wtorek, 29 marca 2016

#12 cz.2 "- Uważasz, że jestem gruby?"

~Leo~
- No stary, mów o co chodzi.
- Więc tak. Byłem dzisiaj u Simona i on powiedział, że...
- Poczekaj. Ja pójdę do toalety, a wy sobie na spokojnie porozmawiajcie. - Rose wstała od stołu.
Charls posłał jej delikatny uśmiech.
- No i? - nie mogłem już wytrzymać.
- Jess najprawdopodobniej usłyszała naszą rozmowę na imprezie. Simon powiedział, że... - blondyn zaczął nerwowo bawić się palcami. - że jeżeli z ją zostawię, to... to zerwie nasz kontrakt.
- Co?! Żartujesz? - zaprzeczył ruchem głowy. - Co on odpier... to znaczy, co mu do głowy strzeliło?!
- Spokojnie. Nie zostawię Jessici i wszystko będzie dobrze. Nie martw się, ja jakoś przeży...
- Nie, stary. Tak nie może być! Nie może cię zmusić do tego, żebyś był z nią na siłę.
- Hmm, jednak może. Dobra, stary. Ja idę do domu to wszystko przemyśleć, a ty idź dokończyć rand...
- To nie jest randka! - nagle obok nas pojawiła się Rose.
- Jasne, jasne. - zaśmiał się Charlie, na co posłała mu zabójcze spojrzenie. - Okay, to ja idę. Bawcie się dobrze. Tylko wiecie, ja nie chcę jeszcze być wujkiem.
Rose uderzyła go w ramię.
- Dobra, dobra. Rozumiem - powiedział blondyn rozmasowując bolące miejsce. - Cześć.
- No to co? Idziemy do tego skateparku? - zwróciłem się do brunetki.
- Nie chcę mi się. - mruknęła.
- Hmm, no to może... pójdziemy do mnie obejrzeć jakiś film, hmm?
- Okay, w sumie możemy. - wstałem, złapałem ją za rękę, na co uroczo się uśmiechnęła ~ myślała, że tego nie widzę ~ i ruszyliśmy w stronę wyjścia z kawiarni.

~Sarah~
Po filmie, który był dość fajny, dziewczyny musiały już wracać do domu. Postanowiłam trochę sama się powłóczyć na mieście. W pewnym momencie po drugiej stronie ulicy zauważyłam Charlie'go. Również mnie zauważył i mi pomachał. Szybkim krokiem podszedł do mnie.
- Hej. - pocałował mnie w policzek. - Co tutaj robisz sama?
- Moje przyjaciółki musiały wracać do domu, a ja miałam ochotę pospacerować. A ty? - uśmiechnęłam się.
- Właśnie wracam do domu. Przepraszam, ale trochę mi się spieszy. Może spotkamy się jutro? - pokazał rząd lśniących zębów.
- Pewnie, to gdzie i o której się spotkamy?
- Przyjdę po ciebie o 10, okay?
- Okay, to do zobaczenia. - pocałowałam go w policzek, na co się uśmiechnął.
- Do zobaczenia. - odszedł w swoją stronę.
Poczułam, że w mojej kieszeni wibruje telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: "Mama". Odebrałam.
- Tak, mamo?
- Za ile będziesz w domu? Za pół godziny będzie obiad.
- Już wracam. Będę za dziesięć minut.
- Dobrze. Zadzwoń do Rose i zapytaj, czy będzie na obiedzie. Babcie mi mówiła, że wyszła z jakimś brunetem. Znasz go?
- Okay, zadzwonię. Nie, nie wiem kto to, zapytam. Coś jeszcze?
- Nie. Pa. - rozłączyła się.
Hmm, ciekawe z kim wyszła Rose?

Do Rose x:
Będziesz na obiedzie? Z kim jesteś? Kto to ten brunet, o którym mówiła babcia?

Po chwili dostałam odpowiedź.

Od Rose x:
Nie, nie przyjdę na obiad. Jestem z Leo. Próbuje mnie do siebie przekonać xD

Do Rose x:
I udaje się mu to?

Od Rose x:
Małymi kroczkami... Ale nie myśl sobie, nic z tego nie będzie. Dobra, wraca. Do zobaczenia w domu.

Do Rose x:
Dobra, jeszcze zobaczymy, czy nic z tego nie będzie xD Tylko grzecznie tam, nie chcę być jeszcze ciocią. Pa <3

Od Rose x:
Co wy z tym wszyscy macie? Hahah

Do Rose x: 
Z czym?

