~Rosalie~ 06:00
Ugh... kto normalny wstaje o tej porze w wakacje? A no tak... moja rodzina nie jest normalna. W dodatku czeka mnie pięciogodzinna podróż do moich dziadków do Walii. A zresztą, jak pośpię jeszcze dwadzieścia minut, to nic się nie stanie...
- Rosalie! - Jednak nie będzie mi to dane... - Wstawaj!
- Pali się czy co? Drzesz się jak stare prześcieradło...
- Wstawaj! - Sarah nie daje za wygraną - Jedziemy do Walii! A wiesz kto tam mieszka?
- No - prychnęłam. - Nasi dziadkowie...
- Oni też, ale mi chodziło o Bars and Melody! - jak zwykle ma podniete...
- O luju, to tym bardziej nie wstaję - schowałam głowę pod poduszkę.
- Wstawaj! Wstawaj! Wstawaj! - moja siostra jest ode mnie dwa lata starsza, a czasami zachowuje się jak trzyletnia dziewczynka.
- Dobra już wstaje - rzuciłam w nią poduszką.
- Masz dziesięć minut. - spoważniała.
- Dobrze MAMO - pokazałam jej język.
- Spadaj!
- Też Cię kocham, Sarah!
*dziesięć minut później*
Byłam już gotowa, poszłam do kuchni, gdzie czekały na mnie naśleniki* z syropem klonowym. Szybko zjadłam, umyłam jeszcze zęby i po chwili byliśmy już w drodze do Port Talbot. Pierwsze kilometry strasznie mi się dłużyły, więc postanowiłam się zdrzemnąć. Akurat w tym momencie moja kochana siostrzyczka zaczęła trajkotać o tych "patafianach".
- Może ich spotkam! A jak wtedy zemdleje?! Może któryś się we mnie zakocha?! OMG! - i różne takie...
Nie chcąc tego słuchać, włączyłam muzykę w słuchawkach i po chwili zasnęłam.
Po paru... hmm... minutach? Ktoś, a raczej Sarah, zaczęła mnie szturchać w ramię.
- Czego chcesz? Tyle co udało mi się zasnąć, a ty mnie budzisz. - jęknęłam. - Daj żyć!
- Spałaś, kochana, dwie godziny. Mamy postój.
- A... serio? Dwie godziny? - Łał myślałam, że minęła jakieś dwadzieścia minut.
- No, pójdziesz ze mną do toalety?
- Sama nie możesz iść?- Jęknęłam.
- No proszę, proszę, proszę...
- Dobra, już idę!
Kiedy szłyśmy do toalety, koło nas zaczął parkować autokar. Sarah zaczęła piszczeć, skakać i krzyczeć, a ja się na nią patrzyłam jak na idiotkę. Dopiero po chwili zobaczyłam, co było na tym autokarze - okładka płyty "143" tych "patafianów" i oczywiście ich zdjęcie.
Mina Sary była bezcenna, kiedy z tego autokaru zaczęli wychodzić...
*naśleniki- kiedy Rosalie była mała, nie potrafiła wymówić "naleśniki". Mówiła "naśleniki". Teraz dalej tak mówi, ale już tylko dla żartu :D
Kto wychodził z tego autokaru?
Charlie?
Leo?
Czy marzenie Sary się spełni?
Zobaczymy...
-------------------------------------------------------------
Hejka!
Jest i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podoba, bo mi nie koniecznie. Ale dobra, to w końcu pierwszy rozdział, potem będzie ciekawiej. Gwarantuje!
Dobra, nie będę już przynudzać...
Paa :*
~Natalka~
Świetny post! Nie mogę się doczekać kolejnych! ♡♡♡
OdpowiedzUsuńDziękuję :*
UsuńCiekawe co będzie dalej...Kocham BaM !!��������
OdpowiedzUsuńGwarantuje, że będzie ciekawie ;)
UsuńJeej *-*
OdpowiedzUsuń;)
Usuń