldn't be missing
Sometimes you gotta burn some bridges just to create some distance
I know that I control my thoughts, and I should stop reminiscing
But I learned from my dad that it's good to have feelings
When love and trust are gone
I guess this is moving on
Everyone I do right does me wrong
So every lonely night, I sing this song.
Or right when I can't eat
I miss you in my front seat
Still got sand in my sweaters
From nights we don't remember
Do you miss me like I miss you?
Fucked around and got attached to you
Friends can break your heart too, and
I'm always tired but never of you
If I pulled a you on you, you wouldn't like that shit
I put this real out, but you wouldn't bite that shit
I type a text but then I never mind that shit
I got these feelings but you never mind that shit
Oh oh, keep it on the low
You're still in love with me but your friends don't know
If you wanted me you would just say so
And if I were you, I would never let me go
I don't mean no harm
I just miss you on my arm
Wedding bells were just alarms
Caution tape around my heart
You ever wonder what we coulda been?
You said you wouldn't and you fucking did
Lie to me, lie with me, get your fucking fix
Now all my drinks and all my feelings are all fucking mixed
Always missing people that I shouldn't be missing
Sometimes you gotta burn some bridges just to create some distance
I know that I control my thoughts, and I should stop reminiscing
But I learned from my dad that it's good to have feelings
When love and trust are gone
I guess this is moving on
Everyone I do right does me wrong
So every lonely night, I sing this song.
Następnie ja śpiewam refren, patrząc mu w oczy. Kiedy kończę, następuje chwila ciszy, którą przerywam.
- Emm, co tu robisz? - zapytałam trochę zmieszana.
- Rose, ja wszystko pamiętam! - wykrzyknął, a ja się na niego rzuciłam. Przytulaliśmy się dość długo. - Emm, Charlie powiedział mi coś...
- Co takiego?
- Za dwa tygodnie wyjeżdżamy w trasę... i będzie ona trwała do końca wakacji.
- Co? Przecież to końca wakacji został miesiąc. Ja wiedziałam, że będziemy musieli się pożegnać, ale nie myślałam, że tak szybko. - po moim policzku spłynęła łza.
- Proszę, nie płacz. Zostały dwa tygodnie, tak? Musimy je spędzić jak najlepiej. A tak zmieniając temat, masz jakieś plany na wieczór?
- Nie, raczej nie.
-Ubierz się ładnie. Przyjdę po ciebie o 6 pm, okay?
- Okay. - pocałowałam go w policzek, a on wrócił do domu.
Do spotkania mam jeszcze dużo czasu, więc na razie nie muszę się szykować.
~Charlie~
Kiedy powiadomiłem bruneta o trasie widać, że się trochę zasmucił. Wiem, że nie chce się żegnać z Rose, ale to kiedyś musiało nastąpić. Wyjaśniłem mu też, że Rosalie kocha jego, a nie mnie. Dziś zabiera ją... gdzieś. Planowaliśmy niespodziankę, a ja zadeklarowałem się, że przygotuję miejsce tej randki, więc wypadałoby coś zacząć robić. Poprosiłem Sarę o pomoc, umówiłem się z nią na miejscu za 15 minut, także wypadałoby już wychodzić. Kilkanaście minut później byłem na miejscu. Dziewczyny jeszcze nie było, więc usiadłem na ławce i nuciłem sobie jakąś melodię. Nagle ktoś zasłonił mi oczy, domyśliłem się, że to blondynka, złapałem ją za ramiona i przerzuciłem tak, że wylądowała na moich kolanach.
- Idiota - zaśmiała się. - Hej. - pocałowała mnie w policzek i wstała. - Bierzmy się do roboty.
Kiwnąłem głową. Po około półtorej godzinie wszystko było gotowe. Wszystko oprócz jedzenia, ale tym się zajmie ciocia Victoria. Leo zaangażował wszystkich.
- To co? Idziemy do mnie? - zaproponowałem.
- W sumie, czemu nie. - uśmiechnęła się.
Doszliśmy na miejsce cały czas się wygłupiając. W domu nikogo nie było, więc od razu poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Zagrasz mi coś? - zapytała, wskazując na gitarę, stojącą w rogu pokoju.
- Jasne - uśmiechnąłem się i wziąłem gitarę, z powrotem siadając obok blondynki. - A co chcesz?
- Emm... Love yourself?
Zacząłem grać, a potem dołączyłem śpiew. Patrzyłem w jej piękne niebieskie oczy. Gdy skończyłem grać, przybliżyłem się do niej. Nie chciałem tego... Taa, kogo ty oszukujesz... Delikatnie musnąłem jej wargi, o dziwo dziewczyna odwzajemniła pocałunek. Trwaliśmy w tej wspaniałej chwili jakiś czas, aż zabrakło nam powietrza. Odsunąłem się od niej.
- Jeju... przepraszam cię. Nie powinienem. - podrapałem się nerwowo po karku.
- Charlie, spokojnie, wiem to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. To nic nie znaczyło. - uśmiechnęła się słabo. Nie śmiało złapałem jej dłoń.
- Przyjaciele. - uśmiechnąłem się. Szkoda, że ona nie czuje tego, co ja...
~Rosalie~
Godzinę przed spotkaniem zaczęłam się szykować. Hmm, mam ubrać się ładnie... Sukienka? Okej, why not? Wybrałam zestaw i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, wysuszyłam i wyprostowałam włosy, przebrałam się i umalowałam.
Idealnie się wyrobiłam, bo po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
~Leo~
O umówionej porze byłem pod jej domem. Zadzwoniłem dzwonkiem, a drzwi otworzył mi jej tata.
- Dobry wieczór, Leo - uśmiechnął się i wpuścił mnie do środka. - Gdzie zabierasz moją córkę?
- A to jest niespodzianka - zaśmiałem się, wskazując dyskretnie ruchem głowy, że brunetka może podsłuchiwać.
- Okej, a teraz posłuchaj młody człowieku. - pan Johnson spoważniał. - Jeżeli skrzywdzisz moją córkę, to... - na schodach było słychać dźwięk uderzających o podłoże obcasów. - Ekhem... dobry z ciebie chłopak - odchrząknął, poprawiając kołnierzyk mojej koszuli, który wcześniej lekko ściskał. Uśmiechnąłem się niepewnie. W przedpokoju pojawiła się moja księżniczka. Wyglądała pięknie.
- Wow... - wykrztusiłem po chwili, a ona zachichotała.
- To my już idziemy - powiedziała do swojego taty.
- Tak, tak. Bawcie się dobrze i grzecznie mi tam. - spojrzał na mnie znacząco, a ja głośno przełknąłem ślinę. Gdy wyszliśmy z domu, dziewczyna złapała mnie za rękę. Jak mi tego brakowało...
- Mam nadzieję, że mój tata cię nie wystraszył. - zaśmiała się.
- Nieee - przeciągnąłem samogłoskę.
Kiedy byliśmy już blisko celu, przystanąłem na chwilę i zawiązałem jej oczy. Weszliśmy na pomost, więc zdjąłem jej bandanę z oczu.
- Wow...
Charlie i Sarah na prawdę się postarali. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy jeść posiłek przygotowany przez moją mamę. Gdy zjedliśmy, postanowiłem zacząć rozmowę.
- Rose, muszę ci coś powiedzieć...
____________________________
#Polsattime!
Hej, hej, hej!
Dawno mnie nie było... chwilowy brak weny i czasu, ale już powracam. Dzisiaj krótko, ale i tak jestem szczęśliwa, że wgl coś udało mi się napisać. No, także ten... Cieszmy się! Db nie będę się rozgadywać. Dziękuję za ponad 15k! Wow, wow, wow! Kocham Was!
No to co? Standardowo...
10 KOMENTARZY=NEXT
Do niedzieli, moje kraby <3
~Natalka~
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Przegląd miesiąca:
Liczba wyświetleń w tym miesiącu: 3093
Najczęściej wyświetlane posty:
- Rose, ja wszystko pamiętam! - wykrzyknął, a ja się na niego rzuciłam. Przytulaliśmy się dość długo. - Emm, Charlie powiedział mi coś...
- Co takiego?
- Za dwa tygodnie wyjeżdżamy w trasę... i będzie ona trwała do końca wakacji.
- Co? Przecież to końca wakacji został miesiąc. Ja wiedziałam, że będziemy musieli się pożegnać, ale nie myślałam, że tak szybko. - po moim policzku spłynęła łza.
- Proszę, nie płacz. Zostały dwa tygodnie, tak? Musimy je spędzić jak najlepiej. A tak zmieniając temat, masz jakieś plany na wieczór?
- Nie, raczej nie.
-Ubierz się ładnie. Przyjdę po ciebie o 6 pm, okay?
- Okay. - pocałowałam go w policzek, a on wrócił do domu.
Do spotkania mam jeszcze dużo czasu, więc na razie nie muszę się szykować.
~Charlie~
Kiedy powiadomiłem bruneta o trasie widać, że się trochę zasmucił. Wiem, że nie chce się żegnać z Rose, ale to kiedyś musiało nastąpić. Wyjaśniłem mu też, że Rosalie kocha jego, a nie mnie. Dziś zabiera ją... gdzieś. Planowaliśmy niespodziankę, a ja zadeklarowałem się, że przygotuję miejsce tej randki, więc wypadałoby coś zacząć robić. Poprosiłem Sarę o pomoc, umówiłem się z nią na miejscu za 15 minut, także wypadałoby już wychodzić. Kilkanaście minut później byłem na miejscu. Dziewczyny jeszcze nie było, więc usiadłem na ławce i nuciłem sobie jakąś melodię. Nagle ktoś zasłonił mi oczy, domyśliłem się, że to blondynka, złapałem ją za ramiona i przerzuciłem tak, że wylądowała na moich kolanach.
- Idiota - zaśmiała się. - Hej. - pocałowała mnie w policzek i wstała. - Bierzmy się do roboty.
Kiwnąłem głową. Po około półtorej godzinie wszystko było gotowe. Wszystko oprócz jedzenia, ale tym się zajmie ciocia Victoria. Leo zaangażował wszystkich.
- To co? Idziemy do mnie? - zaproponowałem.