Od Rose x:
Pogadamy w domu.

Powoli wracałam do domu. Zadzwoniłam do mamy, żeby powiadomić ją, że Rosalie nie będzie na obiedzie. Po kilkunastu minutach byłam już w domu, w którym unosił się wspaniały zapach spaghetti. Prawie całą rodziną zjedliśmy pyszny posiłek. Pozmywałam naczynia, po czym poszłam do swojego pokoju. Postanowiłam zrobić wieczór filmowy. Przebrałam się w wygodniejsze ubrania.


Zrobiłam popcorn i włączyłam film na laptopie.


~Rosalie~
 Po kilkunastu minutach byliśmy już pod domem bruneta. Nie ukrywam, że posiadłość bardzo mi się spodobała. Nie była duża, ale bardzo zadbana.

Gdy weszliśmy do domu, okazało się, że jesteśmy sami.
- To ty idź do mojego pokoju. Jest na piętrze, na drzwiach będzie pisało "Leo" znajdziesz. Ja zrobię popcorn. 
- Okay. - uśmiechnęłam się lekko.
Rzeczywiście, gdy weszłam po schodach od razu rzuciły mi się w oczy drzwi z imieniem bruneta. Weszłam do środka. No nie powiem, całkiem ładnie urządzony.
Usiadłam na łóżku i czekałam.

_______________________________________________________________________________
Chamska Reklama!
Ap ropo czekania. Na Wattpadzie zaczęłam pisać opowiadanie o Leo. Żeby nie było, że jestem jakąś sezonówką, to powiem, że po prostu on bardziej mi pasował do fabuły. Wkrótce wymyśle coś o Charliem :D. W każdym razie tu macie link --->  klik
_________________________________________________________________________________

Po kilkunastu minutach przyszedł chłopak.
- To co oglądamy? - zapytałam, gdy usiadł obok mnie.
- Horror! - wykrzyknął, włączając telewizor i podłączając go do laptopa.
- Ehh, nie będzie. - westchnęłam.
Już po kilkunastu minutach filmu, strasznie się bałam i co chwilę chowałam twarz w ręce.
- Możesz się do mnie przytulić, to nie będziesz się bała. 
- Zrobiłeś to specjalnie! Chciałeś, żebym cię przytuliła. - zaśmiałam się i zaczęła okładać go poduszką.
- Okay, okay, okay. Masz rację. Po prostu lubię się przytulać podczas filmów. No proszę, Rose.
- Ehh, jak ci tak bardzo zależy. - przytuliłam się do niego.
Poczułam dziwne ciepło rozchodzące się wewnątrz mojego ciała. Uuu... ktoś tu się zakochał... Podświadomość, zamknij się.
Kiedy film się skończył, Leo zaproponował, żebyśmy obejrzeli jeszcze jedną z części Harrego Pottera. Osobiście bardzo lubię te filmy, więc się zgodziłam.
- Leo, gdzie masz łazienkę?
- Na parterze, drugie drzwi po lewej. - wytłumaczył brunet, szukając filmu.
- Okay, zaraz wracam.
Schodząc po schodach, potknęłam się. Brunet przybiegł słysząc huk. Stojąc na szczycie schodów, zaczął się niekontrolowanie śmiać. Po chwili zaczął zchodzić, żeby mi pomóc. Ale oczywiście z niego taka sierota i również się wywrócił, lądując prosto na mnie.
- Złaź ze mnie, grubasie. - zepchnęłam go i wstałam na równe nogi.
- Uważasz, że jestem gruby? - oburzył się.
- No wiesz, do najlżejszych nie należysz. - chłopak pociągnął mnie za rękę i teraz ja wylądowałam na nim.
I nagle...

