środa, 14 grudnia 2016

|01| "- Co tutaj się dzieje?!"

- Kochanie! Nareszcie się obudziłaś! - Gdzie ja jestem?! - Pójdę po twoją mamę - powiedział, a ja tylko kiwnęłam głową, będąc nadal w lekkim szoku. Co się stało? Dlaczego on mówi do mnie "kochanie"? Po chwili do sali weszła kobieta, która na pewno nie była moją mamą. Widziałam jej czerwone od płaczu oczy. Tylko... ja nie znam tej kobiety.
- Kim pani jest? - zapytałam słabym głosem, a kobieta pobladła.
- Jestem twoją mamą - szepnęła, głaszcząc mnie po głowie. - Nie pamiętasz? - pokręciłam głową, a po jej policzku spłynęła łza, którą szybko starła, uśmiechając się smutno.
- Co się stało? - obca kobieta, to znaczy mama, ścisnęła moją dłoń.
- Kochanie, chciałaś popełnić samobójstwo - odpowiedziała, a ja zamarłam. Jak to? Przecież my mieliśmy wypadek. Gdzie ja jestem?! Chwila. Co z Rose i chłopakami?
- Gdzie oni są? Wszystko z nimi w porządku? - kobieta spojrzała na mnie niezrozumiale. - Rose, chłopaki. Co z nimi? - zapytałam wstrzymując oddech, a ona zmarszczyła brwi. Czułam, że moje oczy zaczynają się szklić. Patrzyłam na nią zniecierpliwiona, a moje serce z każdą kolejną sekundą przyspieszało swój rytm.
- Kto? - odpowiedziała pytaniem. Wtedy drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Marta, dziewczyna, która pomagała odbić nam Rose od Emily i Jess. Kiedy spojrzała na mnie, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Obudziłaś się - ucieszyła się.
- Marta, gdzie jest Rose? - zapytałam szeptem, a moje łzy uwolniły się i zaczęły spływać po policzkach. Ta również zmarszczyła brwi.
- Kto? Sarah, o kim ty mówisz? - nic z tego nie rozumiem. Najpierw jakaś obca kobieta mówi mi, że jest moją mamą, teraz Marta udaje, że nie zna Rose. To jakiś żart? - Nie znam żadnej Rose - powiedziała i patrzyła prosto w moje oczy.
- Pójdę po lekarza - oznajmiła moja mama i wyszła z pomieszczenia.
- Gdzie jest Charlie? - dziewczyna spuściła wzrok i nabrała nerwowo powietrze.
- Charlie? - zmarszczyła brwi. - Że Lenehan? - zapłonęła we mnie iskierka nadziei, pokiwałam energicznie głową, po czym się skrzywiłam, bo trochę zabolało. - Co ty od niego chcesz, przecież wy...
- Powiesz mi gdzie jest mój chłopak?! - podniosłam głos.
- Jamie? Stoi na korytarzu, zawołać go? - zapytała, a ja nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Co? Nie. Gdzie jest Charlie? Charlie to mój chłopak! - zdenerwowałam się. Dlaczego oni wmawiają mi jakieś bujdy?
- Co?! - zaśmiała się głośno. - Przecież ty z Charliem się nienawidzicie. - Co tutaj się dzieje?!
- Mogłabyś po niego zadzwonić? - zmarszczyła brwi, ale wyciągnęła telefon z kieszeni i po chwili trzymała telefon przy uchu.
~*~
Leżałam z założonymi rękami na piersi i nie odzywałam się do nikogo. Oddychałam nerwowo, czekając na blondyna. Charlie mi wszystko wytłumaczy, wszystko będzie dobrze. Za chwilę się obudzę w moim łóżku w Yorku i wszystko będzie normalne. Na korytarzu słychać czyjeś kroki, a po chwili głośną wymianę zdań. Nagle drzwi od pomieszczenia się otwierają, a przez nie zostaje wepchnięty Charls. Jednak nie jest uśmiechnięty na mój widok, co mnie trochę zaniepokoiło. Posyłam mu niepewny uśmiech i skanuję jego ciało. Włosy ułożone trochę niechlujnie, lekko opadające na oczy, które wyrażają jedynie obojętność. Czarna koszulka lekko podkreśla jego mięśnie, a jego chude nogi opinają białe rurki z dziurami na kolanach. Na stopach ma zwykłe, białe, lekko przybrudzone vansy. Niepokoi mnie jedynie jego wyraz twarzy i postawa. Obojętność, znudzenie, lekkie zdenerwowanie i pogarda. Gdzie jest mój Charlie, wiecznie uśmiechnięty, wesoły Charlie? Co się z nim stało?
- Hej - szepnęłam.
- Po co mnie tu ściągnęłaś? - zapytał zirytowany i usiadł na krzesło obok mojego szpitalnego łóżka. - Chociaż mi to w sumie na rękę, nie muszę siedzieć na biologi.
- To źle, że chciałam cię zobaczyć? - na moje słowa zmarszczył brwi i prychnął pod nosem.
- Te tabletki serio ci nieźle w głowie namieszały - na jego twarzy zagościł chamski uśmieszek, posłałam mu niezrozumiałe spojrzenie. - Ehh... pół roku miałem spokój, a teraz znowu będę musiał się z tobą męczyć - westchnął.
- C-co? - jąkałam się.
- No pół roku byłaś nieprzytomna. Wszyscy byli tacy smutni, martwili się, tracili już nadzieję, tęsknili za tobą. Mi nawet nie było przykro, cieszyłem się, że będę miał chociaż trochę spokoju. - zrobił teatralną przerwę, a w moich oczach powoli zaczęły zbierać się łzy. - A tu nagle... Bach! Obudziłaś się i wszystkie moje plany legły w gruzach. - auć, usłyszeć coś takiego od osoby, którą się kocha, to boli, bardzo boli.
- Czyli co? To wszystko, co miedzy nami było, po prostu przekreślisz? Przekreślisz nas? - po moim policzku spłynęła łza, którą szybko starłam.
- Jakich nas? Między nami nic nie było i nie będzie! Nie wiem, co ty sobie ubzdurałaś, ale mnie w to nie mieszaj!
- Ale kochanie... - złapałam go za dłoń.
- Jakie "kochanie" - wyrwał dłoń z mojego uścisku i gwałtownie wstał. - Boże, dziewczynko, radzę zmienić dilera, bo to, co ci dał Rocky, miesza ci tylko w głowie. Nara.
- Charlie - powiedziałam łamiącym się głosem, dusząc się łzami, ale on już wyszedł z sali. Moje serce właśnie pękło. Ja go, do cholery kocham, a on udaje jakby między nami nic się nie wydarzyło. Miałam nadzieję, że uzyskam odpowiedzi na moje pytanie, a mam jeszcze więcej pytań.

____________________________
Tak się prezentuje jedyneczka! Jak Wam się podoba cały pomysł, jak i ten rozdział? Piszcie swoje opinie.
Do następnego,
Natalka <3

1 komentarz:

  1. hey x
    to ff to życie ok
    Charlie i Sarah to goal, co się dzieje?
    Na nowo zakochuje siee w tym opowiadaniu ♥
    czekam na kolejny skarbie ♥
    oznajmiam, że wróciłam i zapraszam :D
    http://dontlookback-fanfiction-bam.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń