niedziela, 31 stycznia 2016

#8 I beg you, forget about me ... I'm sorry, but I can't... + przegląd miesiąca

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem ;)
~Sarah~

- Wiesz to chyba nie Leo. - powiedziałam podając mu telefon. 
- Halo... Jess? 
- ...
- Tak, tak. Już jadę.
- ...
- Mhm. Cześć. - rozłączył się.
- Przepraszam, to była moja dziewczyna. Jessica. - zerknął na mnie.
- Nic się nie stało. - uśmiechnęłam się, co odwzajemnił.
Po kilku minutach byliśmy już pod domem moich dziadków. Miałam już wychodzić, ale powstrzymał mnie łapiąc za nadgarstek.
- A gdzie podziękowanie za podwózkę? - uśmiechnął się cwaniacko.
Uniosłam brew. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Wskazał na swój policzek.
- No okey. - udałam obojętną, a w środku skakałam z radości.
Cmoknęłam go szybko w polik.
- Okey, no to cześć. - uśmiechnęłam się wysiadając z samochodu. - Chwila... jak wrócisz do domu? Bo przecież nie tym samochodem.
- Poczekam na Leo. Zaraz powinien przyjechać.
- Aaa... to okey. Poczekam z tobą.
- No ja myślę. - puścił mi oczko.
Chwila, chwila, chwila. Czy on ze mną flirtuje? Nie... na pewno nie... Przecież ma dziewczynę...

~Rosalie~
Nareszcie mogę już jechać do domu. Jedyne o czym marzę to pójście spać w moim mięciutkim, ciepłym łóżku.
- No to jedziemy. - yhh... zapomniałam, że muszę wracać z nim. Co ja takiego zrobiłam?
- Nareszcie. - mruknęłam pod nosem.
Jechaliśmy już kilka minut w błogiej ciszy, którą oczywiście ktoś musiał przerwać.
- Może opowiesz mi coś o sobie? - zapytał zerkając na mnie.
- Słuchaj koleś. Walnąłeś mnie drzwiami, w ramach wynagrodzenia zawiozłeś do szpitala. Nie lubię... w zasadzie nienawidzę ani ciebie, ani tego twojego przyjaciela Chucka, Clariegio czy jak mu tam.
- Charlie. Ma na imię Charlie.
- Dobra. Nie przerywaj mi.Więc żeby było jasne. Ty zapominasz, że mnie poznałeś, ja też, co dla mnie nie będzie trudne i bez żadnego spoufalania się. I tak już przesadziłam mówiąc ci jak mam na imię. Więc teraz siedź cicho, patrz na drogę i zapomnij. Jasne?
- Nie obiecuje... - mruknął.
Z nim można dostać nerwicy. Wypuściłam głośno powietrze i już nikt się nie odzywał. Całe szczęście.
Po kilkunastu minutach byliśmy już pod domem moich dziadków. Zobaczyłam, że na podjeździe jest samochód babci, co oznacza, że Sarah już jest. Otwierałam drzwi, gdy poczułam ucisk na swoim nadgarstku.
- Co? - spojrzałam na niego.
- Mam tylko jedno pytanie. - Boże, czego on nie zrozumiał w zdaniu "Siedź cicho i zapomnij"? - Naprawdę mnie nienawidzisz czy powiedziałaś tak, bo byłaś zdenerwowana?
Cholera jasna! Zdenerwowana to ja jeszcze nie byłam!
- Naprawdę cię nienawidzę. - wysyczałam przez zęby. - Puścisz mnie?
- Poczekaj... - Człowieku czego jeszcze chcesz?! - Mówisz, że mnie nienawidzisz, a nawet mnie nie znasz... Przecież nie możesz stwierdzić tego po jednym wieczorze i nie miłym zapoznaniu...
- Wiesz co? Nie nienawidzę cię od dziś i za dziś. Ja cię nienawidzę za to, że twoje życie jest kolorowe i beztroskie. Mnóstwo dziewczyn, pieniądze, imprezy. Ja czegoś takiego nie mam. Jesteście chodzącymi perfekcjami! - łał pierwszy raz powiedziałam komuś w twarz jak bardzo go nienawidzę. Czuję ulgę.
- Moje życie wcale takie nie jest... no może w małej części, ale wiesz czego mi brakuje? Dziewczyny! Dziewczyny, która nie leci na moją sławę. Nie wiem dlaczego ci to mówię. - puścił mój nadgarstek. - Możesz iść i zapomnieć o tym co ci powiedziałem.
- A żebyś wiedział, że tak zrobię. Żegnam. - wyszłam z samochodu.
Zostawiłam go z rozczarowaniem wymalowanym na twarzy. Sory, ale ja nie jestem jedną z tych, którzy współczują osobą, których nienawidzę. Aczkolwiek to, że powiedział mi coś takiego... Nie! Nie interesuje mnie to. Mam nadzieję, że już go nigdy nie spotkam.

~Leo~
"- Nienawidzę cię... nienawidzę cię... nienawidzę cię..." - te słowa cały czas chodzą mi po głowie. Nienawidzi mnie za moją perfekcję... wcale nie jestem chodzącą perfekcją. Mam swoje problemy, moje życie nie jest beztroskie. Mimo, że jej słowa mnie zabolały i każdy racjonalnie myślący człowiek, zapomniał by o niej, ja nie mogę. Zaintrygowała mnie. Jeszcze udowodnię jej, że wcale nie jestem zadufaną w sobie gwiazdeczką. Zastanawia mnie jedno.... Po co jej tyle tych bransoletek na ręce... Devries, przecież to oczywiste!
Moje przemyślenia przerwał wchodzący do samochodu Charlie. Na jego twarzy, w przeciwieństwie do mnie, gościł szeroki uśmiech.
- Co mój mały Leoś - posłałem mu gniewne spojrzenie, ale nic sobie z tego nie zrobił. - taki markotny?
- Opowiem ci na miejscu, bo na trzeźwo nie dam rady.
- No okey. Ale tylko jedno piwo, bo twoja mama mnie zabije.
- Okey.
Po około dwudziestu minutach dojechaliśmy pod dom Jessici, gdzie odbywa się jej urodzinowa impreza. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do domu. Przywitaliśmy się ze znajomymi i poszliśmy wziąć sobie po piwie z lodówki. Otworzyliśmy je i poszliśmy do pokoju Jess - tam mogliśmy spokojnie porozmawiać.
- No mów młody co się stało. - zaczął Charlie.
- W zasadzie nie ma co opowiadać. Nienawidzi mnie... Powiedziała, że moje życie jest kolorowe, beztroskie, że mam zapomnieć, że kiedykolwiek ją poznałem. Powiedziała też, że jestem zadufaną w sobie gwiazdeczką. A wiesz co jest najgorsze? Że kazała mi zapomnieć, a ja nie jestem w stanie tego zrobić... - wydusiłem z siebie spuszczając głowę.
- Stary... musisz coś zrobić, żeby zapomnieć. Poznaj jakąś dziewczynę czy coś. Może to pomoże ci zapomnieć...
- Ale chodzi o to, że ja jej nie chcę zapomnieć. Chcę jej udowodnić, że jestem inny niż jej się wydaje.
- Młody, a ty się przypadkiem nie zakochałeś? - spojrzał na mnie uśmiechając się łobuzersko.
- Co? Nie! Znaczy nie wiem... może... - plątałem się w swojej wypowiedzi.
- To może spróbuj z nią jeszcze porozmawiać. Obstawiam, że nie masz jej numeru?
- Co ty. Ledwo chciała mi powiedzieć jak ma na imię, a co dopiero numer mi dać.
- Masz szczęście, że mi poszło lepiej i mam numer jej siostry. - wyszczerzył się. - Poza tym przecież wiesz gdzie mieszka...
- Racja! Muszę do niej pojechać i z nią porozmawiać. A teraz gadaj ty. Byłeś bardzo szczęśliwy wchodząc do samochodu. Hmm? O co chodzi?
- Stary... ona jest po prostu idealna! - na jego twarz znów wrócił ten uśmiech.

~Jessica~
Impreza rozkręcała się w zawrotnym tempie. Brakowało tylko mojego chłopaka, ale powiedział, że przyjdzie to przyjdzie. Jednak zdziwiło mnie to, że gdy do niego zadzwoniłam odebrała jakaś dziewczyna. Nie to, że mu nie ufam, bo ufam, ale to było dziwne. Dziś moje siedemnaste urodziny, więc trzeba się bawić.
- Hej kochana! - podbiegła do mnie Amber, moja przyjaciółka.
- Hej! - dałam jej buziaka w policzek. - Jak tam? Podoba ci się impreza?
- Jest świetnie. Tylko nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie ten przystojniak Leo. - tak, Amber bardzo podoba się przyjaciel Charliego.
- Spokojnie, za niedługo przyjdą. Chodź, napijemy się czegoś. - pociągnęłam ją za rękę w stronę kuchni.

~Godzinę później~
Jakiś palant oblał mi moją ulubioną bluzkę. Muszę iść się przebrać, przecież nie mogę na swojej imprezie mieć uplamionej  koszulki. Szłam korytarzem prowadzącym do mojego pokoju. Miałam już pociągnąć za klamkę, ale ze środka pomieszczenia usłyszałam znajome głosy - Leo i Charliego. Wiem, że nie powinnam, ale postanowiłam podsłuchać ich rozmowę.
- Stary... ona jest po prostu idealna! - powiedział mój chłopak. - Nie dość, że ładna to jeszcze zabawna i mądra... - głośno westchnął. Jaki on jest kochany! Mówi o mnie takie dobre rzeczy do swojego kumpla! - pomyślałam.
- No nieźle ci ta BLONDYNKA zawróciła w głowie. - powiedział Leo. Chwila jaka blondynka?! Przecież ja mam brązowe włosy! O kogo chodzi?!
- Chyba się zakochałem... - westchnął Charls. - Muszę zerwać z Jess, ale nie dzisiaj. Przecież nie chcę zepsuć jej urodzin. Nie tak prędko! Nie pozwolę ci odejść!  Muszę coś wymyślić... Już wiem! Muszę porozmawiać z ojcem. 

~Charlie~

- Chyba się zakochałem... - westchnąłem. - Muszę zerwać z Jess, ale nie dzisiaj. Przecież nie chcę zepsuć jej urodzin.
Nagle drzwi od pokoju się otworzyły. Stała w nich Jess. Spojrzałem na Leo z przerażeniem. Ups...

~Rosalie~
- Słuchaj... cicho nie śmiej się już... haha...
- Dobra... no co było dalej?
- Powiedziałam mu, że go nienawidzę. - zaśmiałam się, a ona razem ze mną. - Żałuj, że nie widziałaś jego zawiedzionej miny...
- Biedaczek myślał, że cię wyrwie,a tu takie rozczarowanie... - znowu zaczęła się śmiać.
- Dobra Vicki... - spojrzałam na zegarek. - Ja już muszę lecieć.
- Okey... hahaha... kocham cię
- Pa. Ja ciebie też. - wysłałam jej buziaka.
- Pa. - rozłączyła się.
Już wyjaśniam. Vicky to moja najlepsza przyjaciółka. Mieszka w Yorku zaraz obok mnie. Tak strasznie za nią tęsknie... Chociaż tyle, że mogę z nią teraz rozmawiać przez Skype. Wyłączyłam laptop, wzięłam piżamę i poszłam z nią do łazienki. Po szybkim prysznicu przebrałam się w piżamę, wysuszyłam włosy i wróciłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i od razu usnęłam.

Czy Rose przekona się do Leo?
Czy Charlie bez problemów zerwie z Jess?
Co ona kombinuje?
Dowiemy się niebawem...

_______________________________________________________________________________
Hej Misiaki!
Łał... dużo się dzisiaj wydarzyło, nie? Mam nadzieję, że długość Wam odpowiada ;). Kto jutro idzie do szkoły? A kto zaczął ferie? Ja niestety jutro wracam do szkoły :( . Rozdziały będą pojawiać się w środy i soboty lub niedziele. Postaram się, żeby były gdzieś takiej długości. Co sądzicie o Jess? Według mnie jest bardzo zazdrosna i nieobliczalna. Powstała zakładka "Bohaterowie" gdzie możecie bardziej poznać postacie występujące w tym opowiadaniu. Zapraszam :). A zapomniałabym! Dziękuję Wam z całego serca za 3000 wyświetleń. Wow! Jest pod wrażeniem Waszych możliwości. Dziękuję Wam bardzo <3.
A teraz zapraszam na przegląd miesiąca. ;)

Liczba wyświetleń w tym miesiącu: 3 148
Najczęściej wyświetlane posty:
  •  #3 Why are you stiil on my mind?   291 wyświetleń
  • #1 Give me a break!  203 wyświetlenia
  • #2 Memories come back  195 wyświetleń
  • #6 Is it a joke, truth? No?! Damn...  189 wyświetleń
  • Prolog: Inni, a jednak tacy sami... 182 wyświetlenia
\Odbiorcy:
Polska - 3031 wyświetlenia
Kenia - 29 wyświetlenia
Ukraina - 27 wyświetleń
Stany Zjednoczone - 20 wyświetleń
Niemcy - 14 wyświetleń
Słowacja - 11 wyświetleń
Belgia - 9 wyświetleń
Hiszpania - 2 wyświetlenia
Austria - 1 wyświetlenie
Meksyk - 1 wyświetlenie

Ilość wszystkich komentarzy: 66

Dziękuję Wam za tyle wyświetleń, za wszystkie komentarze i za to, że w ogóle jesteście. <3
Ily :* xoxo
~Natalka~

KOMENTARZ=MOTYWACJA





poniedziałek, 25 stycznia 2016

#7 I hate you/I love you

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem ;D

~Rosalie~ 04:00 pm
Dziś dzień, na który tak długo czekałam! Dzień koncertu najlepszych chłopaków w całej Anglii. Tia... czujecie ten sarkazm, nie? Kiedy ja będę umierać z nudów, Sarah będzie w siódmym niebie. Za dwie godziny koncert, ehh...

~Sarah~
Yeah! Jestem tak podekscytowana. Nie mogę się doczekać. Nareszcie zobaczę moje aniołki - Leo i Charlie'go. Rozmarzona opadłam na łóżko.

~05:15 pm~
- Rose, chodź już, bo się spóźnimy! - krzyknęłam z salonu.
- Idę! - odkrzyknęła i po chwili stała już obok mnie.
- To my idziemy - poinformowałam babcię, która koło nas przechodziła.
- Bawcie się dobrze - powiedziała uśmiechając się.
- Chodź, bo mam autobus ucieknie. - pociągnęłam Rosalie za rękę.
- Zaraz, zaraz - zatrzymała nas babcia. - Jakim autobusem? Weźcie mój samochód.
- Naprawdę? -wykrzyknęłam.
Potaknęła.
- Dziękuję babciu! - pocałowałam ją w policzek.
***
Przed chwilą weszłam na salę. Nadal nie mogę uwierzyć, że ich zobaczę. Z rozmyślań wyrwały mnie krzyki, spojrzałam na scenę. Już są! Nie wierzę! Cały mój świat na jednej scenie! Powiedzieli, że cieszą się, żę jest nas tak dużo oraz, że nas kochają. To było takie słodkie! Po chwili rozbrzmiały pierwsze dźwięki "Keep smiling"...

