*tydzień później*
~Rosalie~
Nie mogę uwierzyć, że za tydzień chłopaki wyjeżdżają w trasę. Możliwe, że już nigdy więcej nie zobaczę Leo. Mimo, że sama jestem przybita, pocieszam Sarę. Cały tydzień chodzimy na zakupy, do kina lub po prostu rozmawiamy. Blondynka nie chce mi powiedzieć o co chodzi, ale widzę, że bardzo jest zestresowana, przestraszona. Naprawdę się o nią martwię. W międzyczasie spotykałam się z Leondre. Mam nadzieję, że kiedy już wyjadę, spotka dziewczynę, która naprawdę będzie go kochała. On jest wspaniałym chłopakiem, zasługuje na szczęście. Kocham go, na prawdę go kocham. Moje przemyślenia przerywa pukanie do drzwi, po chwili pojawia się w nich brunet. Od razu wstaję, podbiegam do niego i rzucam mu się na szyję.
- Aż tak się stęskniłaś? - zapytał ze śmiechem. Przytaknęłam głową, a on jeszcze bardziej mnie do siebie przytulił.
- Nie chcę, żebyś wyjeżdżał - szepnęłam.
- Ja też - westchnął i usiadł na łóżku, ciągnąc mnie na swoje kolana. - Ale teraz nie smućmy się, mamy jeszcze tydzień. Uśmiechnij się, kochanie. - delikatnie mnie pocałował.
- Kocham cię tak bardzo, że aż boli. - wtuliłam się w niego mocniej.
~Sarah~
Odkąd dowiedziałam się, że Jennifer jest w szpitalu, nie spotykałam się z Charliem. Jest mi bardzo ciężko, bo naprawdę go kocham. Ale jeżeli będę się z nim spotykać, ktoś z mojej rodziny lub przyjaciół na tym ucierpi. Muszę o nim zapomnieć. Żeby to było takie proste... Kiedy słyszę dzwonek do drzwi, wstaję z kanapy, na której właśnie leżałam, i otwieram. W progu zobaczyłam Charliego.
- Charlie... - westchnęłam. - Prosiłam cię o coś... - nie zdążyłam dokończyć, bo blondyn mnie pocałował.
- Sarah... - zaczął.
- Dlaczego to zrobiłeś?! - krzyknęłam, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
- Bo cię do jasnej cholery kocham! - również krzyknął.
- Nie możesz, Charlie. Nie możesz mnie kochać. Odejdź stąd, zostaw mnie, zapomnij. Błagam.
- Ale...
- Charlie, proszę. Jeśli mnie kochasz, zostaw mnie. - blondyn pokiwał głową, a ja ostatni raz go przytuliłam. - Żegnaj na zawsze. Zapomnij co było. Przepraszam za kłopot. Dziękuję za miłość. - chłopak odszedł, a ja zsunęłam się plecami po drzwiach.
Po chwili otrzymałam wiadomość. Drżącą dłonią wyjęłam komórkę z kieszeni i otworzyłam ją.
Od Nieznany:
Nie posłuchałaś mnie...
- Sarah, co jest? - znikąd pojawiła się obok mnie Rose.
- Wszystko w porządku - uśmiechnęłam się sztucznie.
- My z Leo wychodzimy do skateparku. Idziesz z nami czy zostać z tobą? - zapytała z troską.
- Ja się prześpię, idźcie sami. - posłałam jej słaby uśmiech i weszłam po schodach. U szczytu spotkałam Leondre.
- Leo, błagam cię. Pilnuj jej - szepnęłam mu do ucha, po czym weszłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko, zalewając się łzami.
~Leondre~
Nie wiem o co jej chodziło, ale brzmiało poważnie. Schodzę po schodach i przy drzwiach zauważam moją księżniczkę.
- Martwię się o nią - powiedziała, wtulając się w mój tors.
- Chcesz z nią zostać?
- Nie, powiedziała, że pójdzie spać. Idziemy?
- Tak. - ująłem jej dłoń i ruszyliśmy w stronę skateparku.
Droga minęła nam w ciszy. Rose się zamyśliła i nie zauważyła, że już jesteśmy.
- Kochanie? - machnąłem jej ręką przed twarzą.
- Mówiłeś coś? - spojrzała na mnie, a ja się zaśmiałem.
Ustawiłem na ziemi deskę.