_______________________
Hmm... teraz mam dylemat, czy skończyć rozdział i zostawić Was w niepewności do niedzieli, czy skończyć w innym momencie...
Dobra, miejcie ten Dzień Dziecka wcześniej...
________________________________________

I nagle drzwi wejściowe się otworzyły i stanęła w nich mama Devries'a (hahahah myśleliście, że będzie buzi-buzi- c'nie? haha tak wiem jestem okropna xd też Was kocham <3)
- Em... dzień dobry. - wstałam zakłopotana.
- Dzień dobry. Przeszkodziłam w czymś?
- Nie - powiedziałam/
- Tak. - wszedł w mi w słowo Devries.
Spojrzałam na niego gniewnie.
- Dobrze, rozumiem. - zaśmiała się brunetka. - Mam nadzieję, że nie będę jeszcze babcią, prawda synku?
Jeju, co oni wszyscy z tym mają? My nawet nie jesteśmy razem. Jeszcze... Ej, podświadomość... no właśnie.
- Mamo, bez przesady. - zaśmiał się chłopak. - A to w ogóle jest Rosalie.
- A ja w ogóle jestem mamą Leo - zaśmiała się kobieta, podając mi dłoń. - Vicotria. Miło mi cię poznać.
- Mi również. - uśmiechnęłam się.
- To my pójdziemy do mnie. - Leo pociągnął mnie za rękę.
Weszliśmy do pokoju, chłopak zamknął drzwi.
- Czy to jest ten moment, kiedy się całujemy? - zaczął się do mnie zbliżać.
Cofałam się, aż drogę ucieczki zagrodziła mi ściana.

- Możesz pomarzyć. - odepchnęłam go i położyłam się na łóżku.

***
- Późno już. Będę się zbierać. - spojrzałam na zegarek, który wskazywał 10 pm.
- Nie pozwolę ci wracać samej o tej porze. Może zostaniesz na noc?
- Okay, ale tylko dlatego, że masz bardzo wygodne łóżko. - zaśmiałam się.
- Ooo, czyli śpimy razem? - zapytał z błyskiem w oku.
- Nie, to znaczy, że ja śpię w twoim łóżku, a ty nie wiem gdzie. Przecież twoja mama nie chce zostać babcią. - zaśmiałam się, a chłopak mi zawtórował.
- Ehh, no dobra. Tu masz ubranie do spania.
- Dzięki, to zaraz wracam.
- Tylko teraz się nie wywal! - usłyszałam za sobą i zaśmiałam się pod nosem.
Napisałam szybko sms do mamy, że nie wrócę na noc i żeby się nie martwiła.W łazience wzięłam prysznic. Niestety musiałam się umyć męskim żelem, gdyż tylko taki był na wierzchu. Ehh, teraz pachnę jak on. Choć nie mogę zaprzeczyć, że ten zapach jest całkiem, całkiem. Przebrałam się w rzeczy, które dał mi chłopak.
Wróciłam do pokoju i położyłam się do łóżka chłopaka. Brunet zgasił światło.
- No to dobranoc. - pocałował mnie w policzek i wyszedł.
Cały czas się wierciłam i nie mogłam usnąć. W pewnym momencie do pokoju wrócił Leo.
- Dlaczego nie śpisz? - zapytał.
- Nie mogę usnąć. Boję się trochę. - przyznałam.
- Chcesz, żebym spał z tobą?
Pokiwałam głową, a chłopak po chwili leżał już koło mnie i objął mnie ramieniem, tak żebym się w niego wtuliła.
- No to dobranoc, księżniczko. - pocałował mnie w czubek głowy.
Nie chciałam już robić awantury o tą "księżniczkę", gdyż byłam za bardzo zmęczona, ale rano mu się dostanie.


_______________________________________________________
Dam, dam, dam....
Ale się porobiło, czyżby Rose się zakochała? Hmm, zobaczymy. Nie będę się rozpisywać, bo czasu nie mam. Jutro szkoła, także no. Piszcie co sądzicie. Dla mnie ten rozdział jest tak przesłodzony, że aż rzygam tęczą i wydaję się mi trochę nudny. No, ale to moje zdanie, a moje zdanie jest nieważne xD.
Dobra, to do niedzieli moje kraby. 
Idk czemu kraby, ale dobra ;D
Bye bye
Ily :* xoxo
~Natalka~

P.S. 1.
Macie Dzień Dziecka dzisiaj też Was nie szantażuje. :P

P.S. 2.
Sry, że tak mało Sary i Charliego postaram się to zmienić ;D

P.S. 3.
I co sądzicie o tym maratonie? 
Jeżeli ktoś nie wie o co chodzi, to przeczytajcie sobie notkę pod ostatnim rozdziałem :D

niedziela, 27 marca 2016

#12 cz. 1. Am I feel in love? Noo...