~Rosalie~
O niczym tak nie marzyłam, jak o tym, żeby przez jakieś trzy godziny siedzieć w różowym samochodzie babci o imieniu Bettany. Nie, to nie imię mojej babci, tylko samochodu. Tak, dla mnie też to jest zimne. Ale cóż pordzić.
***
Siedzę już w tym samochodzie jakieś trzy godziny, a Sary dalej nie ma. Martwię się o nią. Postanowiłam przejść się wokół budynku. Szłam i myślałam. Myślałam o czymś o czym nie chciałam myśleć, ale to było silniejsze ode mnie. W  mojej głowie cały czas siedzi Jamie. Nie chciałam o nim myśleć, ale on wparował z buciorami do mojego umysłu i nie chce wyjść. Kiedy przechodziłam obok tylnego wyjścia, poczułam mocne uderzenie w głowę. Jedyne co dalej pamiętam to ciemność...

~Leo~
Właśnie skończył się koncert. Bambinos są wspaniałe, dały nam tyle energii. Mieliśmy wyjść niezauważeni tylnym wyjściem. Spieszyliśmy się na imprezę urodzinową dziewczyny Charlsa. Ciężkie, metalowe drzwi zacięły się, ale po krótkim czasie wspólnymi siłami udało nam się je otworzyć. Otworzyliśmy je chyba trochę za gwałtownie, bo uderzyły zdezorientowaną dziewczynę, która straciła przytomność. Super, po prostu super. Charlie podszedł do niej, by sprawdzić puls.
- Żyje. - odetchnąłem z ulgą.
- To co z nią zrobimy? - zapytałem z zakłopotaniem drapiąc się po karku. - Przecież  nie możemy jej tu tak zostawić.
- Musimy ją zawieźć do szpitala. Rozcięliśmy jej łuk brwiowy.
- Racja. - stwierdziłem ją na ręce.
Poszliśmy do samochodu Charlie'go. Kiedy kładłem ją na siedzeniu, dziewczyna się ocknęła.
- Gdzie ja jestem? - spojrzała na mnie. - Co ty robisz? - zepchnęła moje ręce ze swojej talii. Ku mojemu zdziwieniu nie zaczęła piszczeć ani nic tych rzeczy.
- Yyy... ja... zawiozę cię do szpitala. - jąkałem się. Leo, ogarnij się! Jest ładna, ale uspokój się.
- Ale ja nie mogę. Sarah! Sarah pewnie się martwi! - próbowała wstać, ale zakręciło jej się w głowie.
- Charlie, pomożesz? - spojrzałem na blondyna.
- No okey. Kto to Sarah? - zapytał dziewczynę.
- Moja siostra. Ona się pewnie o mnie martwi. W ogóle czemu ja wam to mówię? Ja... ja muszę iść... - zatrzymałem ją łapiąc za nadgarstek .
- O nie. Ja cie prawie zabiłem, więc ja cię zawiozę do szpitala. Siadaj. - powiedziałem.
- Nie! Nigdzie z tobą nie jadę! Nie...
- Dobra, dobra. Jak ta twoja siostra wygląda? - przerwał jej Charlie.
- A po ci to? - warknęła.
- Może dlatego, że ją odwiozę? - stwierdził podnosząc brew.
- Jak tak bardzo chcesz... Jest ładną, szczupłą blondynką. Stoi pewnie koło różowego samochodu i odchodzi od zmysłów, bo jakaś gwiazdeczka nie chce mnie puścić.. - spojrzała na mnie groźnie i podała blondynowi kluczyki do auta. Zabolało mnie to określenie. Sam nie wiem dlaczego. Devries, ogarnij się!
Chłopak założył kaptur i okulary przeciwsłoneczne i poszedł w wyznaczonym kierunku.
- Wsiadaj. - powiedziałem i poszedłem usiąść na kierownicą. 
- To podchodzi pod porwanie. - stwierdziła słodko przygryzając wargę. STOP! Nie myśl tak o niej, Leo!
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc zaśmiałem się tylko pod nosem. Kiedy zobaczyła, że odpalam silnik, spojrzała na mnie z przerażeniem wymalowanym na twarzy i złapała mnie za rękę. Poczułem dziwne ciepło rozchodzące się po moim ciele.
- Nie jesteś za młody, żeby prowadzić? - zapytała.
- Tak, ale ma się swoje sposoby. - powiedziałem szczerząc się jak głupi do sera i pokazując jej prawo jazdy. Przełknęła ślinę i szybko zabrała rękę. 
Podczas podróży panowała niezręczna cisza, więc postanowiłem ją przerwać.
- Jak masz na imię?
- Nie twój interes. - warknęła.
- Ładne imię. - droczyłem się z nią. - A tak na serio?
- Rosalie. - powiedziała już trochę milszym tonem, nadal patrząc w okno.
- Ja jestem Leondre, ale możesz mówić mi Leo.

~Rosalie~
Uśmiechnęłam się. Chwila... co ja zrobiłam?! Uśmiechnęłam się do tego "patafiana"?! Boże, Rose co się z tobą dzieje? Pamiętaj, NIE LUBIMY GO! N-I-E  L-U-B-I-M-Y. - moja podświadomość ma rację.
- Znam cię.
- Ooo! Bambino? - zapytał robiąc duck face.
Nie mogę zaprzeczyć wyglądało to słodko. Chwila... co?!
- Nie, wręcz przeciwnie... - mruknęłam.
- Aaa... to wyjaśnia twój "entuzjazm"... 
- Tia... wiesz jak dla mnie jesteście zadufanymi w sobie gwiazdeczkami i w zasadzie nie rozumiem tej całej podniety na wasz widok. No ale każdy ma swój gust... - powiedziałam to, co o nim myślałam. Po co miałam owijać w bawełnę i udawać, że nic do niego nie mam, jak jest inaczej? Zauważyłam, że posmutniał, ale co mnie to obchodzi. Postanowiłam nie zwracać na niego uwagi i dalej "podziwiać krajobraz" za oknem.
Reszta drogi minęła nam w milczeniu.

~Sarah~
Koncert był niesamowity!Spełniło się moje marzenie. Zobaczyłam ich. Gdy koncert się skończył poszłam w stronę samochodu, w którym powinna siedzieć Rose. No właśnie, powinna. Gdzie ona do cholery jest?Czekam... pięć minut... dziesięć minut... piętnaście minut... dwadzieścia minut... Nagle usłyszałam znajomy głos, ale nie należał on do mojej siostry. 
- Ty jesteś Sarah? - zapytał zakapturzony chłopak w okularach przeciwsłonecznych.
- Tak... kim jesteś? - zapytałam drżącym głosem.
Chłopak zdjął okulary, a ja zaniemówiłam.
- Charlie?! - pisnęłam. - Charlie Lenehan?!
- Tak, ale ciii... - przyłożył mi palec do ust, a ja się zarumieniłam. - Nie chcę być napadnięty przez paparazzi.
- Ale... jak ty? Skąd mnie znasz? - jąkałam się.
- Twoja siostra... ymm... w zasadzie nawet nie wiem jak ma na imię...
- Rosalie.
- No, no to Rosalie miała mały wypadek - już miałam coś powiedzieć, ale mi przerwał. - Nie martw się, żyje i właśnie Leo wiezie ją do szpitala, bo miała "bardzo miłe" spotkanie z drzwiami i rozcięliśmy jej łuk brwiowy. A moim zadaniem jest odwieźć cię tym o to różowym samochodem. - wskazał na auto, o które się opierałam.
- No okey. - udałam obojętną,a w środku skakałam z radości. - Ale jeżeli coś jej się stanie, to nie ręczę za siebie. - zagroziłam.
Spojrzał na mnie unosząc brew, a po chwili wybuchnęliśmy śmiechem. W tym momencie nie czułam się jakbym rozmawiała z moim idolem, tylko z przyjacielem, którego znam od lat. Wsiedliśmy do samochodu. Podróż mijała nam na śmiechu, wygłupianiu się i poznawaniu. Gdy byliśmy już niedaleko domu moich dziadków, zadzwonił telefon Charlsa.
- Odbierzesz, skarbie. To pewnie Leo. - powiedział puszczając mi oczko. Zarumieniłam się. Nie patrząc kto dzwoni, kliknęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Charlie, kochanie?! - posłałam Charliemu zdziwione spojrzenie.
- Wiesz to chyba nie Leo. - powiedziałam podając mu telefon.
- Halo?... Jess?


