- Podwinął ci się rękaw... - wskazał na moją rękę. Spojrzałam na nią, rzeczywiście mój rękaw był podwinięty. Powinnam bardziej uważać... - Przecież jasnowidzem nie jestem. - zaśmiał się, na co ja się delikatnie uśmiechnęłam.
- To dlaczego to robisz?
- Muszę odpowiadać?
- Tak. - spojrzał na mnie z troską.
- Nie chcę do tego wracać. - zaczęłam bawić się palcami. - To był trudny okres w moim życiu.
- Dalej to robisz? - odpowiedziała mu cisza. - Hej, spójrz na mnie. - podniósł lekko mój podbródek. - Dalej to robisz?
- Od dwóch miesięcy nie. Możemy zmienić temat?
- Jasne. Ale obiecaj mi, że już nigdy do tego nie wrócisz, okay?
- Okay. - brunet mnie przytulił. Zdziwiłam się na ten gest, ale poczułam się w jego ramionach nienaturalnie bezpieczna. Powoli zaczynam się do niego przekonywać. Nie jest taki zły jak myślałam.
- Umiesz jeździć na desce? - chłopak posłusznie zmienił temat.
- Nie bardzo. Kiedyś próbowałam, ale skończyło się tym, że złamałam rękę. - zaśmiałam się lekko.
- Widocznie miałaś złego nauczyciela. - zaśmiał się. - Przy mnie nic ci się nie stanie.
- Polemizowałabym, ale dobra. - Leo udał obrażonego.
- Jak chcesz, zaraz mogę ci załatwić kąpiel w jeziorze.
- Wiesz, wolę jednak iść do skateparku. Idziemy?
- Idziemy.
Chłopak złapał mnie za rękę. O dziwo nie wyrwałam jej. Rose, co się z tobą dzieje? Czyżbyś się zako...
- Nie!
- Co "nie"?
- Nic, nic.
Jasne, jasne. Wmawiaj sobie...
~Charlie~
Wyszedłem z biura Simona z bałaganem myśli. To co tam usłyszałem było... okropne. To ultimatum...
Muszę natychmiast porozmawiać z Leo. Wiem, że ma teraz randkę, ale to nie może czekać. Wybieram numer bruneta. Po kilku sygnałach odbiera.
- Co jest stary? Wiesz, że jestem teraz na randce...
- To nie jest randka! - słychać po drugiej stronie głos Rosalie. Zaśmiałem się cicho.
- Przepraszam. Ale mam pilna sprawę, to nie może czekać.
- Dobra. Możemy spotkać się w Starbucks'ie za 20 minut?
- Okay. To do zobacze...
- Czekaj, czekaj. Mogę wziąć Rose?
- No wiesz... dobra. Najwyżej chwilę na ciebie poczeka.
- Dobra dzięki. To do zobaczenia.
- No narka. - rozłączyłem się.
Szedłem powoli w stronę kawiarni. Myślałem o tym co usłyszałem od Simona. Nie wierzę w to.
~Leo~
Ciekawe co jest tak ważne, że nie mógł poczekać z tym do wieczora? No nic, pójdę to się dowiem.
- Przepraszam, skarbie, ale nie pójdziemy do skateparku. Muszę się spotkać z Charliem. Poczekasz chwilę na mnie, a potem pójdziemy gdzieś. Jeszcze nie wiem, gdzie, ale to się zobaczy.
- Okay. Po pierwsze: nie mów do mnie skarbie. Po drugie: Nie chcę Wam przeszkadzać. A po trzecie... trzeciego nie ma.
- Nie ma mowy. Idziesz ze mną, bo potem nie uda mi się cie wyciągnąć z domu.
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale". - złapałem ją za nadgarstek - Chodź.
Szliśmy do kawiarni śmiejąc się i wygłupiając. Cały czas trzymałem brunetkę za rękę. Nie wyrywała jej, coś czuję, że powoli się do mnie przekonuje.
Po chwili byliśmy już na miejscu. Weszliśmy do środka i zajęliśmy wolny stolik przy oknie. Czekając na blondyna, złożyliśmy zamówienia. Kilkanaście minut później dołączył do nas Charlie.
- No stary, mów o co chodzi.
- Więc tak. Byłem dzisiaj u Simona i on powiedział, że...
Ciąg dalszy nastąpi...
_________________________________________________________________________________________
Hej!
Wróciłam. Dzisiaj krótki i beznadziejny rozdział. Przepraszam Was za to, ale bardzo chciałam coś dodać. To jest część pierwsza tego rozdziału, druga będzie jutro lub we wtorek.
Mam pomysł! Co Wy na to, żeby za tydzień w sobotę lub niedzielę zrobić maraton? Rozdziały byłyby krótkie, w zasadzie to byłyby bardziej części jednego rozdziału. Napiszcie, co sądzicie o tym pomyśle. Ja się z Wami żegnam i do następnego!
Ily :* xoxo
~Natalka~
P.S.
Dziękuję Wam za ponad 9k wyświtleń. Jesteście wspaniali :*
Z okazji świąt nie będę Was szantażować komentarzami. ;D
Wesołych świąt!
Jej, rozdział! Szkoda, że taki krótki. Ty wredny polsacie! Super piszesz i mam nadzieję, że Rose przekona się do Leo. Pisz szybko, bo umrę z niecierpliwości! Pozdrawiam i wolnej chwili zapraszam do mnie: bars-and-melody-bam.blogspot.com
OdpowiedzUsuń