- Chodź - wystawiłem w jej stronę ręce. Po chwili dziewczyna stała na deskorolce, trzymając mnie za ramiona. - Powoli się odepchnij. Bardzo dobrze.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałem na wyświetlacz - "Mama". Odszedłem kawałek od Rose i odebrałem.
- Tak, mamo?
- Przyjdziesz z Rosalie na obiad? - zapytała. Odwróciłem się w stronę, gdzie powinna stać Rose. No właśnie... powinna. Nerwowo zacząłem się rozglądać. Na ziemi pozostała deskorolka i jej torebka. - Halo, Leo? Coś się stało?
- Rose zniknęła - powiedziałem łamiącym się głosem i złapałem się za głowę. Gdzie ona do cholery jest?!
- Jak to zniknęła?!
- No odwróciłem się dosłownie na chwilę, bo zadzwoniłaś, a teraz jej nie ma. Sarah mówiła, że mam ją pilnować. Cholera!
- Synku, spokojnie... - nie słuchałem już dalej. Wziąłem deskę i torebkę mojej dziewczyny, i szybko pobiegłem do jej domu. Zadzwoniłem do drzwi, które otworzyła mi Sarah.
- Leo? Gdzie jest Rose? - zapytała drżącym głosem.
- Zniknęła. - blondynka spojrzała na mnie przestraszona. Po chwili jej telefon zabrzęczał, informując o przyjściu wiadomości. Odczytała ją i bardzo pobladła.
- Sarah, co się stało? - dziewczyna pokazała mi telefon. - Mam nadzieję, że pożegnałaś się z siostrą - przeczytałem na głos. - Sarah, o co tu, kurwa, chodzi?!
_____________________________
Pozdrawiam Natalkę Stoszko <3 Masz tego fejma xD
Przechodząc do rozdziału... Hmm, dreszczyk emocji. Jak myślicie, co się stało z Rosalie? Ja nic nie zdradzę. Nie mam pomysłu na notkę, także no. Dziękuję za ponad 17k wowoowowoow nie spodziewałam się tak wielkiej liczby! Dziękuję z całego mojego małego serduszka!
Ja się żegnam i do zobaczenia w następnym!
Pa :*
Ostatnio jest bardzo mało komentarzy i smutno mi z tego powodu :(
~Natalka~
ZAMKNIĘTY Jeżeli czytałaś/łeś tego bloga, kontynuację znajdziesz na wattpadzie. Link w zakładce "Kontakt i social media"
sobota, 23 lipca 2016
sobota, 16 lipca 2016
#19 "Żegnaj, Charlie..."
~Rosalie~
Zostaję obudzona przez brunet pocałunkiem, który od razu oddaję.
- Dzień dobry, kochanie - mruczę, kiedy się od siebie odrywamy.
- Hej, słońce. Wstawaj.
- Ale mi jest tak wygodnie... - odwracam się od niego i przytulam do poduszki. Chłopak zaczyna mnie łaskotać.
- Le-o... prze-e-sta-ań, pro-oszę - mówię przez śmiech, ale on nie ma zamiaru przestać. Z całej swojej siły przewracam nas tak, że siedzę na jego biodrach i sama zaczynam go łaskotać. Jednak on jest sprytniejszy i szybko złącza nasze wargi.
- Potrafisz wykorzystać każdą sytuację - śmieję się. Po chwili obrywam poduszką.
- Ałł - jęknęłam, a Leo natychmiast mnie przytulił.
- Przepraszam, kochanie - powiedział i po raz kolejny dzisiejszego ranka, pocałował mnie. Oderwałam się od niego i wstałam, ciągnąc go za rękę. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na śniadanie. Kiedy byliśmy już przy schodach, chłopak złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię, niczym worek ziemniaków, na co cicho pisnęłam.
~Leo~
- Leondre, postaw mnie - powiedziała moja księżniczka, zanim wszedłem do kuchni.
- Momencik, skarbie - zaśmiałem się. - Dzień dobry - przywitałem się z rodziną brunetki.
- Ekhem - odchrząknął tata dziewczyny, dając mi do zrozumienia, że mam ją postawić. Ze skruchą to zrobiłem. Prawie zamordował mnie wzrokiem! Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść śniadanie. Na początku czułem się trochę skrępowany tym, jak pan Johnson na mnie patrzył, ale po tym Rosalie ujęła moją dłoń pod stołem, na co posłałem jej uśmiech.
- Dziękuję za śniadanie - powiedziałem, wstając od stołu.- Ja już się będę zbierał...