Kim jest Jess?
Czy Leo poczuł coś do Rose?
Czy Rosalie przekona się do duetu?
Jak potoczy się ta znajomość?
Zakończy się szybko?
Czy potrwa dużej?
Dowiemy się niebawem...

___________________________________________________________________________________
Hejka!
Jest długo wyczekiwana siódemka. :D Wreszcie bohaterowie się spotkali, także teraz z górki. Mam nadzieję, że rozdział w miarę okey. Nie przedłużam i żegnam :*
Ily :* xoxo
~Natalka~

Pozdrawiam konfe Bambinoski i Bamek tata 8)
<3






środa, 20 stycznia 2016

#6 Is it a joke, truth? No?! Damn...

~Sara~
Za trzy dni będzie koncert moich idoli! Nareszcie ich zobaczę! Razem z Jennifer i Emily zaczęłyśmy skakać i piszczeć. Tak, dziewczyny też są Bambino.
- Nareszcie zobaczę moich mężów! - pisnęła Emily.
W tym momencie nie obchodziło nas, że ludzie się na nas dziwnie patrzą, ważne było to, że spełnią się nasze marzenia. Postanowiłyśmy jednak nie iść do naszego miejsca, tylko do galerii handlowej kupić jakieś ubrania na koncert.

~Rosalie~
Po zjedzonym posiłku, poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i żeby zapomnieć o tym debilu (czytaj Jamiem xD), włączyłam Playlistę z piosenkami mojego ulubionego zespołu - R5. Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.

~dwie godziny później~
Obudził mnie trzask zamykanych drzwi. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Sarę. Była tak szczęśliwa, jak chyba jeszcze nigdy.
- Co się tak szczerzysz? - zapytałam ze śmiechem.
- Będzie... za trzy dni! Aaa! - pisnęła.
- Co? kto? O co chodzi? - czy ja coś przegapiłam? Byłam trochę zdezorientowana.
- Koncert! Koncert Bam! - a to jednak nic ważnego. Nie ogarniam, dlaczego się tak cieszy. Przecież to normalne, że koncertują.
- No i?
- No, jak to co? Idę na niego! Zobaczę ich! - uśmiechnęła się jeszcze szerzej, jeżeli to w ogóle było możliwe.
- Super! - udałam entuzjazm. - A rodzice o tym wiedzą?
- O kurde. Zaraz wracam. - wyszła trzaskając drzwiami. Cała Sarah. Zawsze roztrzepana.
Opadłam na łóżko. Po kilkunastu minutach wróciła, ale coś mi nie pasowało. Gdzie ten szeroki uśmiech i błysk w oku?
- Co się stało? - po jej policzku spłynęła łza, a potem kolejna i kolejna... Podbiegła do mnie. Przytuliłam ją, gładząc lekko po plecach. - Hmm? Powiesz mi?
- Nie zgodzili się... Rozumiesz? Nie zobaczę ich... - zaszlochała.
- Przykro mi. Na prawdę. Może nie do końca rozumiem twoją fascynację tymi p... - spojrzała na mnie groźnie - yyy... to znaczy, tymi fantastycznymi chłopakami, ale pamiętam jak się czułam, kiedy rodzice nie pozwolili mi iść na koncert R5. Myślałam, że świat mi się zawalił , ale powiedziałam sobie "Jak nie teraz, to za rok.". Haha.. śmieszne. Za rok też nie mogłam... - Sarah jeszcze bardziej się rozpłakała. - Tak, wiem. Nie umiem pocieszać ludzi. Ale pamietaj... ym jak te twoje "patafiany" mówiły? A... już wiem! "Stay strong, hopeful, keep smilig i do przodu!", czy jakoś tak. - zaśmiała się. - Będzie dobrze. - i nagle mnie olśniło.
- Poczekaj chwilę. Zaraz wracam! - wyszłam z pokoju.




*haha... nie, nie zrobię Wam tego! haha... czytajcie dalej ;)*

Poszłam na taras, gdzie byli nasi rodzice. Opowiedziałam im, że dla Sary ten koncert jest bardzo ważny, przypomniałam im jak mi nie pozwolili iść na koncert R5 i już miałam wymieniać kolejny argument, ale mi przerwali.
- Dobrze, Sarah pójdzie na koncert, ale pod jednym warunkiem - powiedziała tajemniczo mama, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z tatą.
Uniosłam brew.
- Pójdziesz ze nią - dokończyła uśmiechając się cwaniacko. Łał, no tego to się nie spodziewałam. Zamurowało mnie. Ja? Na koncert tych "patafianów"? Haha... śmieszne. Powiedzcie, że to żart. Nie? Ugh... czego się nie robi dla siostry...
- Ok, pójdę z nią. - ich miny były bezcenne. Haha... jesteście cwani, ale ja cwańsza. - Ale tam nie wejdę. Będę stała przed tą salą, gdzie będzie koncert, oki? - zgodzili. Z cwanym uśmieszkiem szłam do pokoju.
Super! O niczym tak nie marzyłam! - czujecie ten sarkazm? Weszłam do pokoju, Sarah od razu przeniosła na mnie wzrok.
- Pójdziesz na koncert. - uśmiechnęłam się szeroko, a ona zaczęła piszczeć. - A ja idę z tobą. - spojrzała na mnie zdziwiona.
- Jak to? - zapytała z wyrazem twarzy "Wtf?!"
- Taki warunek - mruknęłam.
- Nie musisz tego dla mnie robić.
- Ale to zrobię. Ja i tak tam nie będę wchodzić, będę czekać przed salą. - uściskała mnie z całej siły.
- Dziękuję - pisnęła.
- Dusisz - odskoczyła ode mnie.
- Sorki.
- No idź się pochwalić dziewczynom. Wiem, że chcesz. - zaśmiałam się.
- Jeszcze raz dziękuję - pocałowała mnie w policzek i w podskokach wyszła z pokoju.
Boże, co ja robię ze swoim życiem? Ehh... jakoś przeboleje. - pomyślałam i opadłam na łóżko.


Czy ten koncert zmieni się coś w życiu sióstr?
Sarah - spełni marzenia.
A Rose?
Czy polubi "patafianów"?
Nie wiem tego ja...
Nie wie tego ona...
Trzeba jedynie czekać na to, co przygotował los...