~Rosalie~

- Podwinął ci się rękaw... - wskazał na moją rękę. Spojrzałam na nią, rzeczywiście mój rękaw był podwinięty. Powinnam bardziej uważać... - Przecież jasnowidzem nie jestem. - zaśmiał się, na co ja się delikatnie uśmiechnęłam.
- To dlaczego to robisz?
- Muszę odpowiadać? 
- Tak. - spojrzał na mnie z troską.
- Nie chcę do tego wracać. - zaczęłam bawić się palcami. - To był trudny okres w moim życiu.
- Dalej to robisz? - odpowiedziała mu cisza. - Hej, spójrz na mnie. - podniósł lekko mój podbródek. - Dalej to robisz?
- Od dwóch miesięcy nie. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Ale obiecaj mi, że już nigdy do tego nie wrócisz, okay?
- Okay. - brunet mnie przytulił. Zdziwiłam się na ten gest, ale poczułam się w jego ramionach nienaturalnie bezpieczna. Powoli zaczynam się do niego przekonywać. Nie jest taki zły jak myślałam.
- Umiesz jeździć na desce? - chłopak posłusznie zmienił temat.
- Nie bardzo. Kiedyś próbowałam, ale skończyło się tym, że złamałam rękę. - zaśmiałam się lekko.
- Widocznie miałaś złego nauczyciela. - zaśmiał się. - Przy mnie nic ci się nie stanie.
- Polemizowałabym, ale dobra. - Leo udał obrażonego.
- Jak chcesz, zaraz mogę ci załatwić kąpiel w jeziorze. 
- Wiesz, wolę jednak iść do skateparku. Idziemy? 
- Idziemy.
Chłopak złapał mnie za rękę. O dziwo nie wyrwałam jej. Rose, co się z tobą dzieje? Czyżbyś się zako...
- Nie!
- Co "nie"?
- Nic, nic. 
Jasne, jasne. Wmawiaj sobie...


~Charlie~
Wyszedłem z biura Simona z bałaganem myśli. To co tam usłyszałem było... okropne. To ultimatum... 
Muszę natychmiast porozmawiać z Leo. Wiem, że ma teraz randkę, ale to nie może czekać. Wybieram numer bruneta. Po kilku sygnałach odbiera.
- Co jest stary? Wiesz, że jestem teraz na randce...
- To nie jest randka! - słychać po drugiej stronie głos Rosalie. Zaśmiałem się cicho.
- Przepraszam. Ale mam pilna sprawę, to nie może czekać.
- Dobra. Możemy spotkać się w Starbucks'ie za 20 minut?
- Okay. To do zobacze...
- Czekaj, czekaj. Mogę wziąć Rose?
- No wiesz... dobra. Najwyżej chwilę na ciebie poczeka.
- Dobra dzięki. To do zobaczenia.
- No narka. - rozłączyłem się.
Szedłem powoli w stronę kawiarni. Myślałem o tym co usłyszałem od Simona. Nie wierzę w to.

~Leo~
Ciekawe co jest tak ważne, że nie mógł poczekać z tym do wieczora? No nic, pójdę to się dowiem.
- Przepraszam, skarbie, ale nie pójdziemy do skateparku. Muszę się spotkać z Charliem. Poczekasz chwilę na mnie, a potem pójdziemy gdzieś. Jeszcze nie wiem, gdzie, ale to się zobaczy.
- Okay. Po pierwsze: nie mów do mnie skarbie. Po drugie: Nie chcę Wam przeszkadzać. A po trzecie... trzeciego nie ma.
- Nie ma mowy. Idziesz ze mną, bo potem nie uda mi się cie wyciągnąć z domu.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale". - złapałem ją za nadgarstek - Chodź.
Szliśmy do kawiarni śmiejąc się i wygłupiając. Cały czas trzymałem brunetkę za rękę. Nie wyrywała jej, coś czuję, że powoli się do mnie przekonuje.
Po chwili byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do środka i zajęliśmy wolny stolik przy oknie. Czekając na blondyna, złożyliśmy zamówienia. Kilkanaście minut później dołączył do nas Charlie.
- No stary, mów o co chodzi.
- Więc tak. Byłem dzisiaj u Simona i on powiedział, że...

Ciąg dalszy nastąpi...

