- Leo, błagam cię. Wróć do nas. Nie zostawiaj mnie. Leo potrzebuję cię. Nie możesz teraz odejść, nie teraz kiedy... uświadomiłam sobie, że... że chyba cię kocham - mówiłam przez łzy. Nagle całą salę zapełnił pisk respiratora.
Potem wszystko działo się bardzo szybko. Zostałam wypchnięta z sali przez pielęgniarkę, a brunet został otoczony przez lekarzy. Stałam cała zapłakana, patrząc przez szybę jak go reanimują. Tak bardzo się o niego boję. Sarah wstała z krzesła i mnie przytuliła, a Charlie siedział z głową schowaną w ręce. Rozumiem go, on też się boi, że go straci. Na korytarzu pojawiła się pani Victoria.
- Co mu jest? - zapytała roztrzęsiona.
- On... deska... Patrick... rampa... karetka... - nie mogłam sklecić normalnego zdania.
- Jeszcze raz tylko powoli...
- Bo... on jechał na desce... na rampie, a potem zobaczył... i... i uderzył głową o beton... i...
- Dobrze, dobrze rozumiem. - kobieta była bliska płaczu.
- Teraz go reanimują - powiedział zachrypniętym głosem Charlie. Spojrzałam na niego, miał spuchnięte oczy od płaczu. Pani Victoria rozpłakała się na dobre i usiadła na krześle. Nagle drzwi od sali się otwierają i wszyscy lekarze i pielęgniarki w bardzo szybkim tempie zaczynają wywozić wciąż nieprzytomnego Leo z pomieszczenia. Victoria zrywa się z krzesła.
- Panie doktorze, co się dzieje?
- Jest pani matką? - kobieta pokiwała głową. - Chłopak ma krwotok wewnętrzny. Musimy go szybko operować. Potrzebujemy pani zgody...
- Tak, tak. Zgadzam się.
- Ale jest jedno ryzyko... On może już nic nie pamiętać... - lekarz spojrzał na nas ze smutkiem.
Załamałam się, z moich oczu znów zaczął płynąc potok łez. Charlie wstał gwałtownie z krzesła i wybiegł z korytarza.
- Pójdę za nim - szepnęła mi Sarah na ucho, a ja kiwnęłam głową.
- Potrzebujemy szybkiej decyzji. - nalegał lekarz.
- Niech pan robi, co konieczne - odpowiedziała łamiącym się głosem, a lekarz zniknął w windzie prowadzącej na blok operacyjny.
Zsunęłam się po ścianie, siadając na ziemi i nadal płakałam. Co będzie jeśli on już nas nie będzie pamiętał? Ja go kocham! On musi przeżyć i pamiętać. Pani Victoria usiadła obok mnie i objęła ręką delikatnie mnie głaszcząc. Próbowała mnie pocieszyć, ale widać, że sama potrzebuje pocieszenia.
~Sarah~
Wybiegłam za blondynem. Gdzie on mógł pójść? Obok szpitala jest mały las. Może jest tam? Poszłam w tamtą stronę i zobaczyłam go siedzącego na ławce przed laskiem. Podbiegłam do niego i usiadłam obok. Chłopak miał w dłoni papierosa, a po jego policzkach spływają łzy.
Nic nie mówiłam, bo wiedziałam, że zwykłe "wszystko będzie dobrze" wcale nie pomoże. Po prostu go przytuliłam, on teraz potrzebuje bliskości. Nie protestował, tylko jeszcze bardziej się we mnie wtulił i płakał w moje ramię, wcześniej wyrzucając papierosa.
- Dziękuję - mruknął.
- Nie masz za co. - uśmiechnęłam się lekko.
- Dziękuję, że tu jesteś. Powinna tu być teraz moja dziewczyna, ale ona ma swoje sprawy i nie interesuje ją to. A ty wcale nie musisz tu być, a jesteś i za to ci dziękuję. - kiedy wspomniał o swojej dziewczynie po policzku spłynęła mu łza, którą starłam.
- Jesteś moim przyjacielem. Moim obowiązkiem jest ci pomóc. - przytuliłam go mocniej do siebie.
- Dziękuję - wyszeptał. - Boję się.
- Wiem, ale musisz mieć nadzieję, że się obudzi i będzie pamiętał. Just be hopeful, pamiętasz?
- A jeżeli nie? Jeżeli mnie zapomni? Jeżeli zapomni o Bars and Melody?
- To mu przypomnimy. Zrobimy wszystko, żeby sobie przypomniał, obiecuję. Pomogę ci, ale musisz być silny. Wiem, że to będzie trudne, ale dasz radę. Jesteś Charlie Lenehan i ty dasz radę, tylko musisz w to uwierzyć. Musisz mieć nadzieję.
- Masz rację. - wstał i otarł łzy. - Nie mogę się mazać, muszę mu pokazać, że wierzę w niego. On musi się obudzić, to jest najważniejsze. Może nie pamiętać, ale niech się obudzi. - złapał moją dłoń. - Chodźmy.
Wróciliśmy do szpitala, gdzie zobaczyliśmy jak Victoria i Rose rozmawiają z lekarzem. Podbiegliśmy do nich.
- Dziękuję, doktorze - powiedziała Victoria.
- To moja praca - odpowiedział i wszedł do gabinetu.
- Co z nim? - zapytałam.
- Operacja się powiodła, ale nadal jest w śpiączce, jednak za niedługo powinien się wybudzić.
Podeszłam do siostry.
- Wiedziałam, że będzie dobrze - szepnęłam jej do ucha i przytuliłam.
- Dzieciaki, jest już późno. Ja tu zostanę, a wy wracajcie do domów - powiedziała pani Victoria.
- Nie, ja też zostanę - powiedzieli równocześnie Charlie i Rose.
- Zgadzam się z panią Victorią. Wróćmy do domu i przyjedziemy rano. Jesteście zmęczeni - powiedziałam.
- Ehh, no dobra - westchnęła Rosalie.
- Dobra, to zadzwonię do mamy, żeby po nas przyjechała. - odeszłam kawałek i wykonałam telefon. - Za chwilę przyjedzie. Nie martw się, Charlie. Odwieziemy cię. - chłopak się lekko uśmiechnął.
Pożegnaliśmy się z panią Victorią i po chwili byliśmy w samochodzie.
- Charlie, gdzie cię odwieźć? - zapytała mama. Chłopak już miał otwierać usta, ale mu przerwałam.
- Do nas. To nie będzie problem, prawda mama?
- Nie. - uśmiechnęła się.
Gdy dojechaliśmy, pokazałam blondynowi "jego" pokój i dałam mu jakieś ubrania mojego kuzyna, które zostawił u dziadków. Miałam już wychodzić, ale złapał mnie za rękę.
- Dziękuję - przytulił mnie.
- Nie ma za co. - uśmiechnęłam się i opuściłam pokój.
Weszłam do mojego pokoju, wyjęłam z szafy piżamę i ruszyłam do łazienki. Ogarnęłam się i zajrzałam jeszcze do Rose - spała, więc spokojna wróciłam do pokoju.
Położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć, ale usłyszałam pukanie do drzwi i po chwili pojawił się w nich niebieskooki blondyn.
- Charlie? - szepnęłam. - Coś się stało?
- Możemy porozmawiać?
- Jasne. - zachęciłam go klepiąc miejsce obok siebie.
- Chodzi o to, że... wiem, że z Leo już wszystko okej, ale i tak się o niego boję.
- Rozumiem cię, gdyby coś się stało Rose też bym się bała.
- Wiem, że już o tym rozmawialiśmy, ale ja nadal boję się, że nie będzie pamiętał... - zagryzł wargę.
- Charlie... mówiłam ci, że przypomnimy mu wszystko. Obiecuję, że ci pomogę, ale musisz uwierzyć, że się uda, bo bez tego ani rusz. Okej? Damy radę, razem. - przytuliłam go z całych sił.
- Dziękuję... znowu. - zaśmiał się lekko.
- No i ten uśmiech chcę widzieć częściej.
- Emm... Sarah? - podrapał się nerwowo po karku.
- Hmm?
- Mo... mogę z tobą... spać?
- Jasne - zaśmiałam się.
Położyłam się, a on obok mnie. Objął mnie ramieniem.
- Jeszcze raz dziękuję - pocałował mnie w policzek.
Po chwili zasnęłam.
~Rosalie~
Jest burza. Przychodzę do szpitala odwiedzić Leondre. Szukam jego sali, a gdy ją znajduję okazuje się, że go tam nie ma... Na korytarzu siedzi zapłakana Victoria. Podchodzę do niej i siadam obok.
- Gdzie Leondre? - pytam.
Spojrzała na mnie z nienawiścią w oczach.
- Nie żyje. Umarł przez ciebie! Ty go zabiłaś! Gdyby cię nie poznał teraz by żył! To wszystko twoja wina!
Obudziłam się zlana potem. To na prawdę moja wina. Powinnam odejść z jego życia... na zawsze.
Wzięłam jakieś ubrania i poszłam pod prysznic. Ogarnęłam się i poszłam obudzić Sarę.
Weszłam do jej pokoju. Spała z Charliem, wyglądali słodko, ale muszę ich obudzić. Podeszłam do Sary i lekko nią potrząsnęłam, a dziewczyna otworzyła oczy.
- Ogarnijcie się i jedziemy do szpitala. - dziewczyna pokiwała głową.
Poszłam do salonu i usiadłam na kanapie, i patrzyłam się w ścianę. Straciłam ochotę na wszystko.
- Rosie, czemu nic nie jesz? - usiadła obok mnie babcia.
- Nie mam ochoty - mruknęłam, a babcia mnie przytuliła.
- Będzie z nim dobrze, zobaczysz.
Po schodach zeszły blondynki.
Sarah miała na sobie:
A Charlie był ubrany w ubrania z wczoraj. Bez słowa wstałam z kanapy i pokierowałam się do przedpokoju założyć buty.
Po kilkunastu minutach byliśmy pod szpitalem. Weszliśmy do budynku i udaliśmy się pod salę, w której leży brunet. Na korytarzu siedziała Victoria, która gdy nas zauważyła lekko się uśmiechnęła.
~Charlie~
Usiedliśmy na krzesełkach i czekaliśmy.
- Wszystko z nim dobrze? - zapytałem brunetki.
- Nic przez noc się nie stało, teraz jest u niego lekarz - odpowiedziała.
Wszyscy siedzieliśmy w grobowej ciszy. Rosalie siedziała i patrzyła się w ścianę, Sarah bawiła się palcami, ale też była przygnębiona. Po około dwudziestu minutach z sali Leo wyszedł lekarz.
- Wybudził się. Możecie do niego wejść... - miał coś jeszcze dodać, ale my rzuciliśmy się i szybko wparowaliśmy do sali.
Leżał na łóżku, rozglądając się dookoła.
- Ale nam narobiłeś strachu - powiedziała przez łzy szczęścia Victoria. Teraz wszyscy byliśmy uśmiechnięci. Ciocia chciała go przytulić, ale on powiedział coś, czego się obawiałem najbardziej.
- Kim jesteście? - wszystkim zrzedły miny.
- Nie pamiętasz... nas? - powiedziała Rose łamiącym się głosem.
- Nie...
Do sali wszedł lekarz.
- Właśnie to wam chciałem powiedzieć - odparł ze smutkiem.
______________________
Jejku, aż się popłakałam... Smutny ten rozdział c'nie? Nie mam pomysłu na notkę ;/ Dziękuję Wam za ponad 13k wyświetleń! Nie wiem co mam pisać w tej notce. Ręce mi się trzęsą. Zapraszam do naszej grupy na fb -> Kraby Natalki jest nas tam mało, więc dołączajcie!
Żegnam moje kraby!
Ily :* xoxo
~Natalka~
10 KOMENTARZY=NEXT









Hejka!
OdpowiedzUsuńKomentuję u Ciebie pierwszy raz (ale to się zmieni).
Nadrobiłam wszystkie rozdziały i stwierdzam TWÓJ BLOG JEST GENIALNY!!!
Mam nadzieję że Leo sobie wszyamro przypomni. Oby next pojawił się jak najszybciej!
Życzę Ci dużo weny i do następnego!
~ Emily
Ps. W wolnej chwili zapraszam do mnie:
http://143-hope-believe-love.blogspot.com/?m=1
Dziękuję bardzo <3 Next z zasady będzie w niedziele, oczywiście jeżeli uzbiera się 10 komentarzy xd chętnie zajrzę ;D
Usuń😱😭😭😭😭!!
OdpowiedzUsuńJejejej...spraw aby Leo przypomniał sobie wszystko proszeeeeeee.... Czekam na nexta bo twoje rozdziały są świetne ❤
OdpowiedzUsuńGdy czytałam ten rozdział to się popłakałam super rozdział.
OdpowiedzUsuńSuper to jest takie piękne że brak mi słów . Pięknie piszesz
OdpowiedzUsuńSuper! Dawaj szybciutko nexta. Oczywiście od razu jak uzbiera się 10 komów. Rozdział taki cudowny. Aż miałam łzy w oczach, dziewczyno! A teraz idę się zbierać do szkoły, bo jest 6:45, a ja piszę Ci koma! No mądre to jest? Odpowiedź brzmi: nie! No, ale to tyle!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i całuję!
Julka ;*
Popłakałam się prawie, rozdział cudny i dawaj mi od razu next jak będzie 10 komentarzy 😭💜👑🙌
OdpowiedzUsuńMatko, łzy w oczach przez cały rozdział, czekam na nexta :*
OdpowiedzUsuńJejku... Świetny rozdział! Jak mogłaś?! On musi sobie wszystko przypomnieć! Tak... Tak nie może być! Histerizuję, hah... Nie no nic dodać nic ująć. Czekam na nexta i mam nadzieję, że wszystko się ułoży <3
OdpowiedzUsuńMega smutny
OdpowiedzUsuń