___________________________________________________________________________________
Hejka!
Dziś trochę krótko. Ale pracuję nad pewną niespodzianką. Niedługo się dowiecie, o co chodzi. Jak Wam się podoba zachowanie Rose? Osobiście chciałabym mieć taką siostrę xD. Ok, już nie przynudzam. Do  następnego rozdziału!
Paa :*
Ily! xoxo
~Natalka~

niedziela, 17 stycznia 2016

#5 "Yeah I kno-o-ow that I let you down. Is it too late I'm sorry now? "

~Rosalie~
- Rose?
Moje oczy momentalnie się zaszkliły. Przede mną stał ON. Ten, przez którego wylałam tyle łez. Ten, którego tak bardzo chciałam zapomnieć. Ten, którego nie chciałam nigdy poznać. Ten, który mnie zdradził, zostawił i powiedział, że jestem nikim i żałuje, że ze mną był i w ogóle mnie poznał. Ten, którego omijałam szerokim łukiem. Tak bardzo chciałam nie pamiętać tych oczu, tego uczucia, kiedy mnie dotykał. Ale on tak bezczelnie, bez niczyjej zgody siedzi w mojej głowie i za nic nie chce wyjść.
- Teraz chcesz ze mną rozmawiać? Po tych wszystkich latach. Przecież jestem nikim. A co tam u Ashley? Hmm? Dalej jest taka głupia jak ja byłam? Byłam, bo teraz nie dam się nabrać.
- Rose... to nie tak... ja...
- Ty co? Zrozumiałeś swój błąd i żałujesz? Chcesz, żebym ci wybaczyła, bo się zmieniłeś? Sory, ale gdzieś już to słyszałam. - teraz nie byłam już smutna, byłam tak wkurzona jak chyba jeszcze nigdy w życiu. - Co sobie myślałeś? Że ja głupia, pusta, nic nie warta, KOLEJNA laska będę na ciebie czekać? Sory, ale nie jestem taką idiotką, jak te pięć lasek... Właśnie, co słychać u Penny, Hannah, Katy, Agnes? Mam wymieniać dalej?  Ile teraz miałeś? Pobiłeś rekord - pięć idiotek w tygodniu? Może teraz osiem? Albo dziesięć? Ile? A może teraz wmówisz mi, że się zmieniłeś? ZNOWU. Nie, dzięki. Cze...
Nie dokończyłam. A dlaczego? Bo... Bo... ten... ten dupek, tak po prostu mnie pocałował... Zaraz... co?

~Sarah~
To co tam zobaczyłam wryło mnie w ziemię. 
Zobaczyłam moją małą i jak widać bardzo, aż za bardzo, ufną siostrzyczkę. A co ona robiła?! Całowała się z Jamiem. Z tym dupkiem, przez którego w ogóle nie wychodziła z pokoju, przez którego tyle płakała, nienawidziła go. A teraz co? Teraz się z nim całuje! Nie wierzę w to co widzę. Myślałam, że jest mądrzejsza... Jednak po chwili...

~Rosalie~
Nie wierzę. Co on sobie myśli? Że jak mnie pocałuje to wrócą uczucia i znowu będę jego zabawką? Niedoczekanie.
Odepchnęłam go.
- Porąbało cię już do reszty? Jednak jesteś większym idiotą niż myślałam. Co sobie myślałeś? Że wrócę do ciebie, tak po prostu po tych wszystkich krzywdach jakie mi zrobiłeś? Myślałeś, że jak mnie pocałujesz, to naprawisz to co zepsułeś?
- Nie... ja cię chciałem przeprosić...
W tej chwili już nie wytrzymałam. Uderzyłam go z całej siły w policzek. Osłupiał.
- W porę się obudziłeś! Chyba już trochę za późno na twoje przeprosiny! W taki sposób mnie chciałeś przeprosić? Całując mnie? Tak te se możesz przepraszać jedną z tych swoich idiotek. A nie mnie! Kogoś kogo tak zraniłeś! Nie tylko czynami, ale też słowami! Mam Ci przypomnieć co powiedziałeś? Ok, cytuję - teatralnie odchrząknęłam. - "Jesteś S*ką, która jest nic nie warta. Żałuję tych lat zmarnowanych z tobą. Jesteś nikim. Pusta, głupia idiotka!" Mówić dalej?
- Przeprasz...
- Za co?  Za to, że mnie zraniłeś? Czy za to, że jesteś dupkiem? Czy za to, że mnie pocałowałeś? Czy za to, że przez ciebie chciałam się zabić? I wiesz co? Teraz żałuję, że tego nie zrobiłam. Przynajmniej bym cię już nigdy nie spotkała! - po moim policzku spłynęła łza.
- Za wszystko. Wybaczysz mi? - zapytał nieśmiało, a na jego policzku wciąż był czerwony ślad.
- Haha... śmieszny jesteś. Ty nawet nie zasługujesz na to, żebym cię opluła, a ci dopiero wybaczyła!
- Na prawdę żałuję...
- Jasne! Już to gdzieś od kogoś słyszałam... Czekaj... przecież ty mi już to mówiłeś. NIE RAZ!
- Ale teraz mówię prawdę...
- Czego żałujesz? Tego, że mnie poznałeś?
- Nie, ja...
- Wiesz co? Nie interesuje mnie to. Idź sobie! Trzymaj się ode mnie z daleka, bo poprawię ci to uzębienie albo wydrapię oczy...
- A ja ci jeszcze po niej poprawię. I obiecuję, że jak jeszcze raz zobaczę cię, że z nią rozmawiasz czy nawet koło niej stoisz, albo całujesz, to nie ręczę za siebie! - nagle znikąd koło mnie pojawiła się Sarah. - Głuchy jesteś?! Nara!
Posłusznie odszedł, a ja wtuliłam się w moją siostrę.
- I wara od mojej siostry, głąbie! - dodała już mocno wkurzona Sarah.
- Dziękuję - szepnęłam.
- Nie ma za co. Wszystko oki? - troskliwa jak zwykle.
- Tak. Mam nadzieję, że już go nie zobaczę.
- 'Cause I'm hopeful, yes I am. Hopeful for today... - zanuciła.
- Błagam, tylko nie to... - jęknęłam.
- Oj, dobra. Już nie będę. Ale wiesz co? Jestem ciekawa, ile lasek teraz nabrał, na tego czułego, romantycznego, troskliwego i nieśmiałego Jamiego... Swoją drogę nieźle ma ten policzek pokolorowany. Skąd Ty masz tyle siły w tej chudziutkiej łapcę?
- Sama nie wiem, ale możemy już o tym nie rozmawiać? Chcę zapomnieć...
- Oki. Wracasz do domu?
- Mhm.
- Odprowadzić cię?
- Nie. Idź. Dziewczyny czekają. - pomachałam im.
- Oki. To do zobaczenia w domu. - pocałowała mnie w policzek.
- Paa!
Szybkim krokiem wróciłam do domu. Postanowiłam coś zjeść, bo przecież nie jadłam śniadania.

~Charlie~
Brunetka spojrzała na mnie swoimi pięknymi, zielonymi oczami. Jeju, jaka ona jest... ahh brak mi słów, żeby ją opisać... Boże, Lenehan! Powiedz coś wreszcie!
- Ymm... przepraszam, nie chciałem.
- Co? - powiedziała w nie znanym mi języku. - I don't speak English. - świetnie... nie mówi w moim języku... przypał.
- To trochę słabo - wypaliłem.
Uniosła brew. Nastała niezręczna cisza. Po chwili, widząc moje zakłopotanie, wybuchnęła śmiechem.
- Żartowałam! Powiedz mi, kto w tych czasach nie zna angielskiego? - uśmiechnąłem się. Może coś z tego będzie.
- A już się bałem, że nie zrozumiesz, jak będę chciał cię na kawę zaprosić.
- A jednak rozumiem. Z chęcią się z tobą wybiorę na kawę. - uśmiechnęła się szeroko.
Również się uśmiechnąłem. Po chwili szliśmy już w kierunku najbliższej kawiarni.
- Tak w ogóle, to jestem Charlie Lenehan.
- Miło mi, ja Maya Libster. - skądś znam to nazwisko... I nagle mnie olśniło.
- Maya, to ty? - powiedziałem przestraszony.
- No myślałam - ty myślisz? - że już mnie nie poznasz! - zapiszczała i rzuciła mi się na szyję. O Boże, to ona... psychofanka... Jest nieobliczalna, zdolna do wszystkiego. Nagle poczułem wibracje w tylnej kieszeni spodni... telefon - moje zbawienie. Dzięki Ci Boże!
- Przepraszam cię, muszę odebrać. - odeszłem kilka kroków, tak żeby nie słyszała o czym rozmawiam.
- Halo?
- Charlie, gdzie Ty jesteś? - no tak, zapomniałem powiedzieć mamie, że wychodzę.
- Jestem na Coffeestreet. Błagam, przyjedź po mnie!
- Coś się stało?
- Maya...
- O Boże, już jadę!