- Już? - Rose spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem i złapała moją dłoń. Kiwnąłem głową. - Ehh oprowadzę cię do drzwi. - Wstała i pokierowaliśmy się do korytarza, gdzie założyłem buty.
- Potem się odezwę - przyciągnąłem ją do siebie i musnąłem jej wargi, a brunetka zarzuciła mi ręce na szyję. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - cmoknęła moje usta, po czym opuściłem posiadłość jej dziadków.
~Sarah~
Aww oni są tacy słodcy. Wiedziałam, że będą razem. Kiedy Leo już poszedł, pociągnęłam Rose do mojego pokoju.
- Opowiadaj - powiedziałam, siadając na łóżku i przytulając poduszkę.
- Ale co? - no nie udawaj.
- No jak to się stało, że jesteście razem? - zapytałam podekscytowana.
- Ale my nie jesteśmy razem...
- Nie?! A myślałam, że...
- Żartuję - zaśmiała się. - No wczoraj zabrał mnie na kolację i powiedział mi coś pięknego...
- Jaki on jest romantyczny - westchnęłam, kiedy skończyła opowiadać. - Emm, muszę ci coś powiedzieć. Charlie mnie pocałował... - wydusiłam, na co dziewczyna pisnęła. - Ale wiem, że to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Szkoda, że on nie czuje tego, co ja...
- No nie smuć się. - przytuliła mnie.
- I jest coś jeszcze... - zawahałam się. - A nie. To wszystko - uśmiechnęłam się sztucznie. Nie będę jej martwić, to mój problem i nie będę jej narażać. Gdy Rose miała coś powiedzieć, zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pojawiło się imię "Emily", przeprosiłam siostrę i odebrałam.
- Co tam, misiek?
- Jennifer jest w szpitalu - powiedziała łamiącym się głosem. - Wyślę ci adres. - rozłączyła się.
- Sarah, wszystko okej? - zapytała z troską Rose.
- Jen jest w szpitalu - powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.
Po chwili na mój telefon przyszły dwie wiadomości. Jedna od Em, a druga od nieznanego numeru.
Od Emily x:
*adres*
Od Nieznany:
To było ostrzeżenie. Radzę się trzymać z dala od Charliego, bo nie wiadomo kto będzie następny.
Love, twój koszmar.
~Charlie~
Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zadzwonić do Sary i zaproponować jej spotkanie. Wybrałem numer blondynki, ale nie odebrała, więc spróbowałem ponownie - znów to samo. Za trzecim razem odebrała.
- Charlie, nie możesz do mnie dzwonić.
- Co? Ale... Co? Dlaczego? Czy to przez wczoraj?
- Ni... Tak. To nie powinno się wydarzyć. Najlepiej zapomnijmy o sobie i niech każdy żyje swoim życiem. Dzięki za wszystko. Żegnaj, Charlie. - rozłączyła się. Spierdoliłem...
_______________________
W prawdzie nie dobiliście 10 komentarzy, ale rozdział napisałam. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Zaczęłam trochę mieszać. Myślicie, że Charlie się podda i tak po prostu zapomni? Zobaczymy...
Tata dziewczyn taki "zazdrosny" *-* Wasi tatusiowie też są tacy troskliwi? Mój nie, aż tak, ale w małym stopniu tak xD.
Jak Wam mijają wakacje? Wybieracie się gdzieś? A może już byliście? Opowiadać! Chętnie poczytam.
Dobra, koniec tej gadaniny. Do następnego!
Pa :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Zostaję obudzona przez brunet pocałunkiem, który od razu oddaję.
- Dzień dobry, kochanie - mruczę, kiedy się od siebie odrywamy.
- Hej, słońce. Wstawaj.
- Ale mi jest tak wygodnie... - odwracam się od niego i przytulam do poduszki. Chłopak zaczyna mnie łaskotać.
- Le-o... prze-e-sta-ań, pro-oszę - mówię przez śmiech, ale on nie ma zamiaru przestać. Z całej swojej siły przewracam nas tak, że siedzę na jego biodrach i sama zaczynam go łaskotać. Jednak on jest sprytniejszy i szybko złącza nasze wargi.
- Potrafisz wykorzystać każdą sytuację - śmieję się. Po chwili obrywam poduszką.
- Ałł - jęknęłam, a Leo natychmiast mnie przytulił.