_________________________________________________________________________________________
Hej!
Wróciłam. Dzisiaj krótki i beznadziejny rozdział. Przepraszam Was za to, ale bardzo chciałam coś dodać. To jest część pierwsza tego rozdziału, druga będzie jutro lub we wtorek. 
Mam pomysł! Co Wy na to, żeby za tydzień w sobotę lub niedzielę zrobić maraton? Rozdziały byłyby krótkie, w zasadzie to byłyby bardziej części jednego rozdziału. Napiszcie, co sądzicie o tym pomyśle. Ja się z Wami żegnam i do następnego!
Ily :* xoxo
~Natalka~

P.S.
Dziękuję Wam za ponad 9k wyświtleń. Jesteście wspaniali :*
Z okazji świąt nie będę Was szantażować komentarzami. ;D

Wesołych świąt!

sobota, 5 marca 2016

#11 "Narasta ciśnienie, idzie uderzenie. Walnę prosto z mostu. A wokół po prostu, masakra."

~Rosalie~
- Ej! Proszę zostaw mnie. - piszczałam, kiedy zaczął mnie łaskotać. - Przestań, proszę zrobię wszystko!
- Wszystko? - potaknęłam. - Pocałuj mnie.
Co proszę?! Chyba śnię...

- Żartujesz, prawda? - zapytałam, na co on potrząsnął głową na "nie" z poważną miną.
Wypuściłam głośno powietrze i już miałam coś powiedzieć, ale on przerwał mi śmiechem.
- Żebyś ty widziała swoją minę - powiedział przez śmiech. - No już, uśmiechnij się. - wbił mi palec w żebra. - Żartowałem.
- Jesteś idiotą. - powiedziałam i poszłam przed siebie. Jednak brunet nie dał za wygraną i szybko do mnie podbiegł.
- No nie obrażaj się. Tylko żartowałem. Uśmiechniesz się?
- Nie.
- No proszę. - zrobił minę kota ze Shreka.
Jakie on ma cudne oczy... Zaraz, co? Rosalie, ogarnij się!

~Leo~
Tak na prawdę wcale nie żartowałem, ale jak ja mogłem pomyśleć, że mnie pocałuje od tak? Najlepszym wyjściem było obrócić wszystko w żart. Mam tylko nadzieję, że nie będzie na mnie zła.
- Jesteś na mnie zła? - zapytałem przerywając niezręczną ciszę. Devries, jesteś idiotą! Będzie teraz strasznie niezręcznie.
- Tylko trochę. Nie mów więcej takich rzeczy, okey?
- Okey. A teraz się uśmiechniesz? - zaprzeczyła głową, na co ja zacząłem śpiewać, a raczej fałszować refren z Keep Smiling. (Chyba wiecie, jak to brzmi? - od aut. ;D). Na co ona roześmiała się swoim idealnym śmiechem. Dla mnie cała jest idealna.
- Przy tobie... a raczej z ciebie nie da się nie śmiać. - zaśmiała się.
- Sądzisz, że nie umiem śpiewać? - udałem obrażonego.
- Tak.
- Dobra, skoro ja nie umiem, to może ty coś zaśpiewasz, hmm?
- To nie jest najlepszy pomysł. Raczej nie śpiewam w towarzystwie. - zmieszała się.
- Okey, nie nalegam. - złapałem ją za rękę. - Chodź, coś ci pokaże.

_________________________________________________________________________________

- Córeczko, ale ja nie mogę tego zrobić. Nie mogę go zmusić do kochania ciebie. To nawet lepiej, że sobie znalazł kogoś, kogo naprawdę będzie kochał. A tobie znajdę kogoś innego.
- Ale tatusiu... ja go kocham...
- Ale spójrz. Na przykład Jamie...
- Nie tato. Jeżeli tego nie zrobisz, to ja wyprowadzam się do matki i już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. To jak? Załatwisz to czy mam iść się pakować?
- Dobrze słonko...

_________________________________________________________________________________

~Charlie~
Jadłem spokojnie śniadanie, kiedy dostałem sms od naszego menadżera.

Od Simon x:
Za pół godziny przyjdź do mojego biura. Musimy pogadać. Leo nie będzie potrzebny.

Zdziwiła mnie ta wiadomość. "Leo nie będzie potrzebny", o co z tym chodzi? O czym Simon che ze mną rozmawiać bez Leo?  Cóż, pójdę, to się dowiem. Ubrałem się.


I po kilkunastu minutach byłem już pod budynkiem, w którym mieściło się biuro naszego menadżera.