- W sumie, czemu nie. - uśmiechnęła się.
Doszliśmy na miejsce cały czas się wygłupiając. W domu nikogo nie było, więc od razu poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
- Zagrasz mi coś? - zapytała, wskazując na gitarę, stojącą w rogu pokoju.
- Jasne - uśmiechnąłem się i wziąłem gitarę, z powrotem siadając obok blondynki. - A co chcesz?
- Emm... Love yourself?
Zacząłem grać, a potem dołączyłem śpiew. Patrzyłem w jej piękne niebieskie oczy. Gdy skończyłem grać, przybliżyłem się do niej. Nie chciałem tego... Taa, kogo ty oszukujesz... Delikatnie musnąłem jej wargi, o dziwo dziewczyna odwzajemniła pocałunek. Trwaliśmy w tej wspaniałej chwili jakiś czas, aż zabrakło nam powietrza. Odsunąłem się od niej.
- Jeju... przepraszam cię. Nie powinienem. - podrapałem się nerwowo po karku.
- Charlie, spokojnie, wiem to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. To nic nie znaczyło. - uśmiechnęła się słabo. Nie śmiało złapałem jej dłoń.
- Przyjaciele. - uśmiechnąłem się. Szkoda, że ona nie czuje tego, co ja...
~Rosalie~
Godzinę przed spotkaniem zaczęłam się szykować. Hmm, mam ubrać się ładnie... Sukienka? Okej, why not? Wybrałam zestaw i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, wysuszyłam i wyprostowałam włosy, przebrałam się i umalowałam.
Idealnie się wyrobiłam, bo po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi.
~Leo~
O umówionej porze byłem pod jej domem. Zadzwoniłem dzwonkiem, a drzwi otworzył mi jej tata.
- Dobry wieczór, Leo - uśmiechnął się i wpuścił mnie do środka. - Gdzie zabierasz moją córkę?
- A to jest niespodzianka - zaśmiałem się, wskazując dyskretnie ruchem głowy, że brunetka może podsłuchiwać.
- Okej, a teraz posłuchaj młody człowieku. - pan Johnson spoważniał. - Jeżeli skrzywdzisz moją córkę, to... - na schodach było słychać dźwięk uderzających o podłoże obcasów. - Ekhem... dobry z ciebie chłopak - odchrząknął, poprawiając kołnierzyk mojej koszuli, który wcześniej lekko ściskał. Uśmiechnąłem się niepewnie. W przedpokoju pojawiła się moja księżniczka. Wyglądała pięknie.
- Wow... - wykrztusiłem po chwili, a ona zachichotała.
- To my już idziemy - powiedziała do swojego taty.
- Tak, tak. Bawcie się dobrze i grzecznie mi tam. - spojrzał na mnie znacząco, a ja głośno przełknąłem ślinę. Gdy wyszliśmy z domu, dziewczyna złapała mnie za rękę. Jak mi tego brakowało...
- Mam nadzieję, że mój tata cię nie wystraszył. - zaśmiała się.
- Nieee - przeciągnąłem samogłoskę.
Kiedy byliśmy już blisko celu, przystanąłem na chwilę i zawiązałem jej oczy. Weszliśmy na pomost, więc zdjąłem jej bandanę z oczu.
- Wow...
Charlie i Sarah na prawdę się postarali. Usiedliśmy na kanapie i zaczęliśmy jeść posiłek przygotowany przez moją mamę. Gdy zjedliśmy, postanowiłem zacząć rozmowę.
- Rose, muszę ci coś powiedzieć...
____________________________
#Polsattime!
Hej, hej, hej!
Dawno mnie nie było... chwilowy brak weny i czasu, ale już powracam. Dzisiaj krótko, ale i tak jestem szczęśliwa, że wgl coś udało mi się napisać. No, także ten... Cieszmy się! Db nie będę się rozgadywać. Dziękuję za ponad 15k! Wow, wow, wow! Kocham Was!
No to co? Standardowo...
10 KOMENTARZY=NEXT
Do niedzieli, moje kraby <3
~Natalka~
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Przegląd miesiąca:
Liczba wyświetleń w tym miesiącu: 3093
Najczęściej wyświetlane posty:
- #17 "I know this girl, She got a beautiful smile... ~ 361 wyświetleń
- #15 I think I love him ~ 209 wyświetleń
- #16 "Dziękuję... znowu" ~ 201 wyświetleń
- Przegląd misiąca + informcja ~ 123 wyświetlenia
- #1 LBA ~ 114 wyświetleń
Odbiorcy:
Polska - 3047 wyświetleń
Portugalia - 22 wyświetlenia
Stany Zjednoczone - 8 wyświetleń
Niemcy - 4 wyświetlenia
Francja - 2 wyświetlenia
Indie - 2 wyświetlenia
Holandia - 2 wyświetlenia
Rosja - 2 wyświetlenia
Wielka Brytania - 1 wyświetlenie
Kenia - 1 wyświetlenie
Ilość wszystkich komentarzy: 37
Dziękuję Wam za tyle wyświetleń, za wszystkie komentarze i za to, że w ogóle jesteście. <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






