~w domu~
Na szczęście nie musiałem długo czekać. Poprosiłem Mayę, żeby weszła do środka i zamówiła mi kawę, a ja zaraz przyjdę. Ale nie przyszedłem. Trochę chamsko się zachowałem, ale to przecież Maya...
Dobra, Lenehan! Skończ o tym myśleć. Zjedz coś! - moja podświadomość miała rację. Poszedłem do kuchni i zrobiłem sobie coś do jedzenia.

~Sarah~
Przechodziłyśmy z dziewczynami przez park. Na tablicy ogłoszeń zobaczyłam plakat z informacją o czyimś koncercie. Po tym jak przeczytałam kogo jest ten koncert, po raz drugi dzisiaj, wryło mnie w ziemię. Tym razem z innego powodu. Lepszego...

Co ZNOWU zobaczyła Sarah?
Czy Jamie tak łatwo odpuści?
Czy Maya będzie nękać Charlie'go?
Dowiemy się niebawem...

_________________________________________
Hejka!
Chcieliście dłuższy rozdział, to jest xD mam nadzieję, że się podobał. Niezłe ziółko z tego Jamie'go, nie? Ja to mam wyobraźnię... No cóż, mam lekko (taa LEKKO, pozdrawiam Julkę xD) zrytą banię... Życie xD
Kto ma ferie? Ją już mam, także siedzę i tylko rozdziały w zeszycie piszę :P
Ok, idę!
Ily :* xoxo
~Natalka~


KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ



piątek, 15 stycznia 2016

#4 Meeting after years...

~dzień wcześniej~ 10:00 am
~Charlie~

Nareszcie wracamy do domu! Jestem już zmęczony tymi wszystkimi koncertami. Kocham nasze Bambinos, ich energię jaką nam przekazują na każdym koncercie, uwielbiam je przytulać i robić z nimi zdjęcia, ale... tęsknię za domem, za mamą i Brookie.
Jesteśmy właśnie w drodze do Port Talbot. Leo śpi, bo oczywiście nie spał całą noc, ale to u niego normalne, szczególnie jak ma głupawkę (co zdarza się nadzwyczaj często). Spojrzałem na niego - ślinił się. Zaśmiałem się pod nosem. Zrobiłem mu zdjęcie i wstawiłem na Instagram'a. Wszedłem na Twitter'a i zacząłem odpisywać fankom.

~06:00 pm~
W końcu dojechaliśmy! Gdy weszliśmy do domu, przywitaliśmy się z rodziną. Opowiadaliśmy im o trasie, koncertach, Bambinos. Brookie zaczęła mi usypiać na kolanach, więc zaniosłem ją do pokoju, wyłączyłem światło i też postanowiłem się położyć spać. Wziąłem jakieś dresy i koszulkę, i poszedłem wziąć prysznic. Po ogarnięciu się, położyłem się do łóżka i po chwili zmożył mnie sen.

~Leo~
Niedługo po tym jak Charlie poszedł spać, ją również postanowiłem się położyć. Pożegnałem się ze wszystkimi i poszedłem do pokoju. Wziąłem same dresy, bo nie lubię spać w koszulce i poszedłem do łazienki. Umyłem się, przebrałem i wróciłem do pokoju. Zmęczony położyłem się do łóżka i nawet nie wiem kiedy zasnąłem.

~Charlie~ 02:30 am
Ehh... za wcześnie poszedłem spać, to teraz mam... Super... dobra trudno. Postanowiłem przejrzeć social media. Wszedłem na Instagram'a. Ooo... so cute. Bambinos z Polski dodawały zdjęcia z hashtagiem #thankyoubamforall. Słodkie, że fanki z kraju, w którym jeszcze nie byliśmy, tak nas kochają. Koniecznie musimy tam pojechać. * Jeszcze chwilę poprzeglądałem "internety" i postanowiłem obejrzeć film.

~08:00 am~
Właśnie się... obudziłem? Yhm... musiałem zasnąć podczas filmu. Ehh... trzeba wstawać. Hmm... ósma. Co ja będę robił? Przecież wszyscy śpią. Ha... już wiem! Pójdę pobiegać! Poszedłem się ubrać i po kilku minutach już biegłem w stronę pobliskiego parku. Przypomniałem sobie o akcji polskich Bambinos. Są takie kochane... Nagle z moich rozmyślań wyrwał mnie ktoś, kto również był tak zamyślony i mnie nie zauważył. A tym kimś była piękna brunetka...

~Sarah~
Obudził mnie dźwięk z telefonu. Wzięłam go do ręki i zobaczyłam, że mam nową wiadomość.

od Jennifer x:
Hej miśka! Słyszałyśmy, że przyjechałaś do babci. Co ty na to, żebyśmy poszły dzisiaj do naszego miejsca?  <3

Ahh... nasze miejsce... To taka mała polanka, która jest na samym końcu parku. Nikt tam nie przychodzi, no oprócz nas. Odpisałam jej.

do Jennifer x:
Hej! Jasne :* o której?

Po kilku sekundach dostałam odpowiedź.

od Jennifer x:
O 12?

do Jennifer x:
Pasuje mi. Do zobaczenia <3 już nie mogę się doczekać!

Wstałam z łóżka. Ubrałam się w białe rurki z wysokim stanem, luźną koszulkę na ramiączkach i białe Converse. Włosy spięłam w wysokiego kucyka, nałożyłam lekki makijaż i poszłam do kuchni. Cała moja rodzina, oprócz Rosalie, siedziała przy stole i jadła jajecznicę. Przywitałam się z nimi, zjadłam swoją porcję i w zasadzie musiałam już wychodzić. Hmm... jednak szykowałam się dłużej niż myślałam. Wyszłam z domu. Przed bramą czekały już na mnie dziewczyny, od razu do nich podbiegłam. Wyściskałam je, oczywiście nie obyło się bez pisków i łez radości. Kiedy już się uspokoiłyśmy, ruszyłyśmy w drogę do parku. Po drodze zdałam im relację z mojego "nowego" życia w Yorku (nie w Nowym Yorku w USA, tylko w Yorku w UK - tak jakby ktoś nie ogarnął xD - od aut.), o moich czterech związkach, które zawsze kończyły się po dwóch tygodniach. No, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz. Wszyscy faceci są tacy sami. Po dwudziestu minutach dotarłyśmy do parku. To co tam zobaczyłam wryło mnie w ziemię...

Co takiego zobaczyła Sarah?
Kto wpadł na Charlie'go?
Rosalie?
Może tak, może nie...
Dowiemy się za niedługo.

*cała historia odbywa się przed YSoT.