- Przepraszam, kochanie - powiedział i po raz kolejny dzisiejszego ranka, pocałował mnie. Oderwałam się od niego i wstałam, ciągnąc go za rękę. Ogarnęliśmy się i ruszyliśmy na śniadanie. Kiedy byliśmy już przy schodach, chłopak złapał mnie w pasie i przerzucił przez ramię, niczym worek ziemniaków, na co cicho pisnęłam.
~Leo~
- Leondre, postaw mnie - powiedziała moja księżniczka, zanim wszedłem do kuchni.
- Momencik, skarbie - zaśmiałem się. - Dzień dobry - przywitałem się z rodziną brunetki.
- Ekhem - odchrząknął tata dziewczyny, dając mi do zrozumienia, że mam ją postawić. Ze skruchą to zrobiłem. Prawie zamordował mnie wzrokiem! Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy jeść śniadanie. Na początku czułem się trochę skrępowany tym, jak pan Johnson na mnie patrzył, ale po tym Rosalie ujęła moją dłoń pod stołem, na co posłałem jej uśmiech.
- Dziękuję za śniadanie - powiedziałem, wstając od stołu.- Ja już się będę zbierał...
- Już? - Rose spojrzała na mnie zawiedzionym wzrokiem i złapała moją dłoń. Kiwnąłem głową. - Ehh oprowadzę cię do drzwi. - Wstała i pokierowaliśmy się do korytarza, gdzie założyłem buty.
- Potem się odezwę - przyciągnąłem ją do siebie i musnąłem jej wargi, a brunetka zarzuciła mi ręce na szyję. - Kocham cię.
- Ja ciebie też - cmoknęła moje usta, po czym opuściłem posiadłość jej dziadków.
~Sarah~
Aww oni są tacy słodcy. Wiedziałam, że będą razem. Kiedy Leo już poszedł, pociągnęłam Rose do mojego pokoju.
- Opowiadaj - powiedziałam, siadając na łóżku i przytulając poduszkę.
- Ale co? - no nie udawaj.
- No jak to się stało, że jesteście razem? - zapytałam podekscytowana.
- Ale my nie jesteśmy razem...
- Nie?! A myślałam, że...
- Żartuję - zaśmiała się. - No wczoraj zabrał mnie na kolację i powiedział mi coś pięknego...
- Jaki on jest romantyczny - westchnęłam, kiedy skończyła opowiadać. - Emm, muszę ci coś powiedzieć. Charlie mnie pocałował... - wydusiłam, na co dziewczyna pisnęła. - Ale wiem, że to był impuls. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Szkoda, że on nie czuje tego, co ja...
- No nie smuć się. - przytuliła mnie.
- Co tam, misiek?
- Jennifer jest w szpitalu - powiedziała łamiącym się głosem. - Wyślę ci adres. - rozłączyła się.
- Sarah, wszystko okej? - zapytała z troską Rose.
- Jen jest w szpitalu - powiedziałam, a po moim policzku spłynęła łza.
Po chwili na mój telefon przyszły dwie wiadomości. Jedna od Em, a druga od nieznanego numeru.
Od Emily x:
*adres*
Od Nieznany:
To było ostrzeżenie. Radzę się trzymać z dala od Charliego, bo nie wiadomo kto będzie następny.
Love, twój koszmar.
~Charlie~
Bardzo mi się nudziło, więc postanowiłem zadzwonić do Sary i zaproponować jej spotkanie. Wybrałem numer blondynki, ale nie odebrała, więc spróbowałem ponownie - znów to samo. Za trzecim razem odebrała.
- Charlie, nie możesz do mnie dzwonić.
- Co? Ale... Co? Dlaczego? Czy to przez wczoraj?
- Ni... Tak. To nie powinno się wydarzyć. Najlepiej zapomnijmy o sobie i niech każdy żyje swoim życiem. Dzięki za wszystko. Żegnaj, Charlie. - rozłączyła się. Spierdoliłem...
_______________________
W prawdzie nie dobiliście 10 komentarzy, ale rozdział napisałam. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Zaczęłam trochę mieszać. Myślicie, że Charlie się podda i tak po prostu zapomni? Zobaczymy...
Tata dziewczyn taki "zazdrosny" *-* Wasi tatusiowie też są tacy troskliwi? Mój nie, aż tak, ale w małym stopniu tak xD.
Jak Wam mijają wakacje? Wybieracie się gdzieś? A może już byliście? Opowiadać! Chętnie poczytam.
Dobra, koniec tej gadaniny. Do następnego!
Pa :*
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT
Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