~Rosalie~
Idziemy już dłuższą chwilę. Leo cały czas trzymał mnie za rękę. Nie powiem, że mi się to nie podobało, bo było... Moment, moment, moment... czy ty właśnie powiedziałaś, że CI SIĘ PODOBAŁO jak trzyma cię za rękę?! - podświadomość, zamknij się. Wcale tego nie powiedziałam. Taa... okłamuj się dalej... 
Z moich rozmyślań wyrwał mnie brunet gwałtownie się zatrzymując.
- Już jesteśmy. - rozejrzałam się dookoła.
- Wow. - tylko tyle byłam wstanie powiedzieć. Było tu tak pięknie.


(wyobraźcie sobie, że nie ma tam tych gór xD - od aut.)

Podeszliśmy bliżej i stanęliśmy przy brzegu.
- No to teraz mogę się zemścić, za to, że ponoć nie umiem śpiewać. - mruknął Leondre. Zanim zrozumiałam o co mu chodzi, on już trzymał mnie na rękach i niósł w kierunku wody.
Przerażona oplotłam go mocno rękoma wokół szyi i głośno krzyczałam. 
- Leo, błagam cię. Ja nie umiem pływać. - pisnęłam, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
- Dobrze, tym razem ci odpuszczę, ale tylko dlatego, że słodko się we mnie wtulasz. - szepnął mi na ucho, po czym postawił na ziemi. - Muszę tak robić częściej. 
Zaśmiałam się.
- Nie zrobisz mi tego. 
- A chcesz się przekonać? - zapytał z chamskim uśmieszkiem, niebezpiecznie się do mnie zbliżając.
Potrząsnęłam głową.
- Chyba raczej chcesz. - podbiegł do mnie i po chwili znów kierował się ze mną w kierunku jeziora.
- Nie! Nie błagam! - on się tylko zaśmiał. - Ty naprawdę pięknie śpiewasz. - zatrzymał się i spojrzał na mnie unosząc brew. -  Mówię  serio. A rapujesz jeszcze lepiej. - szepnęłam mu do ucha, przygryzając lekko wargę.
Może tak uda mi się go jakoś powstrzymać. 
- Nie przekonałaś mnie. - ruszył dalej.
O! Wiem, co zrobię! Najwyżej potem zwymiotuję. 
- A tak? - musnęłam lekko ustami jego policzek. 
Brunet natychmiast się zatrzymał i postawił mnie przed sobą. Spojrzał mi głęboko w oczy, potem zerknął na moje usta. No pocałuj mnie! - podświadomość, zamknij się. Wcale tego nie chcę. Nie chcę znowu cierpieć. 
- O nie kochasiu, na nic więcej nie licz. - roześmiałam się i usiadłam na trawie. Brunet stał jak wryty w ziemię, więc pociągnęłam go za rękę, zmuszając tym samym to usiądnięcia obok mnie.
Panowała niezręczna cisza.
- Dlaczego to robisz? - zapytał nagle.
- Co? Siedzę? Może dlatego, że...
- Nie o to mi chodziło. - przerwał mi. - Dlaczego się tniesz?
Zamurowało mnie. Skąd on to wie? Przecież nic o tym nie wspominałam...
- Skąd ten pomysł? - powiedziałam drżącym głosem. Super, teraz to na pewno zobaczył, że coś przed nim ukrywasz...
- Przecież wiem. Swój pozna swego. - podciągnął rękaw swojej koszuli, pod którym widniał "rysunek" składający się z linii. 


Nigdy bym nie powiedziała, że ten idealny chłopak, bez problemów, się tnie. Przynajmniej tak mi się wydawało...


 - Ale... jak? - wydukałam. 
- Podwinął ci się rękaw... - wskazał na moją rękę. Spojrzałam na nią, rzeczywiście mój rękaw był podwinięty. Powinnam bardziej uważać... - Przecież jasnowidzem nie jestem. - zaśmiał się, na co ja się delikatnie uśmiechnęłam.
- To dlaczego to robisz?

~Charlie~ *jakiś czas później*
Wyszedłem z biura Simona z bałaganem myśli. To co tam usłyszałem było... okropne. To ultimatum... 

Co Charlie usłyszał na spotkaniu?
Dlaczego Rose się tnie?
Czy przekonała się już do Leo?
Dowiemy się niebawem...

_________________________________________________________________________________

Hej Miśki!
Wracam do Was po przerwie. Nawet nie wiecie jak bardzo tęskniłam za tym blogiem, za Wami i w ogóle za pisaniem rozdziałów. Ale teraz już wracam. Nie będę się rozpisywać. Mam nadzieję, że rozdział się podobał i do następnego!
Ily :*

~Natalka~

9 KOMENTARZY = NEXT