_________________________________________
Hej!
Tak wiem, jestem Polsatem. Ale obiecuję, że w następnym rozdziale się wszystko wyjaśni. Dzisiaj trochę dłuższy rozdział, taka rekompensata Polsatu xD. W ogóle jak Wam się podoba część "oczami" chłopaków?  Wiem, że o Charliem było trochę więcej, ale tak wyszło.
W ostatnim poście dziękowałam za ponad 300 wyświetleń, a dzisiaj dziękuję Wam za prawie 800! Łał, dziękuję kochani!  Ok, ja uciekam...
Ily :* xoxo
~Natalka~

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ

wtorek, 12 stycznia 2016

#3 Why are you still on my mind?

~Rosalie~
... - Nie płacz! Nie jest tego wart! - skarciłam się w myślach i szybko ją starłam. - Rosalie Mackenzie Johnson, ruszaj dupe!  Koniec użalania się nad sobą!
Postanowiłam się przebrać i wziąć prysznic. Wyjęłam z jeszcze nie rozpakowanej walizki - trzeba to w końcu zrobić - szare dresowe szorty, biały crop - top z napisem "Im princess, bitch" i szare Converse. Z wybranym zestawem weszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam się i poszłam do kuchni, gdzie byli już wszyscy oprócz Sary. Usiadłam i od razu zostałam zasypana pytaniami typu : "Jak tam w szkole? " albo "Masz chłopaka?" i inne takie. Po chwili przyszła Sarah. Była ubrana w przewiewną, białą sukienkę i białe sandałki na koturnie. Wyglądała naprawdę ślicznie, w końcu była moja siostrą (xD). Usiadła obok mnie i również dostała serię pytań ze strony dziadków.

~Godzinę później~
- Pójdę się zdrzemnąć, jestem zmęczona podróżą.
- Dobrze kochanie. Dobranoc. - powiedziała babcia.
Poszłam do pokoju, zdjęłam buty i położyłam się na łóżku. Po chwili zasnęłam.

~Sarah~
- Jennifer i Emiliy nadal mieszkają obok?
- Tak.
- Jutro je odwiedzę, a teraz również pójdę się położyć. Dobranoc.
- Dobranoc. - odpowiedzieli chórem.
Poszłam do pokoju, wyjęłam z szafy piżamę (nie wiem jak się piszę - kill me :/) I poszłam wziąć prysznic. Po tych wszystkich "łazienkowych" sprawach, położyłam się do łóżka. Nie mogłam się doczekać jutrzejszego dnia, kiedy znów zobaczę moje najlepsze przyjaciółki - Jennifer i Emiliy. Zasnęłam myśląc o tym, czy bardzo się zmieniły od ostatniej wizyty w Port Talbot.

~Następny dzień~  08:00 am
~Rosalie~
Obudziły mnie promienie Słońca. Spojrzałam na zegarek... ósma... ugh. I tak już nie zasnę. Postanowiłam pójść pobiegać. Przebrałam się w strój sportowy (czyt. dresy, koszulka i buty), włosy związałam w wysokiego kucyka i zeszłam na dół do kuchni, gdzie była babcia. Powiadomiłam ją, że idę biegać, napisałam się soku pomarańczowego i wyszłam. Włączyłam muzykę z mojego IPoda, włożyłam słuchawki do uszu i pobiegłem do pobliskiego parku.  I usłyszałam słowa... słowa tej piosenki. Naszej piosenki. Zawsze słuchaliśmy ją razem. Do mojej głowy znowu zaczęły wdzierać się wspomnienia. Nie chciałam o nim myśleć. Nie chciałam w ogóle go pamiętać.
Zatrzymałam się, zamknęłam oczy, by powstrzymać łzy. Po chwili ruszyłam dalej. Z natury jestem niezdarą, więc kiedy pochyliłam głowę, żeby ukryć łzy, które mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach, wpadłam na kogoś. Mruknełam ciche "przepraszam" i już miałam odejść, kiedy ten ktoś złapał mnie za nadgarstek. Spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy i zamarłam.
- Rose?

Na kogo wpadła Rosalie?
Charlie?
Czy może ktoś inny?
Jak myślicie?
Będą kolejne łzy?
Czy radość?
Co wyniknie z tego spotkania?
Tego dowiemy się niebawem...

-------------------------------------------------------------
Hej!
Jest i trzeci rozdział. Troszeczkę krótszy, ale mam nadzieję, że i tak Wam się podobał. Czwórka już niebawem.
I chciałam jeszcze podziękować za ponad 300 wyświetleń! Dziękuję kochani! Jesteście wielcy!
Dobra (zupa xD) już nie przynudzam.
Paa :*
Ily!
xoxo
~Natalka~

sobota, 9 stycznia 2016

#2 Memories come back

~Rosalie~
Mina Sary była bezcenna, kiedy z tego autobusu zaczęli wychodzić... chłopcy z jakieś koloni. Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem, a ona stała jak wryta.

~Sarah~
Tak się cieszyłam, że poznam ich za właściwie... parę sekund, a tu z autobusu wychodzą jakieś dzieci. Stałam i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, a ta "idiotka" ,to znaczy moja najlepsza siostra pod Słońcem (xD), śmiała się, jakby nigdy nic.
- Z czego tak rżysz?  - warknęłam.
- Spokojnie... złość piękności szkodzi... - powiedziała.
Prychnęłam.
- Nie martw się, ci chłopcy też niczego sobie... - znów wybuchnęła śmiechem.
Mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Chodź już do tej toalety. - pociągnęłam ją za rękę.

Kiedy wyszłyśmy z łazienki, postanowiłyśmy pójść kupić sobie po kawie. Poszłyśmy do McDonald'a, który był obok stacji benzynowej. Gdy czekałyśmy na zamówienie, zaczął nas podrywać chłopczyk z autobusu. Na oko miał jakieś trzynaście- czternaście lat. Jego teksty były suche i oklepane, ale udawałyśmy, że ulegamy jego zalotom. Gdy poprosił nas o numer telefonu, Rosalie skłamała, że ma chłopaka, ale ja jestem wolna. Posłałam jej mordercze spojrzenie, ale wzięłam jego telefon i wpisałem ciąg cyfr. Oczywiście fałszywych (xD). Dostałyśmy nasze zamówienie i ledwo powstrzymując śmiech, poszłyśmy do auta. Tam zwijałyśmy się ze śmiechu.
- I ten tekst: "Bolało jak spadłyście z nieba?" - przypomniała Rosalie.
- Myślałam, że tam zejdę, jak to usłyszałam.
Po chwili się uspokoiłyśmy się, co przyszło nam z wielkim trudem i całą rodziną ruszyliśmy w dalszą drogę do Walii.

~trzy godziny później~
Jej! Nareszcie dojechaliśmy! Tak dawno nie widziałam się z dziadkami! Babcia wyszła nam na powitanie.
- Sarah, Słoneczko! Jak ty wyrosłaś! - przytuliła mnie. - Tak za wami tęskniłam!
- My za tobą też, babciu. - powiedziała Rosalie, również ją przytulając.  - A gdzie dzidziuś?
- Pojechał do sklepu, za niedługo powinien wrócić. No chodźcie, chodźcie - zaprosiła nas do domu. - Napijecie się czegoś?
- Ja poproszę herbatę - powiedziałam.
- Ja też. - dodała Rose.
- Dobrze, to zaparzę dla wszystkich, a wy idźcie się rozpakować.
Razem z Rose poszłyśmy na piętro I wyszłyśmy do naszych pokoi, w których kiedyś mieszkałyśmy, co roku w wakacje. Mój pokój miał ściany koloru kawy z mlekiem. Były tu ciemnobrązowe meble i białe dodatki. Położyłam moją ogromną walizkę na łóżku i zaczęłam się rozpakowywać do równie ogromnej rozsuwanej szafy.

~Rosalie~
Weszłam do mojego pokoju. Nic się tu nie zmieniło - pomyślałam. 
Miętowe ściany, białe meble i szare dodatki. Ahh... tyle wspomnień... Usiadłam na łóżku i wspominałam:

Usiedliśmy na łóżku. 
- Rose, muszę ci coś powiedzieć. - powiedział nieśmiało. 
- Jamie, spokojnie. Mi możesz powiedzieć wszystko - złapałam go za rękę, żeby dodać mu odwagi. 
Westchnął. Siedzieliśmy w ciszy, ale po chwili się odezwał: 
- No... bo... ja... ja... - jąkał się. 
- Ty co? Masz minę jakbyś zabił człowieka...
- Nie, nic tych rzeczy. - przerwał mi.
- No to o co chodzi? 
- Ja się... zakochałem - wydusił. 
- To wspaniale! Wie o tym? - byłam taka szczęśliwa, że wreszcie mój najlepszy przyjaciel znalazł siebie kogoś. Chociaż z drugiej strony trochę smutna...
- Nie... jeszcze... 
- No to na co czekasz? Dzwoń do niej! - zachęciłam go. - Mam wyjść? 
- Nie... wolę żebyś tu była - złapał mnie za rękę. 
Uśmiechnęłam się. Lubiłam to uczucie, gdy łapał mnie za rękę. Motyle w brzuchu...
Wyjął telefon, wybrał numer, westchnął i po chwili już dzwonił. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na wyświetlacz: 
"Jamie"

Rozłączył się i powiedział: 
- Rosalie Mackenzie Johnson, czy zostaniesz moją księżniczką? - zapytał łapiąc mnie za ręce - Ahh... znowu to uczucie - i spojrzał mi w oczy. 
- Myślałam, że ta scena będzie tylko w moich snach - uśmiechnęłam się nieśmiało. - Oczywiście, że tak!
Jamie z bananem na twarzy przybliżył się do mnie, a kiedy nasze twarze dzieliło kilka centymetrów...

- Nie Rosalie! Nie myśl o nim! - złapałam się za głowę. - On Cię zdradził! Nie pamiętasz?! - Po moim policzku mimowolnie popłynęła łza. - Nie płacz! Nie jest tego wart! - skarciłam się w myślach i szybko ja starłam. 

-------------------------------------------------------------
Hejka!
Jest dwójeczka! Jak Wam się podoba?  Długość może być? Mam nadzieję, że się spodobało. Trójeczka już niedługo! 
Paa :*
~Natalka~ 

KOMENTUJESZ = MOTYWUJESZ 


wtorek, 5 stycznia 2016

#1 Give me a break!

~Rosalie~ 06:00
Ugh... kto normalny wstaje o tej porze w wakacje? A no tak... moja rodzina nie jest normalna. W dodatku czeka mnie pięciogodzinna podróż do moich dziadków do Walii. A zresztą, jak pośpię jeszcze dwadzieścia minut, to nic się nie stanie...
- Rosalie! - Jednak nie będzie mi to dane... - Wstawaj!
- Pali się czy co? Drzesz się jak stare prześcieradło...
- Wstawaj! - Sarah nie daje za wygraną - Jedziemy do Walii!  A wiesz kto tam mieszka?
- No - prychnęłam. - Nasi dziadkowie...
- Oni też,  ale mi chodziło o Bars and Melody! - jak zwykle ma podniete...
- O luju, to tym bardziej nie wstaję - schowałam głowę pod poduszkę.
- Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! - moja siostra jest ode mnie dwa lata starsza, a czasami zachowuje się jak trzyletnia dziewczynka.
- Dobra już wstaje - rzuciłam w nią poduszką.
- Masz dziesięć minut. - spoważniała.
- Dobrze MAMO - pokazałam jej język.
- Spadaj!
- Też Cię kocham, Sarah!

*dziesięć minut później*
Byłam już gotowa, poszłam do kuchni, gdzie czekały na mnie naśleniki* z syropem klonowym. Szybko zjadłam, umyłam jeszcze zęby i po chwili byliśmy już w drodze do Port Talbot. Pierwsze kilometry strasznie mi się dłużyły, więc postanowiłam się zdrzemnąć. Akurat w tym momencie moja kochana siostrzyczka zaczęła trajkotać o tych "patafianach".
- Może ich spotkam! A jak wtedy zemdleje?! Może któryś się we mnie zakocha?! OMG! - i różne takie...
Nie chcąc tego słuchać, włączyłam muzykę w słuchawkach i po chwili zasnęłam.

Po paru... hmm... minutach?  Ktoś, a raczej Sarah, zaczęła mnie szturchać w ramię.
- Czego chcesz? Tyle co udało mi się zasnąć, a ty mnie budzisz. - jęknęłam. - Daj żyć!
- Spałaś, kochana, dwie godziny. Mamy postój.
- A... serio? Dwie godziny?  - Łał myślałam, że minęła jakieś dwadzieścia minut.
- No, pójdziesz ze mną do toalety?
- Sama nie możesz iść?-  Jęknęłam.
- No proszę, proszę, proszę...
- Dobra,  już idę!

Kiedy szłyśmy do toalety, koło nas zaczął parkować autokar. Sarah zaczęła piszczeć, skakać i krzyczeć, a ja się na nią patrzyłam jak na idiotkę. Dopiero po chwili zobaczyłam, co było na tym autokarze - okładka płyty "143" tych "patafianów" i oczywiście ich zdjęcie.
Mina Sary była bezcenna, kiedy z tego autokaru zaczęli wychodzić...

*naśleniki- kiedy Rosalie była mała, nie potrafiła wymówić "naleśniki". Mówiła "naśleniki". Teraz dalej tak mówi, ale już tylko dla żartu :D


Kto wychodził z tego autokaru?
Charlie?
Leo?
Czy marzenie Sary się spełni?
Zobaczymy...

-------------------------------------------------------------
Hejka!
Jest i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo mi nie koniecznie. Ale dobra, to w końcu pierwszy rozdział, potem będzie ciekawiej. Gwarantuje!
Dobra, nie będę już przynudzać...

Paa :*
~Natalka~

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Prolog: Inni, a jednak tacy sami...

Ona - zagubiona dziewczyna, która w przeciwieństwie do starszej siostry, czuje odrazę do sławnego duetu- Bars and Melody. Mimo, że jest bardzo zżyta z siostrą, nie podziela sympatii do tych "patafianów" - jak ich nazywa.

On- pewny siebie chłopak o hipnotyzujących oczach koloru czekolady. Z najlepszym przyjacielem tworzą duet Bars and Melody. Uwielbia nutellę, za którą oddał by życie.

Dwa różne charaktery, dwa różne upodobania... jednak coś ich łączy... wspomnienia, pocięte nadgarstki, łzy, ból i cierpienie...




-------------------------------------------------------------Hejka!
Mam nadzieję, że prolog Wam się spodobał :D. Pierwszy rozdział pojawi się niedługo...

Jak potoczy się ich historia?
To trudno powiedzieć...
Wszystko zależy od nich...
Jakich dokonają wyborów?
Jakie popełnią błędy?
Czy znajdą szczęście?

Z tymi pytaniami Was zostawiam...

Paa! :*
~Natalka~


Hejka!

Witam wszystkich! 
Mam na imię Natalka i mam 13 lat... od dłuższego czasu interesuje się pewnym duetem - Bars and Melody. Przeczytałam już bardzo dużo ff o nich (i nie tylko :D)  i w końcu sama postanowiłam napisać takie opowiadanie. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i do... yyy... zobaczenia w kolejnych postach. Tym czasem zapraszam na prolg :D 

~Natalka~