piątek, 7 października 2016

#25 "- Kocham cię..."

~Leondre~
- Rosalie! - krzyknąłem, gdy dziewczyna upadła na ziemię, a jej koszulka powoli zmieniała kolor na czerwony od krwi.
- Ani się waż do nie podchodzić, bo cię zabiję - syknęła Jess, kiedy chciałem wykonać ruch w stronę dziewczyny. - Jesteś taki głupi, przychodząc tu z jednym policjantem. Na prawdę, Leondre? Zero innego wsparcia?
- Nie wierzę, że to zrobiłaś - odezwał się Charlie, który teraz stał za brunetką.
- Charlie? Ja... ja ci wszystko wytłumaczę - powiedziała, odwracając się do mnie tyłem. I to był jej błąd. Szybko wyrwałem jej pistolet z dłoni, a Charlie w tym czasie złapał ją w tali, by nie mogła wykonać, żadnego ruchu przeciw nam. Greg, czyli policjant, zakuł Emily w kajdanki i zadzwonił po pogotowie i posiłki, po czym zajął się także brunetką. Podbiegła do nas Sarah, była cała roztrzęsiona, płakała i powtarzała, że to wszystko jej wina. Ukucnęła przy ciele swojej siostry i przytulała ją.
- Ona nie może umrzeć! - wykrzyknęła w niebo. - Boże, nie zabieraj mi siostry! - kiedy przyjechała karetka, odciągnęli blondynkę od Rose i natychmiast się nią zajęli. Nie mogłem na to patrzeć, na jej nie ruchome ciało, które powoli się wykrwawiało. Jednak najgorsze jest to, że nie mogłem nic zrobić. Ona mnie nienawidzi, mimo to poświęciła się dla mnie. Ten plan nie był dobrym pomysłem. Gdybym posłuchał Marty i nie wciągał w to policji, jej nic by się nie stało. To wszystko moja wina.

~Rosalie~ kilka godzin później
Z trudem otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą biały sufit. Gdzie ja jestem? Lekko uniosłam głowę, rozejrzałam się po pomieszczeniu i stwierdziłam, że jestem w szpitalu. Ugh, nienawidzę szpitali. Starałam się delikatnie podnieść, aby usiąść, jednak ból w okolicach brzucha uniemożliwił mi to i przypomniał o ostatnich wydarzeniach. Po chwili do sali wszedł lekarz.
- Widzę, że już się obudziłaś. To dobrze. - zapisał coś w swoich papierkach. - Zostaniesz tutaj tydzień...
- Ile?! - przerwałam mu. - Tydzień? - dodałam trochę ciszej.
- Tak, tydzień. Rana po kuli musi się zagoić, więc nie ma opcji, że wyjdzie pani stąd wcześniej. Zawołać kogoś? - zapytał.
- Proszę zawołać moją siostrę, tą blondynkę. - kiwnął głową i opuścił pomieszczenie. Do sali weszła Sarah. Tęskniłam za nią.
- Rose, słoneczko - wyszeptała, podchodząc do mnie. - Jak dobrze, że jesteś. Strasznie się o ciebie martwiłam. - przytuliła mnie, na co cicho syknęłam. - Przepraszam. - odsunęła się.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się słabo. - Co się stało po tym... no?
- Jeżeli chodzi ci o Emily i Jessicę, to są w areszcie i czekają na rozprawę sądową. Nadal nie mogę uwierzyć w to, że Emily to zrobiła. - złapała moją dłoń, kręcąc głową. - Leo się o ciebie bardzo martwił. To wszystko, co powiedział to był plan. On cię kocha. - uśmiechnęłam się lekko.
- Tęskniłam - wyszeptałam, nie hamując łez.
- Wszyscy tęskniliśmy. - posmutniała. - Chłopaki wyjeżdżają pojutrze.
- Żartujesz? - pokręciła głową. - Tak długo mnie nie było? Nie wierzę... Zawołasz go? - przytaknęła. Po chwili na jej miejsce przyszedł mój kochany chłopak.
- Rosalie, ja przepraszam. To wszystko moja wina, gdybym posłuchał Marty, ty byś teraz tutaj nie leżała. - po jego policzkach spływały łzy.
- Shh, kochanie. To nie twoja wina. - złapałam jego dłoń. Spojrzał na mnie tymi załzawionymi czekoladowymi oczami. Płaczący Devries to najgorszy widok na świecie. Potarłam dłonią jego policzek. - Kocham cię. - lekko się uśmiechnął i otarł łzy. Nachylił się i lekko musnął moje wargi, jakby bał się, że pod jego dotykiem się rozpadnę. Tęskniłam za tym, za całym nim. On jest moim narkotykiem. Nie chcę, żeby wyjeżdżał, ja nie chcę wyjeżdżać.

___________________
Rose żyje! Nie mogłabym jej zabić, za bardzo się przywiązałam xD Przepraszam, że ten rozdział jest beznadziejny, nie umiałam opisać całego tego planu i wgl :/ Db nieważne.
Buziaki :*
~Natalka~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz